sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 6

*Muzyczka*

            Pierwsza zwrotka i refren wypały całkiem nieźle. Chwila przerwy i "moja" solówka. Trzęsłam się z nerwów. No, ale cóż obiecałam im, że to zrobimy, więc nie miałam wyjścia. Zaczęłam śpiewać, starałam się najładniej jak umiałam, ale i tak wiedziałam, że wyszło to żałośnie. Ostatni wers. Uff... Już. Chciałam usiąść na kanapie, ale nie zauważyłam, że chłopacy już na niej siedzieli. Przez co wpadłam na kolana Harry'ego. Byłam zła na siebie, chciałam mu się wyrwać, jednak ten mocno mnie przytrzymał i przytulił się do mnie. Cały czas się szarpałam i "wydzierałam" mu się do ucha:
- Puść mnie idioto. Nienawidzę cię. Jesteś skończonym dupkiem!
Wtulił się we mnie jeszcze bardziej, jakby bał się, że może mnie stracić. Przez moment zrobiło mi się go żal, ale cały czas miałam przed oczami obraz całującego się Harry'ego z Taylor. Wkurzyłam się na nowo. Zaczęłam znowu się z nim szarpać.
- Madzia... Przepraszam.- Wydyszał zmęczony, męczył się nadal ze mną. W końcu spojrzał mi w oczy. Nie no nie uwierzę. On płakał... Płakał przeze mnie, przez to, że nie chciałam mu wybaczyć. Ale kto inny na moim miejscu wybaczyłby mu zdradę? Wątpię, żeby ktokolwiek. Moje serce rozpadło się przez niego. Nie mogłam mu tego wybaczyć, aż do teraz... Widok zapłakanego Harry'ego był jeszcze gorszy... Poczułam, że moje serce pomału zaczyna się sklejać do kupy. Pojawił się cień nadziei, której jeszcze parę godzin temu w ogóle nie było.
Nie szarpałam się już, wpatrywałam się w jego załzawione tęczówki. Naprawdę był załamany. Może powinnam go wysłuchać? Może dać mu jeszcze jedną szansę, ale ostatnią? On po prostu tego potrzebuje... Wsparcia, prawdziwej miłości. Nikt jeszcze dotąd go nie szanował. Był po prostu przedmiotem. Kimś z kim można było iść do łóżka. I później by tego nie żałował. Ale wiedziałam, byłam pewna, że on naprawdę taki nie jest. Skrywa to, chowa w samym sobie fakt, że jest czuły, troskliwy i kochany. Raczej pragnąłby być kochanym. Bo przecież co to za życie bez miłości? Sama znałam to na swoim przykładzie. Człowiek robi wszystko, tylko nie wie dla kogo, oddycha, je, śpi, wstaje, ale nie ma dla kogo. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Bywają złe chwilę, ale zawsze pamięta się te dobre, nieprawdaż? Tak właśnie było teraz. Zaczynałam pomału zapominać o wszystkim, chociaż wiedziałam, że było to złe...
Harry wstał energicznie co wybudziło mnie z moich przemyśleń. Ale czy nie powinnam była spaść i leżeć na podłodze? Zorientowałam się, że trzymał mnie na rękach i niósł w stronę mojego pokoju. Kątem oka zauważyłam, że dziewczyny bacznie mi się przyglądały i nie rozumiały o co chodzi ze mną i Harry'm. Chłopacy jednak nie zwracali na to mniejszej uwagi, byli zajęci wpatrywaniem się w dziewczyny. Ciekawe co się z tego rozwinie. Uśmiechnęłam się tak, żeby Harry tego nie zauważył i udało mi się.
Znaleźliśmy się w moim pokoju. Hazza delikatnie położył mnie na łóżku, ja usiadłam po turecku, a on poszedł zamknąć drzwi. Przysiadł naprzeciwko mnie i spuścił wzrok, nerwowo bawił się palcami. Więc kto ma pierwszy zacząć?
- Wiesz, że jesteś skończonym dupkiem.- Powiedziałam to spokojnie, już nie byłam tak zła jak chwilę wcześniej.
-Wiem...- Przytaknął tylko.
- Jesteś tego w pełni świadomy, że nie mogłabym być w stanie ci tego wybaczyć ?
- Tak...- Ograniczał się do krótkich słów, ale były to sensowne odpowiedzi.
-Ja mam to zrozumieć jako rewanż? Przez to, że ja całowałam się z Louisem, ty musiałeś zrobić to z tą blondyną.
- To tak nie jest ...
- A niby jak ?
- No, bo wiesz, Madziu...- Zgromiłam go spojrzeniem i ponownie spuścił wzrok.- Nie oczekuję tego, że mi wybaczyć, ja po prostu chcę, żebyś to zrozumiała, że ja tego nie chciałem.
- Tak, bo na pewno ci w to uwierzę. Nikt nie robi czegoś, jeśli tego nie chce.
- Daj mi skończyć, proszę- Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Kiwnęłam tylko głową.
- No więc... Miałem nikomu nie mówić, ale jeśli ci tego nie wyjaśnię, to boje się, że mogę cię stracić. A cierpiałbym przez to.- Kolejne spojrzenie.- To wszystko przez tych całych menadżerów i prezesików w zasranych garniturkach. Oni kazali mi to zrobić. Miałem udawać, że jestem z Taylor. Szczerze, to jej nie lubię. Wcześniej myślałem, że jest fajna, ale myliłem się. Jest pusta i zapatrzona w siebie. No więc kazali mi to zrobić, żeby miała powód to tego, by napisać kolejną nudną piosenkę o nieszczęśliwej miłości. Miała się na nowo wypromować. Mam tego dosyć ludzie myślą, że mogą mną pomiatać, że mogą ze mną robić wszystko i ja niby i tak nie będę przez to cierpiał. Cholera... Nie rozumiem tych ludzi! Magda zrozum, nie byłem z nią teraz i nie jestem i nie zamierzam być.
Zakryłam ręką usta. Byłam w szoku. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Lou dobrze mówił, że on na take coś, by nie wpadł.
- Ja.. ja nie wiedziałam. Tylko skąd ja mam wiedzieć, że to prawda?- Nie do końca byłam pewna, czy akurat mówił szczerze.
Padł przede mną na kolana, złapał mnie za ręce i spojrzał mi głęboko w oczy. Tak, że ja miałam pewność, iż mówi prawdę.
-Uwierz mi, nie miałbym serca kłamać ci prosto w oczy. Z resztą ja tego nie potrafię. To nie ja to wymyśliłem. Madziu kocham cię i nie chcę byś kiedykolwiek ode mnie odeszła. - Oczekiwał na moją odpowiedź. Zastanawiałam się przez dłuższą chwilę.
-Dobrze, wybaczam ci. - W jego oku pojawiła się "iskierka".- Ale oczywiście, nie zapomnę o tym.- Wytłumaczyłam się jeszcze.
- Tak, tak, ale mi wybaczyłaś!- Zaczął skakać jak oszalały po łóżku. Takiego szczęśliwego to go jeszcze nie widziałam. W pewnym momencie rzucił się na mnie i pocałował mnie namiętnie.
- Tęskniłem za tobą kochanie.
- Ja za tobą też.- Zaczął mnie całować, poczułam, że na nowo mam dla kogo żyć...
*Muzyczka*
W tym samym czasie z punktu widzenia Liama ...
-Pięknie zaśpiewane dziewczyny.- Uśmiechnął się do Louis.- No więc jestem Louis...
- Wiemy.- Odpowiedziały chórkiem i się zaśmiały.
- Ale ja tak chciałem oficjalnie.- Zaczerwienił się.
- A ty to kto ?- Asia pokazała palcem na mnie i udawała, że mnie nie zna.
- Ja ? Liam, miło mi cię poznać. A ty?- Uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Asia, mi też miło.- Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, podszedłem do niej i pocałowałem ją w policzek. Zawstydziła się trochę.
- Wyczuwam nowy romansik!- Zaczął Niall.
- On zawsze ma do dodania jakiś komentarz?- Aśka spytała poirytowana, co rozbawiło wszystkich.
- Oj tak, tak. Poczekaj zaraz wyleci, że jest głodny.- Spojrzałem na nią, ale odwróciła wzrok.
Ślicznie się rumieniła. Co ja wygaduję?! Przecież mam dziewczynę! Jeszcze... Co się ze mną dzieje?! Nie zostawię Dan, kocham ją, jest tą jedyną. Ale teraz poznałem Aśkę. Nie, nie, nie... Ewentualnie przyjaźń nic więcej. Przynajmniej będę mógł spędzać z nią trochę czasu i nie będzie to podejrzane. To trochę nie fair w stosunku do Daniell. Ale cóż, lepiej, żeby o niczym się nie dowiedziała.
Jak na zawołanie Niall'owi zaczęło burczeć w brzuchu.
- Po co się odzywałeś?! Ja chcę jeść!- Zaczął się wydzierać.
- Zaraz ci zrobię...- Odezwała się Carolina.
- A ty jak masz na imię?- Spytał zaciekawiony.
- Aaa... Carolina.- Uśmiechnęła się. Podała mu rękę na przywitanie, jednak ten do niej podbiegł i ją przytulił.
- No chodź, chodź. Zrobisz mi coś do jedzenia, prawda? Powiedziałaś tak !- Zrobił oczka szczeniaczka.
- No tak tak.- Chwycił ją za rękę i zaciągnął do kuchni. Zniknęli z pola widzenia.
- Och... Wyczuwam miłość.- Zaśmiałem się.
- Też mi się tak wydaje.- Powiedziała Asia.
Usiadłem na kanapie i poklepałem miejsce obok siebie, by Asia mogła posiedzieć ze mną. Spełniła moje życzenie.
- Opowiedz coś o sobie...- Postanowiłem do niej zagadać.

Z punktu widzenia Louisa...
Jedna z dziewczyn zaczęła sprzątać bałagan, jaki wcześniej zrobiły, jak jeszcze nas nie było. Przyglądałem jej się uważnie. Raz nawet na mnie spojrzała i uśmiechnęła się. Była śliczna, taka słodka. Jej uśmiech powalał na kolana. Jednak z wpatrywania się w dziewczynę wybudziło mnie szturchnięcie. Spojrzałem w bok. Była to Wera ...
- Możemy pogadać.- Spytała mnie. Ciekawe czego ona jeszcze ode mnie chciała.
- No dobrze.- Poszedłem za nią w ustronne miejsce w pokoju.
- Chciałabym cię przeprosić...- Spojrzała mi w oczy.- Wiem, że to co zrobiłam było okropne. Nie chciałam cię wtedy zostawić. Jednak nie mogłam tam z tobą zostać. To było silniejsze ode mnie. Teraz się zmieniłam. Mam nadzieję, że na lepsze i na nowo ci się spodobam.- Uśmiechnęła się do mnie z nadzieją.
- Już dawno się z tym pogodziłem, ale nie licz na drugą szansę. Masz rację to było przelotne zauroczenie. Ale nadal cie lubię, o to się nie martw.-Uśmiechnąłem się do niej, podszedłem do niej bliżej i pocałowałem w policzek. Ostatni raz spojrzałem jej w oczy i odszedłem z powrotem na kanapę. Jednak pięknej dziewczyny nigdzie nie było.
- Gdzie jesteś moja sprzątaczko!-Wydarłem się na cały dom. Nagle zza futryny wychyliła się jej głowa.
-Tu jestem mości książę. - Ukłoniła się do mnie. Rozbawiło mnie to. Czyli trafiłem na równie "pogiętą" osobę jaką sam jestem? Lepiej być nie mogło.
- Może ci pomóc nieznajoma?- Spytałem z zapałem.
- Ależ oczywiście i jestem Camila.- Puściła mi oczko. Już ją lubię! Podbiegłem do niej i uśmiechnąłem się szeroko.
- No to tak w czym ci pomóc?
- Możesz pozmywać naczynia jeśli łaskaw.
- Dla ciebie wszystko.- Pocałowałem ją w rękę. Poczułem motyle w brzuchu. To była ta jedyna. Tylko, czy ona chciała mnie?

Z punktu widzenia Zayna...
 Któraś z dziewczyn usiadła obok mnie. Była trochę podłamana, więc postanowiłem ją pocieszyć.
- Co się stało?- Spytałem ją smutno. Zdziwiła się trochę. Spojrzała na mnie i zamarła. Co, aż tak przystojny jestem? Przeczesałem ręką włosy. I uśmiechnąłem się do niej, odwzajemniła go.
- Już nic..
- Czyli poprawiłem ci humor. Jestem z siebie dumny.- Zacząłem klaskać w ręce. Zaśmiała się. Na pewno wyszedłem na idiotę, pomyśli sobie, że zachowuję się jak dziecko.
Spoważniałem trochę i położyłem rękę na oparciu od kanapy. Zrobiłem zalotne spojrzenie.
- To jak masz na imię ?- Zaczęła się śmiać.
- Haha.. Weronika...- Spojrzała na mnie.- Tak, Wera. Miło mi cię poznać.
- Mnie również.- Jejciu kolejna ślicznotka. Magda to ma piękne koleżanki.- Mógłbym poznać cię trochę bliżej.- Mam nadzieję, że kolejny raz nie wyjdę na debila.
- Oczywiście, nie mam nic przeciwko.
Zaczęliśmy rozmawiać, ona opowiedziała mi trochę o sobie, a ja o sobie. I tak zacząłem ją poznawać.

Z punktu widzenia Nialla ...
Carolina zanurzyła głowę w lodówce i szukała czegoś co mogłaby mi dać do jedzenia.
- Wiesz, nie mogę nic wymyślić. Może naleśniki ?- Spojrzała na mnie, a w rękach trzymała mleko i jajka.
- No pewnie.- Wyciągnąłem jeszcze mąkę z szafki, oczywiście pokazała mi gdzie jest.
Wzięliśmy się za gotowanie. Szło nam nieźle. Rozmawialiśmy dużo przy tym i śmialiśmy się. Wpadłem na genialny pomysł. Stanąłem za nią i klepnął ją w ramię:
- Carolina..- Odwróciła się w moja stronę.
- Co chcesz ?- Uśmiechnęła się.
- A tylko to!- Rzuciłem jej w twarz mąką. I zacząłem się śmiać. Ona piszczała i wytrzepywała mąkę z włosów.
- Już nie żyjesz!!!- Nasypała jej trochę do miski i nie wiedziałem co chce zrobić. Przeraziłem się.- Teraz możesz uciekać!- Ruszyła w moją stronę, ja zacząłem uciekać i drzeć się na cały dom. Carolina biegła za mną z miską. Wpadliśmy do salony i biegaliśmy w koło kanapy. Wszyscy się z nas śmiali. Przestałem słyszeć kroki Caroliny i stanąłem. Odwróciłem się, a ona wysypała na mnie całą mąkę z miski. Wybuchła nieopanowanym śmiechem.
- Bałwan Niall! Od teraz nie chcesz jedzenia, tylko jesteś jedzeniem!- Ja też zacząłem się śmiać. Otrzepałem włosy jak pies. Spojrzałem zadziornie na Carolinę i rzuciłem się na nią. Obydwoje padliśmy na kanapę.
- To chyba teraz jesteśmy kwita. - Puściła mi oczko i próbowała wyjść spode mnie. Przytrzymałem ją i pocałowałem w policzek.
- Tak, tak koniec marnowania mąki! Ale ładnie wyglądam, prawda ?- Zrobiłem słodką minkę.
- No oczywiście, że tak. A teraz złaź ze mnie!- Uśmiechnąłem się i usiadłem obok niej. Ona wstała i też usiadła.
- To co robimy ?- Odezwał się Louis.
Do salony weszła Magda z Harry'm.
*Muzyczka*
Z punktu widzenia Magdy...
Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, Harry szeroko się uśmiechał, przez co ukazał swoje dołeczki w policzkach.
- O, o, o jakie słodkie. - Pocałowałam go polik i poczochrałam po włosach.
- Loczku, kocham cię. - Powiedział to i na nowo zaczął mnie całować i zdejmować mi bluzkę.
- Ja ciebie też, ale poczekaj do wieczora, bo mam "gości" w domu. I nie wiadomo co wykombinują.- Poruszyłam znacząco brwiami. I zaczęliśmy się śmiać. Złapałam go za rękę i wyszliśmy z pokoju. Zeszliśmy po schodach do salonu i zamurowało mnie.
- Co to ma być?!- Pokazałam palcem na podłogę, gdzie leżało pełno mąki.
- No wiesz to tylko...- Zaczął się tłumaczyć Niall.
- Nasze nowe gołąbeczki, chciały zrobić naleśniki, ale chęć zabawy była silniejsza.- Podkoloryzowała to nieco Camila. I pokazała Carolinie język.
- A ty to niby co? No wcale nie wyczuwam miłości pomiędzy tobą a Lou, no w ogóle.- Zaczęły się przekomarzać. Że niby co? Camila z Louisem ? Carolina z Niallem? No jak tak można. A no i własnie jeszcze dwie rzeczy. Zayn był zajęty rozmową z Werą. To jej już nie podoba się Lou? A Liam patrzył się na Aśkę, co było dziwne i podejrzane.
- Nie no nie ogarniam was. Normalnie "Moda na sukces"!- Zaczęłam się śmiać, reszta też.
- Zanim przyszliście, spytałem się: To co robimy? I ponawiam pytanie.
- Hmm... Może obejrzymy horror ? - Zaproponował Harry i uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- No pewnie.- Wszyscy odpowiedzieli chórkiem.
- Ale jeden warunek. Łapy przy sobie, ma się rozumieć.- Wera zgromiła spojrzeniem Zayna. Powiedziała to w żartach, bo była świadoma, że ma już on dziewczynę.
- Będę grzeczny, obiecuję.- Położył rękę na sercu.
-Jest!- Wydarł się Louis. Spojrzeliśmy się na niego ze zdziwieniem.
- Co?- Spytała się go Camila.
- No, bo Wera powiedziała "Łapy przy sobie", ale do Zayna. Czyli mnie to nie zobowiązuje.
Zaczailiśmy o co mu chodzi.
- To Cama, bądź czujna.- Powiedziała do niej Asia.
- Odezwała się. Mi się wydaje, że nie będziesz w stanie skupić się na filmie.
- Ale my sobie dzisiaj docinacie, ja nie mogę.- Pokręciłam głową na boki. I uśmiechnęłam się.- Tylko, Li oraz Zayn...- Spojrzeli na mnie.- Macie dziewczyny! Więc mi się tutaj za bardzo nie angażować. Film na pewno będzie ciekawy.
I znowu zaczęliśmy się śmiać.
- To tylko moja koleżanka!- Wytłumaczył się Liam. - Dobra poszukam czegoś ciekawego.- Smutny poszedł szukać filmu.
- Chodźmy zrobić coś do jedzenia. Dziewczyny...- Wera podkreśliła to słowo i wiedziałyśmy o co chodzi. Czas na zwierzanie, niestety w kuchni i trzeba będzie mówić ciszej.
- Ok, ok! Ja biorę się za popcorn.- Carolina pobiegła do kuchni.
- To ja przyszykuję coś do picia.- Asia ruszyła do kuchni.
- Może ja wezmę parę marchewek.- Camila wstała z kanapy i uśmiechnęła się do Lou.
- Będę zaszczycony.- Odwzajemnił uśmiech.
- To my jeszcze poszukamy czegoś do jedzenia, żeby Niall nie marudził podczas filmu.- Spojrzałam na Werę.
- Ej!- Oburzył się Niall.
- No co? Troszczymy się o ciebie.- Dodała Wera.
- Doceniam to.- Uśmiechnął się. Byłyśmy już wszystkie w kuchni. Kątem oka dostrzegłam, że chłopacy zaczęli coś szeptać do siebie. Na pewno mówili o nas.
- Jeju! Co tu się działo jak mnie nie było?- Spytałam dziewczyn.
- My powinnyśmy spytać, co się działo u ciebie w pokoju.- Obroniła się Camila.
- A nic takiego, Harry musiał mnie przeprosić i ja mu wybaczyłam.
- Ale co mu wybaczyłaś?- Spytała zdziwiona Asia.
-  Bo on  jest moim chłopakiem już od przeszło tygodnia, a "zdradził" mnie z Taylor. Zapewne widziałyście zdjęcia.- Dziewczyny przytaknęły.- No i ładnie mnie przepraszał, więc wybaczyłam mu to. Postanowiłam dać mu drugą szansę. Mam nadzieję, że jej nie zmarnuje. Więc co jest pomiędzy tobą a Zaynem?- Skierowałam te słowa do Wery, nie chciała poruszać tematu o Louisie. Przeprosiła go, wiedziałam to. Zawsze dotrzymywała słowa.
- Po prostu polubiłam go, a on mnie. Jest taki słodki. Wiem, wiem... Ma dziewczynę, więc nie będę próbować niczego innego. Po prostu przyjaciel, jeśli on oczywiście będzie tego chciał.
- A może zerwie z Perrie i będzie z tobą?- Spytała Carolina.
- Wątpię w to, nie chcę, żeby ona przeze mnie cierpiała. Jest mi z tym dobrze, wiedząc że jest zajęty. - Uśmiechnęła się, upewniłam się, że mówi prawdę. Znałam ją najdłużej z wszystkich dziewczyn. Nie potrafi kłamać.
- To teraz Cama, widzę, że kręcisz z Louisem?- Pokazałam jej język.
- Kręcę? Proszę cię. Jak na początku nie wiedział jak mam na imię mówił do mnie "sprzątaczko". Wątpię, żeby to było zauroczenie.
- Mogę to potwierdzić!- Dorzucił Asia.- Tylko, że powiedział to inaczej "moja sprzątaczko".- Poruszyła brwiami, a Camila rzuciła w nią ręcznikiem.
- Nie ma to dużego znaczenia. Dowiemy się z czasem, co miał na myśli mówiąc to do mnie. - Wiadome było, że skończyła już swoje zwierzanie. Szczerze mówiąc, to pasowała do Lou. Była tak samo roztrzepana.
- Czyli teraz ja muszę ci opowiedzieć o mnie i Liamie...- Domyśliła się Asia. Jaka ona spostrzegawcza! Zaśmiałam się:
-  No dajesz, dajesz.
- A to nic specjalnego. Sama słyszałaś jak mówił, że jestem jego koleżanką. Fakt, dobrze mi się z nim rozmawia. Może dlatego, że mamy podobne charaktery. Ale niczego więcej z tego nie będzie.- Wiedziałyśmy, że nie mamy po co się z nią sprzeczać, bo ona zawsze wiedziała najlepiej.
- Może akurat będzie inaczej. Miej nadzieję skarbie.- Podeszłam do niej i pocałowałam ją w policzek.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. - Przytuliłam ją jeszcze.
- Opowiadaj Carolina o twojej dzikiej przygodzie w kuchni!- Camila zaczęła się śmiać, na wspomnienie tamtego wydarzenia.
- No co? On zaczął pierwszy!- Spojrzała na nas i też się zaśmiała.- Chciałam mu zrobić naleśniki, ale rzucił we mnie mąką, więc ja tez nasypałam jej do miski i zaczęłam go gonić po całym salonie i wysypałam mu ją na głowę. Cała historia.
- Ale o tym, że leżał na tobie na kanapie i pocałował cię w policzek to już nie wspomniałaś!- Wera szturchnęła ją łokciem w brzuch.
- Czy to takie ważne?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.- Powiedziałam z zaskoczeniem.
- Jestem głupia myśląc, że Niall chciałby być ze mną. Ale każdy ma nadzieję.
- Pożyjemy zobaczymy.- Dodała z otuchą Asia i przytuliła ją.
- To idziemy do nich, bo zaczną się denerwować.- Wzięłam dwie miski z popcornem, a dziewczyny wzięły picie, słodycze, chipsy i inne przekąski.
Gdy weszłam do salonu Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Zauważyłam, że chłopacy posprzątali mąkę na podłodze. Został tylko jeden problem.
- Jak my się pomieścimy? Kanapa jest czteroosobowa, dwa fotele, czyli sześć. A pozostała czwórka? - Spytałam chłopaków.
- Nie martw się mamy już to zaplanowane. - Uśmiechnął się Louis.
- Chodź tu do mnie!- Harry wyciągnął do mnie ręce. Siedział na fotelu, podeszłam do niego. Pocałowałam go i usiadłam wygodnie na jego kolanach, wtulając się w jego klatkę piersiową. Na szczęście miałam dobry widok na telewizor. Jakbym jeszcze podczas filmu na nim uważała to byłoby dobrze. Uśmiechnęłam się do Harry'ego i patrzyłam gdzie siadają dziewczyny.
- Asia, możesz usiąść koło mnie jeśli chcesz.- Uśmiechnął się do niej Liam.
- Już do ciebie idę.- Usidła obok Liama i puściła mu oczko.
- A ty chodź koło mnie.- Zayn złapał za rękę Weronikę, bo stała dość blisko niego.
- Ok...- Tylko to zdołała z siebie wydusić. W końcu Zayn złapał ją za rękę!
- Camila...- Zaczął Louis, ale nie skończył.
- Widzę gdzie siedzisz. Tylko wiesz poproszę poduszkę, jeśli mam siedzieć na podłodze.- Uśmiechnęła się. Lou wstał szybko i wyciągnął poduszkę spod kłowy Zayna.
- Ej!- Wydarł się na niego.
- No co? W końcu dziewczyna ma prawo jako pierwsza.- Wytłumaczył się i podał poduszkę Werze.- Proszę.- Puścił do niej oczko, a ona usidła obok niego uśmiechają się szeroko.
- A ja to gdzie?- Spytała zażenowana Carolina.
- Ze mną, a z kim innym.- Wystraszyła się, bo Niall powiedział to zza jej pleców. Stała przed fotelem, najwidoczniej nie zauważyła go.
- I, że niby mam usiąść ci na kolanach?- Pokazała palcem na niego.
- A czemu, nie ? Czy to jakiś problem dla ciebie?- Uśmiechnął się  do niej ukazując zęby. Wiedziałam, że mu nie odmówi. Miałam rację usiadła mu na kolanach. Jednak nie tak jak ja Harry'emu, ale to zrobiła!
- No dalej włączać  ten film!- Powiedziała jeszcze poirytowana i wszyscy się zaśmiali. Liam włączył film i odłożył pilot koło siebie, oczywiście od strony Asi, by móc przez "przypadek" jej dotknąć, ta tylko spojrzała na niego i zaczerwieniła się.
Przez większość czasu całowałam się z Harry'm. I tak nikt nie zwracał na nas uwagi, bo każdy był zajęty swoim towarzyszem. Zauważyłam, że Liam ukradkiem spoglądał na Aśkę, a ona na niego. Wyglądało to przesłodko. Taka niewinna "miłość". Ale oczywiście ona i tak uważała, że jest tylko jego koleżanką.
Louis z Camilą nawzajem dźgali się po brzuchu albo szturchali. Od czasu do czasu wybuchali śmiechem, kiedy coś ich rozbawiło. Nikt nie miał serca im powiedzieć, żeby przestali. Bo Lou oburzył by się, że on im nie mówi co mają robić albo czego nie.
Zayn uśmiechał się do Wery. Nie za bardzo widziałam jak ona na to reagowała, bo siedziała pod takim kątem, że nie mogłam tego dostrzec. Raz się wychyliłam i zobaczyłam, że się uśmiecha i zawstydziła się, bo Zayn przyłapał ją na tym jak patrzyła się na niego. Ale Harry powiedział mi na ucho, że mam dać im odrobinę prywatności i już więcej razy nie zwracałam na nich uwagi.
Zdążyłam jeszcze zauważyć, że Niall trzymał rękę na talii Caroliny. Wydawało się, że ona starała się tego nie zauważać. No ale w końcu, uległa i przytuliła się do niego, Niall tylko uśmiechnął się i popatrzył jej w oczy. I na nowo zaczęli oglądać film.
Gdy już się skończył  była godzina 23. Dziewczyny powiedziały, że muszą już iść.
- Może jutro jeszcze do ciebie wpadnę.- Powiedziała Asia i pocałowała mnie w policzek. Przytuliła każdego z chłopaków, ale tylko Liam pocałował ją w policzek. Uśmiechnęła się do niego.
- Pa.- Odeszła, a Li odprowadził ją wzrokiem do drzwi, aż zniknęła mu z widoku.
- Ja też do ciebie przyjadę, ale za dwa dni, bo jutro mam próbę i występ, więc odpada.- Powiedziała Camila. I tak samo jak Asia, przytuliła każdego z chłopaków. Louis podniósł się i przytulił ją mocno, dając jej przy tym buziaka w policzek.
- Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.- Uśmiechnął się.
- Też mam taką nadzieję.- I wyszła z domu.
Wera i Carolina też pożegnały się z nami, oczywiście Zayn dał buziaka w policzek Werze. A Niall Caroline w czoło, wyglądało to przesłodko, ona przygryzła wargę i szybkim krokiem opuściła dom razem z Weroniką.
- Nie będziemy wam przeszkadzać. Harry, pamiętaj jutro musimy być w studiu o 10. Nie zapomnij.- Powiedział Liam.
- Nie zapomnę. A nawet jeśli to mi przypomnisz.- Zwrócił się do mnie, ja tylko przytaknęłam.
Chłopacy pożegnali się i wyszli. Zostałam sama z Harry'm.
- Zdaje się, że obiecała mi coś dzisiaj.- Uśmiechnął się łobuzersko, pocałowałam go namiętnie i pobiegłam na górę do pokoju.
- No chodź kochanie. Dotrzymam obietnicy.- Krzyknęłam jeszcze do niego i słyszałam jak biegnie za mną...

Proszę o komentarze, to bardzo ważne. Zastanawiam się czy w ogóle dalej pisać... 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rozdział 5


*Muzyczka*

     Obudziłam się wcześnie rano. Promień słońca wpadający przez nie do końca zasłonięte okno, nie dawał mi spokoju. Westchnęłam i usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i powitał nowy dzień z uśmiechem, chociaż w głębi duszy nie byłam tak pełna entuzjazmu. Dziś mijał właśnie tydzień od momentu, kiedy chłopcy przyszli się ze mną pożegnać przed wyjazdem. Mimo, że Lou wysłał mi sms'a kilka dni temu, z wiadomością, że już wrócili, żaden z nich dotąd się jeszcze nie pojawił. Najwidoczniej postanowili nie mieć już ze mną żadnego kontaktu, z resztą wcale się im nie dziwię. Zasłużyłam sobie na to. Wzruszyłam tylko ramionami, wstałam i podeszłam do okna, by odsłonić zasłonkę. Ku mojemu zdziwieniu dzień był bardzo słoneczny, co rzadko się zdarzało. Pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic i ubrałam się w jeansy, niebieską bluzkę na krótki rękaw, trampki i narzuciłam jeszcze bluzę.
Zjadłam dość szybkie śniadanie, bo postanowiłam że od samego rana zrobię sobie spacerek po mieście i kupię gazetę. Wzięłam tylko torebkę i już nie było mnie w domu. Odgarnęłam moje niesforne włosy na plecy, wyprostowałam się i kroczyłam w stronę pobliskiego kiosku. Mijałam wielu ludzi, większość z nich spieszyła się do pracy lub szkoły. Chodziły też starsze babcie z koszykami na zakupy. Jakiś chłopak zawzięcie męczył się ze swoim psem, by ruszył swój tyłek i wrócił do domu. Patrząc tak na to wszystko uśmiechnęłam się. Tylko mi nigdzie się nie spieszy. Jestem inna niż wszyscy. Od zawsze to wiedziałam, myślałam tak, aż doszłam do mojego celu. Poprosiłam grzecznie panią o jedna gazetę. Podała mi ją i od razu spojrzałam na okładkę. O mój Boże! Na okładce była dziewczyna, blondynka dość szczupła. Przytulała się z chłopakiem... Moim chłopakiem! Nerwowo przewróciłam kartki na odpowiednią stronę, na której był artykuł na temat nowej "pary". Zdjęcie przytulającego się Harry'ego do Taylor, tak była to Taylor Swift, było jednym z najmniej okropnych zdjęć. Najgorszym było to, na którym Styles całował ją! Rozpłakałam się. Nie mogłam zapanować nad łzami.
- Co się stało, skarbie ? - Zapytała się mnie zatroskana kobieta z kiosku.
Nie odpowiedziałam nic, tylko  mocno trzymałam gazetę w ręce i biegłam przed siebie. Miałam tego dość, kolejne zdarzenie, które mnie zraniło. Nie mogę tak dłużej! Wpadłam na kogoś, jednak on mnie przytrzymał. Dzięki niemu nie upadłam na ziemię. Był to Lou.
-Em? Madzia?- Spytał zdziwiony, złapał mnie za podbródek i podciągnął go wyżej, by móc spojrzeć mi w oczy. Zauważył, że płaczę.- Madzia... Co się stało?- Patrzył na mnie ze smutkiem.
- Nie wrócił z wami prawda?- Nie za bardzo wiedział o czym mówiłam. Podniosłam wyżej gazetę, aby mógł zobaczyć okładkę. To co zobaczył na pewno też go zszokowało.
- Yyy...- Nie wiedział co powiedzieć.- Nie, nie wrócił z nami.- Spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję.
- Wiedziałam...- Odpowiedziałam załamana.- Louis pozwól mi odejść, proszę. Nie wracajcie nigdy do mnie, do mojego domu. Zostawcie mnie wszyscy w spokoju!
Wyminęłam go i na nowo zaczęłam biec przed siebie. Niestety, nie dobiegłam zbyt daleko, bo jak już to u mnie bywa, potknęłam się o coś na chodniku. Przewróciłam się, nie miałam sił, by się podnieść. Zalałam się gorzkimi łzami. Siedziałam tak tam, aż ktoś mnie nie podniósł, wziął i niósł w stronę mojego domu.
- Nie mogę cię tak zostawić. - Powoli zaczęłam się przyzwyczajać, że tym "kimś" zawsze był Louis.- Jesteś moją przyjaciółką i to w dodatku rozsypaną na milion kawałeczków. Zaopiekuję się tobą.- Pocałował mnie w czoło i zaniósł mnie do domu.
 Otworzył drzwi i wygodnie położył mnie na kanapie, przykrywając kocem. Przez całą drogę ani razu się nie odezwał. Nie wspomniał o Harry'm. Doskonale wiedział jak się czułam. Kolejny raz tak bardzo go potrzebowałam. Nie musiał nic mówić, sama jego obecność dodawał mi ogromnej otuchy. Z dnia na dzień stawał się dla mnie coraz bliższym przyjacielem. I kochałam go za to mocno.
- Lou, powiedz mi, jak to możliwe? Czemu on mi to zrobił?
-Szczerze to nie wiem, nie wiedziałem, że jest z nią, aż w tak bliskich stosunkach.
- Jak to? Czyli oni się już umawiali?- Spytałam go załamana. Czyli będąc ze mną kręcił z nią? Jak to w ogóle możliwe. Moje serce znowu pękło, na nowo. Być oszukanym przez osobę, którą się kocha...
- Nie, znaczy się tak. Ale było to parę miesięcy temu. Byli razem przez krótki okres czasu, ale zerwali i zostali "przyjaciółmi". Ładne mi to. Teraz już wiadomo, że to nie przyjaźń.
- Nadal nic z tego nie rozumiem. Czemu mi nie powiedział, że jedzie do U.S.A po to, by ślinić się z jakąś laską?! Tylko "Przepraszam za wszystko..." Marne słowa.- Nie płakałam już, byłam po prostu załamana i wściekła, gdybym teraz go spotkała z pewnością potrzebowałby pomocy dobrego chirurga.
- Jeju!- Wydarłam się i zerwałam się z kanapy. Pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam pogniecioną kartkę z jednej z szuflad. Gdy wracałam do Louisa, patrzył na mnie nie wiedząc o co mi chodzi. Podałam mu kartę i by ją przeczytał.
-"Cokolwiek by się nie stało..."- Głębię się nad tym zastanawiał. Mnie natomiast olśniło.
- On o tym wtedy wiedział! Wiedział co się wydarzy, co zrobi! Ale jak to możliwe? Tamtego dnia rano wszystko było w porządku, ale mój telefon popsuł mu humor i nakrzyczał na mnie...- I kolejny przebłysk inteligencji.- A może to nie przez telefon! Powiedział to wszystko, żeby wyszło, że to przeze mnie wszystko się pieprzy, a nie przez niego! Wieczorem dopadły go wyrzuty sumienia i napisał ten list. Myślał, że uwierzę mu w te jego durne słowa. Musiałabym być nie wiadomo jak głupia, żeby wybaczyć mu zdradę. Ta jasne, bo on mnie kocha. Co za ściema.
Louis najwyraźniej rozumiał to co mówiłam, uśmiechnął się.
- Ty to potrafisz myśleć.
- Wiem, jestem inteligentną osobą.
- No czyli wynika z tego, że ktoś to zaplanował, tylko kto?- Zadał to pytanie i zaczął znów myśleć. Z powrotem usiadłam na kanapie obok Louisa. I też zaczęłam główkować. Po paru minutach zapytałam:
-Em.. Harry ?
- Nie, nie. To nie on. Nie wpadł by na takie coś.
-To na pewno ta blond farbowana ladacznica to wymyśliła i go zmusiła.
- Bardzo prawdopodobne. Nigdy jej nie lubiłem, a jest strasznie przebiegła. Ma głowę do takich rzeczy.- Pokiwał głową.- Ale nie mogę uwierzyć, że Harry jest zdolny do takich rzeczy.
-Chyba nikt się tego nie spodziewał.- Nagle zaczął dzwonić telefon Louisa, odebrał go.
- Tak, Li. Co się stało?- Liam coś powiedział, ale nie usłyszałam.
- Okey, za chwilę będę. Jeśli Magda da sobie radę sama.- Znowu odpowiedź.
- Później ci to wyjaśnię. Zaraz będę.- Rozłączył się.
Spojrzałam na niego, ciekawa o co chodziło.
- Co chciał Liam?
- Ma mi coś ważnego do powiedzenia i muszę do niego przyjechać.
- Ach... No dobrze jedź.- Uśmiechnęłam się smutno do niego.
- Na pewno możesz być sama? Nie zrobisz sobie nic?- Spytał zatroskany.
- Jak jeszcze teraz sobie niczego nie zrobiła, to już nie zrobię. -Dodałam z otuchą i poklepałam go po ramieniu.
- No dobrze słońce. - Pocałował mnie w czoło.- Później wpadniemy wszyscy.- Wybiegł szybko, by nie móc się tłumaczyć i tak już chyba za dużo powiedział. Mówiąc wszyscy, miał na myśli wszystkich, czy tylko ich czwórkę.
*Muzyczka*
Nie dane mi było dłużej się nad tym zastanawiać. Bo nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Doczłapałam się do nich i otworzyłam.
- Witaj debilu!- Wydarły się cztery dziewczyny. Moje cztery przyjaciółki, z którymi nie widziałam się od dość dawna.
- Jej, kochane!- Rzuciłam się na nie i zaczęłam piszczeć jak głupia z radości.
- Czemu się do nas nie odzywałaś?- Spytała blondynka, Asia.
- Przepraszam skarbie miałam wiele innych spraw na głowie.- Mówiąc to spojrzałam znacząco na Werę. Kiwnęła tylko przecząco głową, na znak, że nie powiedziała im nic na temat chłopaków z 1D. Całe szczęście, bo zaczęłyby wariować jak głupie! Ulżyło mi.
- To jak babski wieczór?- Zapytała entuzjastycznie Carolina.
- No a czemu, by nie. - Uśmiechnęłam się do niej i ucałowałam jeszcze raz w policzek.
- Wchodźcie, no dalej!
- Mamy tyle spraw do obgadania.- Przytuliła mnie jeszcze Camila i weszła do środka. Na zewnątrz pozostała tylko Wera. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Przepraszam za Louisa, nie chciałam go skrzywdzić. Jeśli będę miała okazję to go przeproszę.- Wyszeptała mi to na ucho.
- Trzymam cię za słowo! Wiesz jak on cierpiał!
- Kto cierpiał?!- wydarła się Asia, zawsze była ciekawska.
- A to tylko mój palec! Bo ostatnio Wera mi go przytrzasnęła!- Odkrzyknęłam jej. Nie lubiłam kłamać, ale niekiedy trzeba było. No cóż, takie życie. Puściłam oczko Werze i weszłyśmy do środka.
Dziewczyny już na dobre się rozgościły, z reszta jak już to u nich bywało. Zawsze czuły się u mnie jak u siebie w domu. Dużo się śmiałyśmy, rozmawiałyśmy a w szczególności wspominałyśmy dawne czasy i nasze wygłupy. Oglądałyśmy chyba z dwa filmy i Camila wyleciała z pomysłem, żeby urządzić karaoke.
- No dalej, nie wymiękajcie. Madzia przecież ślicznie śpiewasz co ci szkodzi?- Spojrzała na mnie błagalnie.
- Ja tam mogę...- Powiedziałam.- Ale żadnych nudnych piosenek!- Postawiłam jej warunek i się zaśmiałam.
- Skoro Magda to ja też.- Aśka uśmiechnęła się do mnie i poszła wybierać nam jakąś piosenkę.
- Ja też jednak.- Carolina się zdecydowała i dołączyła do Asi.
- A ty co to ? Będziesz jedyna? Mięczak z ciebie.- Camila rzuciła poduszką w Werę.
- Nie, nie jestem mięczak i zaśpiewam!- Odrzuciła jej poduszkę.
- Już wybrałam...- Oznajmiła Asia i podała każdej z nas mikrofon.
- Jaką? - Spytałam z ciekawością. Nie odpowiedziała tylko włączyła i zaczęła lecieć melodia. Little Things.  Dlaczego ta ? Stałam tak z mikrofonem w ręce nie wiedząc co robić. Dziewczyny przecież nie wiedziały, nawet Wera. Na pewno myślała, że wszystko jest w porządku, ale tak nie było. Każda z nas miała solówkę każdego z chłopaków. I oczywiście kogo ja musiałam mieć? Może nie tyle co musiałam, ale zawsze chciałam? Harry'ego. Wera Zayna. Camila Louisa. Carolina Nialla. No a Asia Liama. Tak już było od zawsze. Ale teraz było inaczej. Wszystko się zmieniło, chciałam uciec i już nie wrócić. Ale właśnie była moja kolej i nie chciałam pokazać dziewczyną, że coś jest nie tak. Zaczęłam śpiewać. Tępo wpatrywałam się w ścianę. Skończyłam Uff... Jakoś dałam rade i opadłam na kanapę.
2 minuty później ...
- Całkiem nieźle to wypadło.- Zadowolona Camila rozwaliła się na fotelu- Za chwile jeszcze raz to samo. Kocham tych  chłopców!- Zaklaskała w dłonie.
- Teraz pogadamy.- Powiedziała poważnie Asia.- Wiem, że już, Madziu...- Tu zwróciła się do mnie, nie wiedziałam o co jej chodziło.- Masz jakiegoś chłopaka albo w jakimś się zakochałaś. Widać to po twoim zachowaniu, zbyt często się zamyślasz. Więc kto to ?- Spytała mnie i  wszystkie dziewczyny spojrzały na mnie. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Co ja im miałam do jasnej cholery powiedzieć.
- Wiecie...- Zaczęłam, ale nie wiedziałam co powiedzieć dalej. Spojrzałam na Werę, by przyszła mi z pomocą. Jednak wiedziałam, że muszę sama sobie z tym poradzić. Ale zresztą ona też była w to zamieszana.
Na moje szczęście lub nieszczęście, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie musiałam im się teraz tłumaczyć. Miałam chwilę by to przemyśleć.
- Włączcie piosenkę jeszcze raz i śpiewamy! Tylko zobaczę kto to. Później wam wszystko opowiem, dobrze ?- Zgodziły się i włączyły piosenkę. Wiedziałam, że nie mogę ich jżz okłamywać. Teraz pora powiedzieć prawdę. Podeszłam do drwi, by je otworzyć, nie byłam świadoma tego co tam zobaczyłam...
- Tak jak powiedziałem, przyszliśmy oficjalnie się z tobą przywitać po przyjeździe.- Powiedział radośnie Lou.
Harry był z nimi, czyli dzisiaj wrócił? To chyba była ta ważna sprawa, w sprawie której dzwonił Liam. Spojrzałam na niego, ona na mnie i spuścił wzrok.
- A co wy tam robicie? Czy to nasza piosenka?- Spytał zdziwiony Niall.
- No tak. Urządziłyśmy małe karaoke. No oczywiście jakie piosenki my mogłyśmy śpiewać...- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się sztucznie, mam nadzieję, że wyglądało to dość naturalnie.
- To dalej my posłuchamy!-Louis chciał wbiec do pokoju, ale mu przeszkodziłam.
- Momencik! Mam plan. Poczekamy, aż skończą śpiewać i wtedy wyjdę zza roku pokoju i coś im powiem i później was zawołam ok ?- Powiedziałam to dość niezrozumiale, ale miałam nadzieję, że zaczaili.
- Tak, tak ja rozumiem. - Powiedział to Harry. Zdziwiłam się trochę.
- Jak on rozumie, to my też.- Oznajmił Liam.
- Możemy chociaż wejść do środka, bo tu jest zimno.- Zayn popatrzył na mnie z miną zbitego szczeniaczka.
- No pewnie.- Uśmiechnęłam się.
Wpuściłam ich do środka. Czekałam chwilę, aż dziewczyny skończą śpiewać i podeszłam do nich.
- Kto to był?- Spytała zaciekawiona Carolina.
- A nikt ważny.- Spojrzałam na Werę i się uśmiechnęłam.
- No kto...- Cama już nie mogła wytrzymać.
- Ale czy wy przypadkiem nie chciałyście się dowiedzieć, w kim się zakochałam?- Spojrzałam znacząco na Aśka.
- Mnie zżera ciekawość.- Uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko.
- No więc...- Odkaszlnęłam. Spojrzały na mnie dziwnie.- Poznajcie moich "chłopaków". Chodźcie tu!- Wydarłam się. i weszli...
Dziewczyny, gdy ich zobaczyły, oprócz Wery, wydarły się i wszystkie równocześnie opadły z wrażenia na kanapę. Wyglądało to przekomicznie. Jakby ktoś je zdmuchnął i straciły równowagę. Zaczęliśmy się śmiać, one jednak oblały się rumieńcem.
-Witamy piękne!- Uśmiechnął się do nich Lou i pocałował każdą po kolei w policzek. Reszta poszła w moje ślady. Jednak Harry, nie przywitał się ze mną, dziewczyny to zauważyły i nie wiedziały o co chodzi.
- To teraz jak nam Madzia obiecała zaśpiewacie nam piosenkę.- Liam chciał tym zwrócić na siebie uwagę i udało mu się.
- Magda!- Wydarły się na mnie wszystkie.
- No co... Śpiewamy. - Zaśmiałam się.

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 4


    *Muzyczka*

               Obudziłam się wtulona w pierś Harry'ego.  A tak faktycznie, spędziłam z nim wczorajszy wieczór i bodajże noc. Jednak nic z niej nie pamiętam, upiłam się z Stylesem. Sama nie wiem jakim cudem mnie przekonał do picia alkoholu, przecież jestem dość grzeczną dziewczynką. Zaśmiałam się na tę myśl. Hazza lekko się poruszył jednak się nie obudził. Teraz pozostaje pytanie, czy zrobiłam z nim cokolwiek czego bym teraz żałowała ? Odkryłam lekko pościel. Uff... Byłam w bieliźnie co za radocha! Teraz musiałam obudzić Loczka. Mam nadzieję, że nie będę się męczyć. Wsparłam się na łokciach, spojrzałam na niego. Jak on słodko wygląda kiedy śpi! Zaczęłam całować go po szyi.
-Wstawaj Kotku- Nie zareagował. Jak można mnie ignorować, no cóż za bezczelność?! Oburzyłam się i postanowiłam, że go oleję. Lecz wystarczyło , że obróciłam głowę w lewą stronę i wymiękłam.
- No wstawaj kochanie, nudzi mi się. - Wyszeptałam mu na ucho i przygryzłam je lekko. Harry ku mojemu zdziwieniu zamruczał. Rozbawiło mnie i zaczęłam się śmiać. Pocałowałam go w policzek. On zrobił dzióbek. Domyśliłam się o co chodzi, chciał żebym go pocałowała. Spełniłam jego życzenie. Momentalnie przekręcił się, tak że leżałam pod nim.
- Dzień dobry skarbie.- Całowaliśmy się namiętnie. Jednak tą piękną chwilę przerwał mój telefon. - Co to znowu?!
-Poczekaj chwilkę.
- Na ciebie zawsze...- Pocałował mnie jeszcze przy tym. Ja odebrałam telefon.
- Tak słucham ?
- Co ty sobie wyobrażasz! - Wydarł się jakiś facet w słuchawce.- Drugi dzień nie przyjść do pracy. Wczoraj przymknąłem na to oko, ale dzisiaj! To już przegięcie! Zwalniam cię, rozumiesz ...
- Ale...- Próbowałam się wytłumaczyć.
- Nie ma żadnego "ale"! Żegnam panią. -Rozłączył się. Doznałam szoku. Telefon wypadł mi z ręki. Nie byłam w stanie nic zrobić.
- Loczku co się stało?!- Dopytywał się Harry.- Haloo... -Zaczął machać mi ręką przed oczami.
- To .... był .... mó..ó..ó... j szef.- Głos mi się załamał. Z ledwością to wyjąkałam.
- Co chciał ?
- Zwolnił mnie...- Zakryłam twarz dłońmi.
- Jak to?! Dlaczego?!
- No heloo, chyba trzeba chodzić do pracy! Gdyby nie ty, nie spotkałoby mnie to. Nadal miałabym swoją pracę. A teraz co?! Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?!-Zdałam sobie z tego sprawę, że powiedziałam za dużo.
- Ach... Więc teraz jest wszystko na mnie tak! Gdybyś sama nie chciała, to nie byłabyś tu teraz ze mną!
- Nie o to chodzi...
- Jak nie o to, to o co ?!- Zamilkłam.- No więc właśnie. Dziękuję za szczerość! Wiesz co lepiej byłoby dla nas obojga gdybyśmy się w ogóle nie poznali!- Wykrzyczał mi to w twarz. Te słowa mnie zabolały, załamałam się. Przecież go kochałam. Łza spłynęła mi po policzku. Harry wstał z łóżka, szybko się ubrał i już wychodził z pokoju, zostawiając mnie samą.- A tak w ogóle to dzisiaj wraz z chłopakami wylatujemy do USA na parę dni. Więc będziesz miała ze mną święty spokój! I jeszcze jedno, wiem o tobie i Louisie! Co ty sobie w ogóle myślałaś?!- Trzasnął drzwiami i wyszedł. Rozpłakałam się na dobre. Leżałam na łóżku dobre 3 godziny, przytulając się do poduszki. Przez ten czas ani razu nie przyszedł sprawdzić co ze mną. I tak mijała kolejna godzina. Aż ktoś lekko uchylił drzwi i sprawdził czy jest tu ktoś. To był Louis. Ucieszyłam się na jego widok, potrzebowałam go teraz.
- Madzia...- Podbiegł do mnie i usiadł po turecku na łóżku. - Co się stało? - Spytał załamanym głosem.
- To Ha..rry.- Pociągnęłam nosem. Lou wyciągnął z szuflady od komody chusteczki i dał mi jedną.- Dziękuję. Cieszę się, że tu jesteś.
- A co mi tam. Poleżę z tobą.- Położył się koło mnie, ja od razu wtuliłam się w niego. Był zdziwiony moją reakcją.
- Proszę cię, o nic więcej nie pytaj, dobrze ? Potrzebuje spokoju i ciszy. - Po niespełna 15 minutach usnęłam. Sen to najlepsze lekarstwo na wszystko ...
Obudziłam się. Nie byłam pewna która to już godzina. Louisa nie było koło mnie. Nerwowo usiadłam na łóżku. Chyba mnie tu nie zostawił? Na samą myśl samotności, łza spłynęła mi po policzku. Wstałam z łóżka. Zeszłam na dół do kuchni. Zajrzałam do niej nikogo tam nie było. Czyli jednak zostawił... I kolejna łza. Poszłam jeszcze sprawdzić do salonu, jednak bez cienia nadziei. Ku mojemu zdziwieniu, spał słodko na kanapie. Nie miałam serca go budzić, więc usiadłam obok niego. Nagle zaczęło bardzo głośno burczeć mi w brzuchu.
-Co się dzieje?!- Wydarł się Lou i spadł z kanapy. Był przerażony. Przetarł oczy i zobaczył, że jestem obok niego.
-A nic takiego, po prostu jestem głodna.- Wzruszyłam ramionami.
-Już robię ci coś do jedzenia!- Szarpnął mnie za rękę i zaciągnął mnie go kuchni.- Nie chcę cię głodzić. Bo pomyślisz, że jestem jakimś sadystą!- Spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się. Dlaczego on jest taki przystojny, zabawny, miły, troszkę troskliwy? Zapomniałam dodać, że i lekko dziecinny jak na swój wiek, ale w jego przypadku była to zaleta nie wada.
-Wiesz, nie przesadzaj. Miska płatków w zupełności mi wystarczy.- Odpowiedziałam to bez cienia uczuć, oschle. Lou spochmurniał trochę. Zapewne przypomniał sobie co dzisiaj się takiego wydarzyło pomiędzy mną a Harry'm. Nie powiedział nic, zaczął robić mi śniadanie. Usiadłam na wysepce na środku pomieszczenia. Jedna myśl nie dawała mi cholernego spokoju.
-Louis?
-Mhm?- Nie odwrócił się do mnie, czekał aż coś powiem.
-Skąd Harry...- Zaczęłam niepewnie. W końcu wybuchnęłam.- Skąd kurwa Harry wiedział o tobie i o mnie?!Powiedziałeś mu coś?! Pytam się o coś! Do jasnej cholery odpowiedz!- Odwrócił się do mnie z przerażeniem w oczach.
-No bo wiesz...- Zaciął się.
-Miałeś nie mówić!
-To było wczoraj. Był nieźle wstawiony na tej imprezie. Zmusił mnie żebym mu to powiedział. Myślałem, że nie będzie tego pamiętał! Przepraszam, ja tak bardzo cię przepraszam!- Powiedział to wszystko na jednym wdechu i padł przede mną na kolana.
-Jesteś świnią wiesz! Przez ciebie, on mnie znienawidził! Wyszłam na szmatę, na dziwkę. Na wielką kretynkę!- Zaczęłam płakać. Louis wstał i chciał mnie przytulić, ja jednak odepchnęłam go od siebie.- Nie dotykaj mnie więcej!- Pobiegłam na górę ubrać się w swoje rzeczy i z powrotem zbiegłam na dół. Lou stał tam gdzie go zostawiłam, był zszokowany.
Otwierałam już drzwi frontowe, by wyjść. Jednak Tommo podbiegł i zamknął mi je przed nosem.
-Jezu, Madzia... Ja naprawdę przepraszam. Byłem głupi mówiąc mu to. Nie proszę o wybaczenie, ale chcę byś wiedziała jedno. Od momentu, kiedy przyjechałem po ciebie tamtego wieczoru, cały czas o tobie myślę. Nie mogę przestać! To jest silniejsze ode mnie. Japoprostusięchybawtobiezakochałem...- Powiedział to tak szybko i cicho, że go nie zrozumiałam.
-Że co?! Mów jak człowiek!
-Ja cię kocham! - Spojrzał mi w oczy, byłam zbyt zszokowana, by cokolwiek powiedzieć.
Czekał, aż coś powiem, ale jednak na marne.
-Rozumiem, ty mnie nie. Z resztą czego ja oczekiwałem...
-Lou...
-Nie, dobra rozumiem. Tylko przyjaźń. Jasne. Teraz możesz iść- Otworzył mi drzwi. Nie wiedziałam co powiedzieć, po prostu wyszłam.
Zostawiłam go tak samego. Zrobiło mi się go strasznie żal. Rozpłakałam się na dobre. Czemu, ja tym ludziom tak strasznie namieszałam w głowie?! Mogłam w ogóle nie pozwolić Harry'emu, żeby się ze mną spotkał! Nie otwierałabym przed nikim serca i nie zostałabym kolejny raz zraniona. Nie zraniłabym innych. Jestem tak cholernie głupia!
Zaczęło lać, jak to już bywało w Londynie. Biegłam tak zapłakana, przed siebie nie mając pojęcia dokąd. Byle jak najdalej od tego wszystkiego!

Wieczór...
Na szczęście była już w swoim domu. Leżałam na łóżku w swoim pokoju, owinięta kocem. Strasznie przemarzłam biegając tak z histerii po Londynie. Na pewno złapie mnie przeziębienie, byłam tego świadoma. Przypomniałam sobie te parę dni spędzonych z chłopakami, z Harry'm... Na samą myśl o nim zaczęłam na nowo rzewnie płakać. zraniłam go strasznie. Nie wybaczy mi tego. Oprócz mojego szlochu wyłapałam, jeszcze inny dźwięk. Co to było? Wsłuchałam się, jeszcze raz .... Hmm... i trzeci... "Ding dong". Jaka ja głupia, to dzwonek do drzwi! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do drzwi. Po drodze doprowadziłam się jako tako do ładu. Przygładziłam włosy, otarłam oczy od łez i wyprostowałam się. Otworzyłam niepewnie drzwi i stanęłam jak wryta. Stali tam... Jako pierwsi: Louis i Niall, tuż za nimi Liam z Zaynem. Natomiast Harry stał daleko pod drzewem, ledwo widoczny. Chyba nie miał w zamiarze dołączyć do chłopaków i skonfrontować się bez pośrednio ze mną. Spojrzałam na nich z smutną miną.
- Przyszliśmy się pożegnać.- Oznajmił Louis.
-Och...- Tylko tyle zdołałam powiedzieć. Powiedzieć ? Nie! Raczej wydyszeć.
- Nie martw się za parę dni wrócimy i wszystko będzie okej- Uśmiechnęli się chłopcy, oczywiście oprócz Harry'ego.
-Jakoś sobie poradzę. -Odpowiedziałam załamanym i słabym głosem. Żaden z nich nie spytał co mi jest. Z pewnością już wiedzieli.
Porozmawialiśmy chwilę. Oni oczywiście próbowali mnie w jakiś sposób rozweseli, żebym się uśmiechnęła. Jednak na marne i odpuścili po prostu.
- To my już musimy jechać. Mamy samolot za niecałą godzinę.- Odezwał się Liam, podszedł do mnie i przytulił mnie. Dodając mi tym trochę otuchy. -Trzymaj się mała.- Na koniec uśmiechnął się do mnie i odszedł do samochodu.
I tak każdy po kolei, jedynie Louis zdobył się na to, by pocałować mnie w policzek.
- Wszystko będzie dobrze.- Dodał pocieszająco.
Czterech z nich już siedziało w samochodzie. Loczek stał jeszcze chwilę pod drzewem i postanowił do mnie podejść. Patrzyliśmy sobie w oczy przez chwilę. W końcu postanowił się odezwać. Oczekiwałam z utęsknieniem, aż coś powie.
-Przepraszam za wszystko...- Zdobył się tylko na te słowa.
Położył nieśmiało rękę na mojej tali i przyciągnął mnie lekko do siebie. Wtulił się we mnie na chwilę.  Po raz ostatni spojrzał mi w oczy. W jego malowało się cierpienie, smutek i coś czego nie mogłam rozszyfrować. Ucałował mnie w czoło i  odszedł. Stałam tam chwilę i postanowiłam wejść z powrotem do domu. Zatrzasnęłam drzwi i załamana osunęłam się na podłogę. Nogi podciągnęłam pod brodę i zaczęłam na nowo płakać. Włożyłam ręce do kieszeni od bluzy i wyczułam w niej jakąś karteczkę. Wyciągnęłam ją i rozwinęłam.
"Najdroższa Madziu,
przepraszam cię za wszystko. Wybaczam ci zdradę z Louisem. Pamiętaj nie zerwałem z tobą i nawet nie mam takiego zamiaru. Chcę, żebyś wiedziała, że kocham cię jak jeszcze nikogo w życiu. Od razu, gdy cię poznałem wiedziałam, że jesteś tą jedyną. Sprawy nieco się skomplikowały. Musimy wyjechać, ale za niedługo się zobaczymy.
Twój Harry ;*
P.S. Cokolwiek by się nie stało, pamiętaj, że cię kocham i nie załamuj się"

Przeczytałam ten list kilka(naście) razy i zastanawiałam się nad ostatnim zdaniem "Cokolwiek by się nie stało". Nie wiedziałam co chciał mi przez to przekazać. Coś miało się wydarzyć. Ale co? Tego co będzie później nie potrafił sobie nawet wyobrazić...

Dość krótki, ale jest. Pewna osoba mnie dręczyła, żebym go wstawiła więc jest. Na pewno nie tego się spodziewaliście, z resztą ja też nie. No ale cóż, proszę o komentarze to dla mnie bardzo ważne. Następny rozdział postaram się dodać za tydzień. :) 

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 3


Obudził mnie hałas dochodzący z dołu. Ktoś z kimś rozmawiał. Ciekawe kto to był ... Wstałam z łóżka i niechętnie zaczęłam schodzić po schodach. Spojrzałam na zegarek, była już 9.00 rano. 9 ?! O Boże spóźnię się do pracy! Pobiegłam do kuchni, by powiedzieć Harry'emu, że muszę już iść. Wpadłam zdyszana do kuchni i zastałam go w towarzystwie Louisa.
- Co ty tu robisz ?- spytałam zdziwiona. Teraz do mnie dopiero dotarło, że jestem w koszulce Stylesa, która ledwo zakrywa moje pośladki. Poczerwieniałam na twarzy. Podeszłam do Harry'ego i stanęłam za nim, żeby nieco mnie zasłonił.
- Pomyślałem, że wpadnę i zobaczę co u was. Przy okazji poratowałem Hazzę i pomogłem mu zrobić dla ciebie śniadanie.- Puścił mi oczko.- A tak po za tym ślicznie wyglądasz!- Zaśmiał się dość dziwnie, nie była to radość, więc co z nim było?
-Dzięku...- Chciałam mu podziękować, no ale ktoś mi przeszkodził.
- Odczep się, ona jest moja ! - odparł Harry.
- A nieprawda, bo moja! -Zaczęli się kłócić.
- Ciekawe kto ci powiedział, że jest twoja!
- Ja sobie tak powiedziałam. Magda ?! Jesteś moja prawda ?- Spytał zasmucony Louis.
- No wiesz...- Zaczęłam się wykręcać, ale padł przede mną na kolana.
- Błagam cię! Nie olewaj mnie chociaż ty! Wera mnie zostawiła, wyszła w nocy, nie wiem dlaczego. Co ja robię nie tak?!- Łzy zaczęły spływać mu po policzkach.
- Shh... Lou, spokojnie- Przykucnęłam przy nim i przytuliłam go do siebie. Nie stawiał oporu, wręcz rzucił się na mnie. Na szczęście miałam za sobą szafkę i oparłam się plecami.
- Ale dlaczego odeszła ? - Spytał się mnie załamany i spojrzał mi w oczy.- El też mnie porzuciła, już nikt mnie nie kocha!- Rozryczał się na dobre, i jak miałam go teraz pocieszyć.
- Dobrze, będę twoja, słyszysz? Będę twoja!- spojrzałam błagalnie na Harry'ego, nie zerwałabym z nim przecież niespełna po jednym dniu chodzenia. Powiedziałam tak tylko, by uspokoić Lou.
- Naprawdę? Mogłabyś do dla mnie zrobić?- Patrzył się na mnie słodkimi oczkami.
- Tak... Harry, dałbyś nam parę godzin? Bo chciałabym z nim o czymś porozmawiać.
- No dobrze nie ma sprawy. Przyjdę po południu.- Podszedł do mnie i pocałował.- To pa kochanie.
- Pa, mój drogi. - Uśmiechnęłam się do niego.
- No ej co to ma być! Przecież ona jest moja!- Wydarł się Tommo.
- Spokojnie, nie denerwuj się stary- uspokoił go Styles i wyszedł.
Zaprowadziłam Louisa na kanapę do salonu, zajęło mi to trochę czasu, bo nie chciał mnie puścić, cały czas się do mnie przytulał. W końcu wydusił przez płacz parę słów.
- To... o czym ważnym ... chciałaś mi powiedzieć?- Pociągnął nosem.
- Po pierwsze, będę twoja ja tylko na dzisiejsze popołudnie, bo... No wiesz, jestem z Harry'm a to byłoby dość nie w porządku w stosunku do niego- Spojrzałam na niego czy zrozumiał co do niego mówię. Pokiwał głową.- Po drugie, nie przejmuj się tym, że Wera cię zostawiła. Ona już taka jest. Nigdy nie miała nikogo na stałe. Zazwyczaj jej "związki" trwały parę dni. Nie potrafiła się ustatkować. Jakby to powiedzieć... Wykorzystywała chłopaków na noc i nic poza tym... Miałam zamiar ci to powiedzieć, ale nie chciałam psuć ci humoru. Nie wiedziałam, że będzie zdolna do tego, żeby zrobić to z tobą.
- Hola, hola. Niczego z nią nie zrobiłem. Gadaliśmy do późnego wieczora, dużo się śmialiśmy i w ogóle. Na początku wydawała się skromna, spokojna i taka naturalna. Ale okazało się, że jest taka jak wszystkie inne. Sztuczna, liczą się tylko zakupy, makijaż, chłopacy i seks. No właśnie nie przespałem się z nią! Nie myśl o mnie w zły sposób. Spałem z nią tylko po prostu, Normalnie w ubraniach dla ścisłości.- Podkreślił dla przekonania.- I dziękuję, że powiedziałaś mi dopiero teraz!
- Myślałam, że się zmieniła. Od miesiąca nie zrobiła takiego numeru. Więc nie przyszło mi do głowy, że mogłaby tak z tobą zrobić! Jak ją spotkam, to nie zostawię na niej suchej nitki. Już ja sobie z nią porozmawiam!
- Nie... Nie będziesz jej nic o tym wspominać, rozumiesz ? Może tak właśnie miało być ? Nasze drogi rozeszły się tak szybko jak się złączyły. Szczerze to teraz się ciesze, że zniknęła. Uciekła zanim doszło by między nami do czegokolwiek.- Spojrzał na mnie, już nie ze smutkiem, tylko z ulgą. Uśmiechnął się do mnie i ucałował w policzek.- Dziękuję, że jesteś. Nikt inny nie porozmawiałby ze mną, ja nikomu innemu nie zmierzyłbym się z tego co czuję.Poznałem cię kilka dni temu, a już pragnę się z tobą zaprzyjaźnić.- Puścił mi oczko.- Daj mi marchewkę! Chcę marchewkę!- Wydarł się na cały dom, a ja podskoczyłam przerażona.
- Matko boska! Już ci przyniosę, tylko nie krzycz, bo się zamknę w sobie! - Zaśmiałam się i pobiegłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam trzy marchewki. Zamykając spojrzałam na zegarek. była 10.30. Miałam iść do pracy! Pobiegłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Wręczając Lou marchewki.
- Szef mnie wyrzuci! Jak ja teraz utrzymam dom? - załamałam się.
- Nie denerwuj się idź się ubrać, bo tak raczej nie pójdziesz. - Pokazał na mnie palcem.
- Faktycznie!- Pobiegłam na górę i krzyczałam jeszcze do Lou.- Zawieziesz mnie! Nie będzie to dla cienie żaden problem?!
- Nie no coś ty, pewnie, że cię podwiozę- Usłyszałam tylko.
Wparowałam na górę do pokoju Harry'ego i ubrałam się w te ciuchy, które miałam wczoraj.
Po 20 minutach...
- Poczekaj jeszcze tu chwilę za mną dobrze?! W razie jakbym jednak została wywalona.- Pobiegłam do kafejki, a Louis posłusznie czekał. Zastałam Alice.
- Hej! Szef jest zły, że mnie nie ma? A co ty tu robisz ? - Spytałam ją.
- Jakiś chłopak Harry chyba miała na imię, mniejsza z tym. Zadzwonił do mnie, żebym cię zastąpiła, bo nie możesz dzisiaj przyjść, czy coś.
- Czemu on mi nic nie powiedziała?!- Spytałam sama siebie.
- Dobra jak już jestem, to będę pracować do końca. A ty idź, żeby szef cię nie zauważył, nie pisnę ani słowa, że cię nie było w pracy. Bo jeszcze dzisiaj go nie widziałam, więc przyjedzie wieczorem.
- Dziękuję ci ,jesteś kochana. - Pocałowałam ją w policzek i wyszłam z kafejki. Lou stał przed samochodem, wokół którego stało pełno dziewczyn. Zapomniałam... To Louis Tomlinson. Członek One Direction. Jaka ja głupia! Kazałam mu tu zostać. Naraziłam go na wścibskich paparazzi i fanki. Pewnie jest teraz na mnie zły. Przecisnęłam się z trudem przez tłum i stanęłam obok niego trącając go w łokieć.
- Lou!- Wydarłam się, żeby mnie usłyszał. Jednak nie usłyszał.- Louis!- On tylko odkrzyknął do mnie.
- Poczekaj chwileczkę kochanie, zaraz dostaniesz autograf.- Dość grzecznie odpowiedział, jednak na mnie nie patrzył.
-Ta no jasne, bo ja niby chce twój autograf. - Powiedziałam sama do siebie. Wpadłam na pomysł, żeby narobić mu trochę siary przed mediami.- Och, Louis! Oczywiście, że możesz podpisać się na moim tyłku! Jak mogłabym odmówić, kochanie!- Wydarłam się najgłośniej jak mogła. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na mnie. Dopiero wtedy Louis zareagował i odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie i zrobił minę typu WTF?! Zaczęliśmy się śmiać, przytulił mnie i pocałowała w policzek.
- Masz zamiar ciągle robić mi takie numery? - Pokręcił głową na prawo i na lewo.
 Jedna z fanek spytała Lou.
- To twoja dziewczyna?- Brunetka patrzyła to na mnie to na niego. Była zdziwiona.
- Tak!- Odkrzyknął Louis.- To moja dziewczyna. Poznajcie Magdę. Kocham ją nad życie!- Pocałował mnie w czoło i wyszeptał mi na ucho.- Oczywiście tylko dzisiaj...- Postał mi jeden z tych swoich uroczych uśmiechów.
Od razu rzucili się na nas paparazzi i zaczęli pstrykać zdjęcia i zadawać głupie pytania typu: "Jak długo jesteście już razem?"., " Lou co z Eleanor? Zostawiłeś ją dla niej?!". Popatrzyliśmy na siebie ze zdziwieniem i dezorientacją. Zapomnieliśmy, że byli też ludzie z prasy i telewizji oprócz fanek. Chciałam zapaść się pod ziemię. Co teraz będzie? Co z Harry'm?! Jestem najgorsza istotą na ziemi! Nienawidzę się! Byłam załamana. Louis złapał mnie za rękę, zaprowadził mnie do samochodu i odjechaliśmy.
- Magda, nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze...- Próbował mnie pocieszyć, ale na marne, wyciągnął telefon i wykręcił do kogoś numer.
- Właśnie, że nie będzie dobrze- Powiedziałam to tak cicho, że chyba mnie nie usłyszał.
- Harry! Przyjedź jak najszybciej do mojego domu i to zaraz! -Louis rozmawiał z Harry'm.
- Ale co się stało?!
- Nie pytaj teraz tylko przyjeżdżaj i to prędko!
- No dobrze, zaraz będę.- I rozłączyli się.
- Lou co teraz będzie ? - Spytałam go zdziwiona.- Co oni sobie teraz o mnie pomyślą?- Byłam na skraju załamania nerwowego.
- Nie wiem... Do jasnej cholery nie wiem! To moja wina! Co mnie podkusiło, żeby to powiedzieć! Harry mnie chyba zabije. Nie wybaczę sobie tego. - Było po nim widać, że też to przeżywa.
Podjechaliśmy pod dom i szybko wbiegliśmy do jego domu. Styles czekał już przy drzwiach.
- Co się stało?! - Spytał zdenerwowany.
- Jestem idiotą, skończonym idiotą!- Tommo rzucił się na kanapę w salonie.- Powiedziałem przy mediach, że Magda jest moją dziewczyną i ją kocham! Co mnie podkusiło... Nie wiem co mamy teraz z tym zrobić.
Ja usiadłam i skuliłam się na fotelu, żeby nie zwracali na mnie najmniejszej  uwagi. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Nie potrafiłam obronić Lou i powiedzieć, że to tak naprawdę moja wina. Jakby ktoś odciął mi język. A może własnie tak było?
- Dlaczego tak powiedziałeś?!- Huknął na niego Harry.- Jak mogłeś! Wiesz, że ona jest moja.
- To był żart! Nie chciałem tego, ale akurat musieli być przy tym paparazzi i robili nam zdjęcia, Zadawali głupie pytania.
- To nie jego wina!- Wydarłam się, na co oni podskoczyli z wrażenia. Jakimś cudem udało mi się przemówić.- Ja to zaczęłam! Nie reagował na mnie jak do niego mówiłam to wypaliłam z tekstem, że "oczywiście może podpisać się na moim tyłku". Nie wiem dlaczego na to wpadłam! Zaczęliśmy się śmiać i Lou... Lou mnie przytulił i pocałował w policzek. Fanka spytała czy ja jestem jego dziewczyną, na co on odpowiedział ... Z resztą już ci to mówił.
Harry chciał uderzyć Lou, ale ja podbiegłam do niego i chwyciłam go za rękę.
- To nie jego wina! Jak już do mnie uderz! No dalej śmiało.- Powiedziałam przez łzy, spojrzał na mnie i mnie przytulił.
- To nic takiego. Jakoś się to odkręci. Lou kochanie, jeśli ktoś cię o nią zapyta powiesz, że to nie było na serio. Ja natomiast, zacznę się pokazywać z tobą publicznie. Jesteś w końcu moją dziewczyną.
- Ale czy to na pewno się uda ? - Spytałam załamana.
- Powinno ...- Harry usiadł, ja spojrzałam na Louis. Był przerażony, podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Nie zamartwiaj się tak. Ten plan na pewno się powiedzie. Nie jesteś idiotą.- Pocałowałam go w policzek na pocieszenie. Oczywiście Harry spojrzał na mnie wilkiem. Zignorowałam to.- Mam pomysł!  Zaczniemy od dzisiaj! Idziemy na imprezkę! - Wykrzyknęłam z radością. Chłopacy też się uśmiechnęli. Najwidoczniej też im się to spodobało.
Wieczór...
Pozostała mi jeszcze godzina czasu zanim pójdziemy do klubu, więc postanowiłam trochę posprzątać w domu, bo ostatnio go zaniedbałam. Mój pokój wyglądał okropnie, wszędzie walały się ubrania i wiele innych rzeczy. Kiedy go już ogarnęłam wyciągnęłam z szafy sukienkę, "małą czarną" i wzięłam jeszcze szpilki. Pobiegłam na dół i położyłam ją na kanapie w salonie. Teraz pora w nim, i oczywiście w kuchni, posprzątać i tak zleciało mi pół godziny.
Chciałam iść wziąć prysznic, ale zadzwonił dzwonek  i podeszłam do drzwi. Okazało się, że to Lou.
- Witaj Madziu.- Pocałował mnie w czoło.- Przepraszam, że tak wcześnie, ale chciałem cię zabrać trochę wcześniej, bo wszyscy spotkamy się u Liama. A Harry już coś wypił u przyjaciół po południu.
- Nie no dobrze, nic się nie stało tylko muszę jeszcze wziąć prysznic i się ubrać poczekasz parę minutek?
- No pewnie, że poczekam, za tobą zawsze.- Uśmiechnął się i wszedł do środka.
Pobiegłam na górę do łazienki. Szybko się umyłam i wysuszyłam włosy. Ubrałam bieliznę i... No właśnie, i...?! Zostawiłam sukienkę w salonie, gdzie był Lou! Matko boska muszę tam jakoś po nią iść. Założyłam na siebie ręcznik. I zeszłam na dół. Lou na mnie spojrzał.
- Idę po sukienkę, bo ją tu zostawiłam- Wytłumaczyłam się i spuściłam wzrok. Niestety, nie obyło się bez małej wpadki. Zahaczyłam się ręcznikiem o kant stołu ten ze mnie spadł, a ja z wrażenia się potknęłam i wpadałam na Louisa. Zamurowało mnie, patrzyłam prosto w oczy Lou i nie wiedziałam co zrobić.
- Wiesz ślicznie wyglądasz.- Uśmiechnął się do mnie.
- Oj dziękuję.- Odzyskałam zdolność ruszania ciałem i chciałam z niego zejść. Jednak Tommo miał inne plany, złapała mnie za ręce i przytrzymał mnie, żebym mu nie uciekła. Przybliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie. Na początku się opierałam, ale później spodobało mi się to. Całowaliśmy się tak z dobre 5 minut. Znaleźliśmy się w dość krępującej pozycji. Dopiero teraz mnie puścił, wstałam i wzięłam sukienkę. Od razu się w nią ubrałam i założyłam buty. Louis wstał i już wychodził z domu.
- Lou!- krzyknęłam za nim.
- O co chodzi?- Spytał słodko i odwrócił się w moją stronę.
- To co tu ... zaszło, ma pozostać między nami, dobrze ? - Spojrzałam na niego błagalnie.
- Nikomu nie powiem. - Uśmiechnął się szeroko, podszedł do mnie i znów mnie pocałował. Chciał przedłużyć pocałunek, ale się odsunęłam.- Przyrzekam to był nasz ostatni pocałunek.- Lou mówił prawdę, było widać to w jego oczach.
- No dobra to czas na imprezkę !- Uradowana pobiegłam do samochodu. Podjechaliśmy pod dom Liama, reszta już za nami czekała.
- Lekkie spóźnienie, co wy tam robiliście?- Niall poruszał brwiami w znaczący sposób. Spojrzałam na Lou on na mnie.
- Nic...- Odpowiedzieliśmy równocześnie, wszyscy zaczęli się śmiać, a ja poczerwieniałam na twarzy.
- Oj kochanie ślicznie się rumienisz.- Harry podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie. Kątem oka dostrzegłam, że Louis się na nas patrzy z tęgą miną.
- Poczekaj do nocy.- Powiedziałam do Harry'ego.
- Już się nie mogę doczekać!- klepnął mnie w tyłek.
- Ty zboczuchu! - Zaśmiałam się i zorientowałam, że wszyscy się nam przyglądają. - No co ?!- spytałam zdziwiona.
- Nic, nic.- Odpowiedział Zayn i uśmiechnął się łobuzersko.
- Gdzie macie swoje dziewczyny ?- spojrzałam na niego i Liama.
- Myśleliśmy, że to męski wieczór, ale Harry nas przed chwilą- podkreślił te słowa.- Powiedział nam, że ty będziesz, więc no cóż trudno wytrzymamy bez nich. - Uśmiechnął się.
- Czyli, że będę sama z wami ? - Zapytałam zdziwiona.
- Oj tak, tak, bój się kochana.- Niall potarł ręce.
- Wara od niej ona jest moja! - Wtrącił się Harry.
- Znowu chcesz się kłócić, tak jak dzisiaj rano z Lou ? No błagam.- Zaśmiałam się.- To dalej jedziemy czy nie?
Wszyscy rzucili się do samochodu, oczywiście chłopaki zajęli wszystkie miejsca w samochodzie Tommo. Tak, więc nie miałam miejsca.
- A ja to co pies ?!- spytałam sarkastycznie.
- Tak, dla ciebie jest bagażnik. - Zażartował Zayn.
- Chodź do mnie na kolana. - Harry pociągnął mnie za rękę i usiadłam mu na kolanach. Ruszyliśmy do klubu.
Przez całą drogę Harry miział mnie po szyi i w pewnym momencie zaczęliśmy się całować. Na co wszyscy zareagowali "Dajcie spokój ludzie! Nie przy nas". Śmiałam się jak głupia. Ale to nie była jedyna osoba, która postanowiła mnie "dotykać". Niall, obok którego siedzieliśmy, kreślił palcem kółka na moich plecach, nikt tego nie widział. Raz na niego spojrzałam i uśmiechnął się do mnie słodko. Ma szczęście, że Harold tego nie zauważył.
Dwie godziny później...
Liam, Zayn, Niall i Harry bawili się w najlepsze. Ja z Louisem siedzieliśmy razem na jakiejś kanapie z stolikiem  i dużo rozmawialiśmy oraz oczywiście śmiechu było nie mało. Styles zagadywał to jakiś lasek i z nimi tańczył, nie przeszkadzało mi to. Nic takiego przecież z nimi nie robił, więc po co się denerwować? Z reszta miałam Louis i jak mu już powiedziałam, dzisiaj byłam "jego", więc obiecanego słowa trzeba dotrzymać. W pewnym momencie pojawili się paparazzi, ktoś z obecnych musiał ich powiadomić, że są tu One Direction i "dziewczyna" Lou. Harry od razu gdy ich zauważył, pobiegł po mnie wziął mnie do tańca, przytulał się do mnie. Gdy fotoreporterzy nas zauważyli i podeszli robiąc zdjęcia. Harry zaczął mnie namiętnie całować. Zestresowałam się, on jednak wyszeptał mi do ucha.
- Nie martw się, pomyśl, że ich tu nie ma. Przyzwyczaisz się i powrócił do całowania.
I tak minęła prawie cała nasza impreza. Jutro cały świat miał się dowiedzieć, że "lasa" Lou zdradza go całując się z Harry w klubie, w którym sam nawet był. Miałam nadzieję, że wszyscy się skapnął, że mój związek z Louisem to ściema i było to dla żartu. Oby tak było ...

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 2


Otworzyłam leniwie drzwi od mojego domu, zamknęłam je silnym kopnięciem. Byłam taka zmęczona, że z trudem doszłam do kuchni, by napić się chociaż soku i zjeść jogurt. Gdy już skończyłam, rozpuściłam włosy, ściągnęłam buty i położyłam się na kanapie w salonie, jak to miałam w zwyczaju robić po pracy. Niespodziewanie zasnęłam. Śniłam o wakacjach nad morzem, suchy piasek, ciepła woda, słońce lekko przygrzewało. Leżałam tak sobie na kocu rozmyślając o niebieskich migdałach. Ze snu wybudził mnie dzwonek: Ding-dong... Zignorowałam to. I kolejny raz. Z kwaśną miną powędrowałam do drzwi.
- Czego chcesz ?!- huknęłam poirytowana, bo właśnie wybudzono mnie z najpiękniejszego snu.
- Yyy... Umówiliśmy się dzisiaj, że po ciebie przyjadę- Harry odpowiedział zdezorientowany.
- Na śmierć zapomniałam! Przepraszam za to jaką mnie zastałeś.- Moje włosy odstawały na wszystkie strony, niemiłosiernie potargane, mój roboczy uniform wygnieciony. A do tego moja niewinna zaspana buzia. Hazza zaśmiał się, całując mnie czule w policzek.
- Nie żartuj, ślicznie wyglądasz.
- No na pewno w takim stanie nie pokażę się nigdzie na mieście- oznajmiłam mu.
- Ach.. szkoda- posmutniał nieco.
- Wejdź do środka, poczuj się jak u siebie w domu. Ja zaraz wracam tylko się trochę ogarnę- uśmiechnęłam się do niego przepuszczając go i zamknęłam drzwi.
Pobiegłam szybko na górę do pokoju. Z tego co się orientowałam, Harry usiadł na kanapie i nie wydawał mi się zbytnio podejrzany, by zrobić jakieś głupstwo. Rozczesałam szybko włosy w łazience,  zajęło mi to trochę czasu. Ale więcej zmarnowałam nad wyborem sukienki. Zdecydowałam się na jedną w lekkim odcieniu brązu w kwiecisty wzór i założyłam zwykłe sandały na płaskim spodzie, bo nie byłam do końca pewna co będę z nim robić.
Schodziłam po schodach, gdy usłyszałam na dole piosenki z mojej wieży stereo. Stanęłam za rogiem pokoju, by Harry mnie nie zauważył. Śpiewał jedną ze swoich solówek w piosence Little Things, która znajdowała się na płycie. Odwrócił się do tyłu spoglądając na mnie i jednocześnie kończąc solówkę:
- But you're perfect to me..- zaciął się, a ja zarumieniłam. Powiedział, a raczej zaśpiewał te słowa mi prosto w oczy.
- Yyy... to jak idziemy ? - wybrnęłam z tej sytuacji, on tylko pokiwał głową, wstał z kanapy. Otworzył i przepuścił mnie w drzwiach, zamknął dom i wręczył mi klucze.
- Proszę- uśmiechnął się.- Wiesz ślicznie wyglądasz.- Był taki nieśmiały i słodki jak mały szczeniaczek.
- Dziękuję- Zdobyłam się na odwagę i chciałam pocałować go w policzek. Jednak Harry wykorzystał tą sytuacje i przekręcił głowę tak, że pocałowałam go prosto w usta. Nie wiedziałam, co robić, ruszyłam po prostu w stronę samochodu. Był wcześniej ode mnie i otworzył mi drzwi jednak nie wpuścił mnie do środka, oparł się o nie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Aż tak źle całuję?- Zaśmiałam mu się w twarz.
- Naprawdę dobre pytanie. Właściwie to całujesz całkiem nieźle. - puściłam mu oczko, na co on wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wsiedliśmy do samochodu, on zapalił silnik.
- To dokąd jedziemy? - spytałam z zaciekawieniem
- Nie będziesz miała nic przeciwko, że pojedziemy na kręgle...
- Oczywiście, że nie!
- ... ale będą tez chłopacy.
- Nie przeszkadza mi to, przynajmniej będzie dużo śmiechu- uśmiechnęłam się do niego, patrząc na jego profil- Aaa... rozumiem Lou z El, Liam z Daniell, Zayn z Perrie, a Niall... zaraz a Niall z kim ?- spytałam zdziwiona.
- Po prawdzie trafiłaś tylko z dwoma- spojrzał na mnie.- Tak, Liam z Dan, Zayn z Perrie. Natomiast Nialla nie będzie, bo już zdążył się umówić ze swoimi znajomymi.
- A Louis?
- Najlepiej będzie jeśli sama zobaczysz- uśmiechnął się. Ciekawość zżerała mnie od środka, z kim to Lou mógł być? Chyba jasne, że z Eleanor... Tylko, że Harry o niej nie wspomniał. Więc coś się stało ? Chyba niepotrzebnie się martwię- pocieszałam się w duchu.
Kiedy dojechaliśmy, reszta siedziała już przy stolikach, przy małym barku. Spojrzałam po każdym stoliku. Liam z Dan, pasuje. Zayn z Perrie, wszystko okey. Oniemiałam dopiero przy stoliku gdzie siedział Louis. Razem z nim była... Wera. Serce zaczęło mi mocno walić. Coś się między nimi wydarzyło i nie zauważyłam tego. Harry widocznie zauważył moje zdziwienie i szepnął mi do ucha:
- El zerwała z Lou, ale z jakiego powodu to nie wiem. Więc zaprosił Werę. Tylko nie wiem jak się z nią skontaktował.- Chwycił moja dłoń, co spowodowało ciarki na moim całym ciele. Poprowadził mnie w stronę stolika.
- Cześć wszystkim! - przywitałam się z resztą, spoglądając na Weronikę i ruszając znacząco brwiami, na co ona tylko parsknęła i postukała się w głowę. Louis zaczął się śmiać pod nosem. Usiadłam sobie wygodnie na krześle, zatapiając wzrok w Harrym, a on przyglądał się mi. Wywnioskowałam z jego ruchów, że ma zamiar mnie pocałować.
- Ludzie gramy w te kręgle, czy nie ?!- spytałam z entuzjazmem. Na co wszyscy oprócz Harry'ego odpowiedzieli chórkiem "Tak". Wstałam i spojrzałam na niego pokazując język. Udawał, że się na mnie obraził. Ciągnęłam go za rękę, żeby się ruszył, ale na marne.
- O co ci chodzi Styles? - udało mi się spojrzeć mu w oczy jakimś cudem.
- Buzi...- pokazał palcem na swoje usta. Jak mogłam mu odmówić ? Musnęłam jego wargi swoimi. Niespodziewanie Harry pogłębił pocałunek nieco go przedłużając. Kiedy już skończył, uśmiechnął się łobuzersko świadomy wygranej. Pobiegliśmy za resztą, oni dzielili się już na dwa zespoły. Czyli rywalizowaliśmy ze sobą, fajnie... Dziewczyny na chłopaków, ucieszyłam się. Szepnęłam Dan i Perrie na ucho, że Wera jest mistrzynią i z łatwością wygramy. Zaśmiałyśmy się, boysband, oprócz Niall'a, spojrzał na nas ze zdziwieniem nie wiedząc skąd u nas taka reakcja.
- Laski, nie wygracie z nami, jesteśmy najlepsi! - oznajmił Liam.
- Najpierw pokaż, potem ocenimy czy jesteś taki wspaniały- zgasiłam z niecka Liama. Wszyscy parsknęli śmiechem.  Od razu poszedł na pierwszy ogień strącając osiem kręgli.
- Uhh... Słabiutki Li.- zasyczała Perrie.
- No to mądrale wasza kolej. - wyleciał nagle Harry, pokazując na mnie palcem. - Może ty Loczku ?
- A czemu nie ... - wyluzowana podeszłam wzięłam kulę i rzuciłam.... Zdziwiłam się, strąciłam wszystkie. Ukrywając radość odeszłam z gracją poprawiając sukienkę.
- Autografy później Harry- machnęłam ręką, siadając na kanapie.
- Ooo...- zahuczeli wszyscy i zaśmiali się.
- To teraz ty panie Styles- kpiąco spojrzałam mu w oczy.
- Dobrze, dobrze- rzucił strącając dziewięć, ostatni chwiał się lekko. Harry piszczał, żeby się przewrócił, jednak się mylił.
- Haha... Jestem od ciebie lepsza, teraz przeprosiny. - uśmiechnęłam się zawadiacko i puszczając mu perskie oczko.  Z smutną miną podszedł do mnie, złapał za podbródek unosząc go lekko do góry. Pocałował mnie... I to niezwyczajnie, z takim romantyzmem, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam. Ku mojemu zdziwieniu nikt na nas w tej chwili nie patrzył. Przekomarzali się trochę, kto to jest lepszy albo gorszy. Mieliśmy chwilę dla siebie. Stałam naprzeciwko niego, trzymając go za ręce.
- Przepraszam za te mądrale- pocałował mnie jeszcze raz.
- Oh... To nic takiego- uśmiechnęłam się.
- Dalej Magda, zostaw Harry'ego w spokoju i rusz tyłek teraz twoja kolei- wydarła się Wera. Z niechęcią wstałam i puściłam rękę Stylesa. Wzięłam kulę, jednak teraz nie byłam skupiona na niczym, oprócz niego. Więc strąciłam tylko pięć kręgli, ale byłam z siebie zadowolona.  Po dwóch godzinach gry wynik był niemal wyrównany 278 do 265. Oczywiście wygrałyśmy. Piszczałyśmy z radości, dumne z siebie.
-Zgodnie z naszą umową...- zaczął Liam, ale mu przerwałam
- Jaką umową ?! Czemu ja nic nie wiem?- spojrzałam na wszystkich, mój wzrok zatrzymał się na Harry'm, który uśmiechał się łobuzersko.
-No bo .... ten ... Harry nic ci nie mówił ? - spytał zdziwiony.
- Nie, to ty mi powiedz- uśmiechnęłam się tylko lekko zdezorientowana.
- No więc zgodnie z umową, przegrana drużyna, w tym przypadku my, zabieramy was do swoich domów na wieczór- podszedł do Dan chwycił ją za rękę i ucałował w policzek.
Ja stałam przerażona i zdezorientowana, co ja do jasnej cholery będę robić w domu Stylesa i to sama ?! Stałam jak kołek.
- Chodźmy Madziu- wyszeptał mi do ucha Harry, złapał za rękę i ucałował w nos.
Kiedy już zmierzaliśmy do wyjścia obróciłam się w stronę Wery i Louisa.
- Wera powodzenia!- wydarłam się, na co ona poczerwieniała na twarzy, a wszyscy się zaśmiali. Louis, tak samo jak Harry mną, "zaopiekował" się Werą.
15 minut później ...
Kiedy podjechaliśmy pod dom Harry'ego, znowu przez głowę przeleciały mi myśli, co tam się wydarzy? Jak na dżentelmena przystało, otworzył mi drzwi i poprowadził do domu.
- Rozgość się- zagadną Styles i poszedł do kuchni. Ja natomiast usiadłam sobie w salonie na kanapie.  Czekałam cierpliwie, aż przyjdzie z powrotem. Wrócił z popcornem i puszkami pepsi.
-Tu czy u mnie w pokoju ? - spytał patrząc na mnie.
- Film, tak ? To... u ciebie w pokoju-zdziwiłam się, że to powiedziałam. Poszłam tylko za Harrym. Mijaliśmy dużo pokoi, drzwi były pootwierane , więc mogłam spojrzeć. Były one dość duże, przestronne, eleganckie, ale zarazem nowoczesne. Prawie w każdym wisiał na ścianie ogromny telewizor. Zagapiłam się i nie zauważyłam kiedy Harry stanął i odwrócił się przodem do mnie. Wpadłam na niego, całując go w usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować, pomału prowadził mnie do swojego pokoju na łóżko. Całował mnie po szyi. Przyssał się do niej i zorientowałam się, że jutro będę mieć czerwony ślad po dzisiejszym dniu. Na te myśl zaśmiałam się. Harry przestał i spojrzał na mnie, popchnął na łóżko. Ponownie zaczęliśmy się całować, on pieścił językiem moje podniebienie. Zaczął ściągać mi sukienkę.
- Harry... przestań, nie teraz!- wystraszyłam go tym i odskoczył ode mnie lekko zdziwiony.
- Dlaczego nie ?- spytał z smutkiem, patrzył na mnie kocimi oczami.
-Bo..bo ...
- Bo nie chcesz, nie chcesz mnie, rozumiem.
- Nie! Własnie, że chciałabym, tylko nie teraz. Pomyśl znamy się dopiero zaledwie trzy dni. Ja... ja nie chcę żebyś mnie zostawił i zranił. Nie przeżyłabym tego. Chcę spróbować na nowo otworzyć się na innych. Chce zasmakować miłości. Ale nie w taki sposób! Mogło by  to zniszczyć nasze relacje albo też je wzmocnić. Obiecuję ci, słowo harcerza, że zrobimy to, ale dopiero wtedy kiedy będę pewna, że tego właśnie chcę, że chcemy oboje na pewno. Bez możliwości wycofania się. Będzie to nasze zaprzysiężenie miłości, wierności i szacunku do końca ży...- nie skończyłam, Harry rzucił się na mnie i zaczął mnie całować.
- Okej, będzie jak chcesz. Chcę twojego szczęścia, nie chcę sprawić ci przykrości. Myśl, że mogłabyś zostać zraniona w taki sposób przeze mnie jest nie do zniesienia. Zgodzę się z tobą, poczekamy na właściwy moment. I trzymam cię za słowo!- pocałował mnie jeszcze raz i położył się na łóżku.
- Chodź tu do mnie, chyba przytulać i całować się możemy ?
- No tak, tak - szybko wskoczyłam na łóżko, wpadając w ramiona Harry'ego. Objął mnie ręką, wziął pilota i włączył jakiś film, zapewne komedię romantyczną. Ale nie byłam w stanie skoncentrować się na filmie. Jego dotyk, zapach, spojrzenie. Poczucie jego bliskości sprawiało, że chciałabym, by zostało już tak na zawsze.
-Harry i Madzia Styles...- Zaraz...wydawało mi się, czy ja powiedziałam to na głos? Nie myliłam się.
- Już przywłaszczyłaś sobie moje nazwisko, bez mojej zgody ? Nie ładnie.- Zaśmiał się i oddał mi namiętny a zarazem romantyczny pocałunek.
- Ale ja nie wiedziałam, że to powiedziałam przyrzekam...
- Nie tłumacz się mi teraz, ja chce cię o coś zapytać
- No więc spytaj, śmiało- spojrzałam mu w oczy, patrzył na mnie z uczuciem, miłością. Czegoś takiego jeszcze u nikogo w oczach nie widziałam. Podobno oczy to odzwierciedlenie duszy. Więc czyżby Harry Styles mnie kochał?
- No więc Magdo, będziesz moją dziewczyną ?- spytał mnie z nutką załamania w głosie. Złapałam jego twarz w swoje ręce.
- Harry, oczywiście, że tak!- pocałował i przytulił mnie mocno do siebie. Tego wieczoru nie zapomnę nigdy w życiu!
Leżałam przytulona do Harry'ego i oglądaliśmy film. Nic z niego nie wiedziałam, bo bardziej byłam zajęta na wpatrywaniu się w mojego chłopaka, tak mojego chłopaka ! On był mój i nikomu go nie oddam choćby nie wiem co ! Kreśliłam kciukiem kółka na wewnętrznej stronie jego dłoni. Po pół godziny, moje oczy zamknęły się i usnęłam.
Obudziło mnie skrzypnięcie łóżka i to, że Harry wyślizgnął się spode mnie.
- Dokąd idziesz ? Przecież jeszcze jest noc...- spytałam zaspana, nie otwierając nawet oczu.
- Do pokoju gościnnego, żebyś mogła się wyspać, nie chciałbym ci przeszkadzać.
- No co ty nie żartuj sobie- otworzyłam oczy ze zdziwienia.- Masz spać ze mną! To jest rozkaz. I nie stój tak, daj mi coś w czym mogłabym spać.
Wyciągnął z komody jakąś koszulkę rzucił mi ją. Chciałam efektownie zejść z łóżka, nie spuszczając go z oczu. Ale jak to już u mnie bywa, zawsze coś musiało pójść tak jak nie chciałam. Spadłam z łóżka, robiąc przy tym dużo hałasu. Harry po omacku odnalazł mnie i podniósł, zapalił lampkę na komodzie.
- Nic ci nie jest ?- spytał zmartwiony.
- A co ma mi być to tylko podłoga...- zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.- To ja pójdę się przebrać, a ty tu zostań i nigdzie nie idź, bo będę krzyczeć.
Udałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic, rozczesałam mokre włosy. Gdy założyłam koszulkę, sprawdziłam tylko, czy zakrywa moje pośladki z dość skąpą bielizną. Wyszłam z łazienki i zastałam Stylesa leżącego w samych bokserkach na łóżku. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się łobuzersko.
- Jak ty ślicznie... nie, nie ślicznie. Seksownie! Tak, seksownie wyglądasz w tej mojej koszulce. Lepiej było by gdybyś była bez niej ...- na te słowa rzuciłam się na łóżko i uderzyłam go poduszką.
- Ty lepiej uważaj, żebyś się nie przeziębił, bo ja z tobą do lekarza latać nie będę! - uśmiechnęłam się. Przyciągnął mnie do siebie i czule ucałował.
- Jak ty się o mnie martwisz ...- puścił mi oczko.
- Muszę się martwić, bo ty mnie zawsze ratujesz, gdy upadnę- wsunęłam się pod kołdrę i przytuliłam się do niego. - A teraz spać, rano muszę wstać do pracy.
Usnęłam już na dobre, razem z Harry'm, w jednym łóżku, w jego pokoju i w jego domu. Marzenie prawie każdej nastolatki, a moje właśnie się spełniło. Byłam szczęśliwa. Mogło to trwać już wieczność, albo i jeszcze dłużej. Pierwszy raz od jakiegoś czasu pokochałam chłopaka i jestem wdzięczna za to losowi .

I jak podoba wam się ? Dodawać kolejne rozdziały ? :)