niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 4


    *Muzyczka*

               Obudziłam się wtulona w pierś Harry'ego.  A tak faktycznie, spędziłam z nim wczorajszy wieczór i bodajże noc. Jednak nic z niej nie pamiętam, upiłam się z Stylesem. Sama nie wiem jakim cudem mnie przekonał do picia alkoholu, przecież jestem dość grzeczną dziewczynką. Zaśmiałam się na tę myśl. Hazza lekko się poruszył jednak się nie obudził. Teraz pozostaje pytanie, czy zrobiłam z nim cokolwiek czego bym teraz żałowała ? Odkryłam lekko pościel. Uff... Byłam w bieliźnie co za radocha! Teraz musiałam obudzić Loczka. Mam nadzieję, że nie będę się męczyć. Wsparłam się na łokciach, spojrzałam na niego. Jak on słodko wygląda kiedy śpi! Zaczęłam całować go po szyi.
-Wstawaj Kotku- Nie zareagował. Jak można mnie ignorować, no cóż za bezczelność?! Oburzyłam się i postanowiłam, że go oleję. Lecz wystarczyło , że obróciłam głowę w lewą stronę i wymiękłam.
- No wstawaj kochanie, nudzi mi się. - Wyszeptałam mu na ucho i przygryzłam je lekko. Harry ku mojemu zdziwieniu zamruczał. Rozbawiło mnie i zaczęłam się śmiać. Pocałowałam go w policzek. On zrobił dzióbek. Domyśliłam się o co chodzi, chciał żebym go pocałowała. Spełniłam jego życzenie. Momentalnie przekręcił się, tak że leżałam pod nim.
- Dzień dobry skarbie.- Całowaliśmy się namiętnie. Jednak tą piękną chwilę przerwał mój telefon. - Co to znowu?!
-Poczekaj chwilkę.
- Na ciebie zawsze...- Pocałował mnie jeszcze przy tym. Ja odebrałam telefon.
- Tak słucham ?
- Co ty sobie wyobrażasz! - Wydarł się jakiś facet w słuchawce.- Drugi dzień nie przyjść do pracy. Wczoraj przymknąłem na to oko, ale dzisiaj! To już przegięcie! Zwalniam cię, rozumiesz ...
- Ale...- Próbowałam się wytłumaczyć.
- Nie ma żadnego "ale"! Żegnam panią. -Rozłączył się. Doznałam szoku. Telefon wypadł mi z ręki. Nie byłam w stanie nic zrobić.
- Loczku co się stało?!- Dopytywał się Harry.- Haloo... -Zaczął machać mi ręką przed oczami.
- To .... był .... mó..ó..ó... j szef.- Głos mi się załamał. Z ledwością to wyjąkałam.
- Co chciał ?
- Zwolnił mnie...- Zakryłam twarz dłońmi.
- Jak to?! Dlaczego?!
- No heloo, chyba trzeba chodzić do pracy! Gdyby nie ty, nie spotkałoby mnie to. Nadal miałabym swoją pracę. A teraz co?! Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?!-Zdałam sobie z tego sprawę, że powiedziałam za dużo.
- Ach... Więc teraz jest wszystko na mnie tak! Gdybyś sama nie chciała, to nie byłabyś tu teraz ze mną!
- Nie o to chodzi...
- Jak nie o to, to o co ?!- Zamilkłam.- No więc właśnie. Dziękuję za szczerość! Wiesz co lepiej byłoby dla nas obojga gdybyśmy się w ogóle nie poznali!- Wykrzyczał mi to w twarz. Te słowa mnie zabolały, załamałam się. Przecież go kochałam. Łza spłynęła mi po policzku. Harry wstał z łóżka, szybko się ubrał i już wychodził z pokoju, zostawiając mnie samą.- A tak w ogóle to dzisiaj wraz z chłopakami wylatujemy do USA na parę dni. Więc będziesz miała ze mną święty spokój! I jeszcze jedno, wiem o tobie i Louisie! Co ty sobie w ogóle myślałaś?!- Trzasnął drzwiami i wyszedł. Rozpłakałam się na dobre. Leżałam na łóżku dobre 3 godziny, przytulając się do poduszki. Przez ten czas ani razu nie przyszedł sprawdzić co ze mną. I tak mijała kolejna godzina. Aż ktoś lekko uchylił drzwi i sprawdził czy jest tu ktoś. To był Louis. Ucieszyłam się na jego widok, potrzebowałam go teraz.
- Madzia...- Podbiegł do mnie i usiadł po turecku na łóżku. - Co się stało? - Spytał załamanym głosem.
- To Ha..rry.- Pociągnęłam nosem. Lou wyciągnął z szuflady od komody chusteczki i dał mi jedną.- Dziękuję. Cieszę się, że tu jesteś.
- A co mi tam. Poleżę z tobą.- Położył się koło mnie, ja od razu wtuliłam się w niego. Był zdziwiony moją reakcją.
- Proszę cię, o nic więcej nie pytaj, dobrze ? Potrzebuje spokoju i ciszy. - Po niespełna 15 minutach usnęłam. Sen to najlepsze lekarstwo na wszystko ...
Obudziłam się. Nie byłam pewna która to już godzina. Louisa nie było koło mnie. Nerwowo usiadłam na łóżku. Chyba mnie tu nie zostawił? Na samą myśl samotności, łza spłynęła mi po policzku. Wstałam z łóżka. Zeszłam na dół do kuchni. Zajrzałam do niej nikogo tam nie było. Czyli jednak zostawił... I kolejna łza. Poszłam jeszcze sprawdzić do salonu, jednak bez cienia nadziei. Ku mojemu zdziwieniu, spał słodko na kanapie. Nie miałam serca go budzić, więc usiadłam obok niego. Nagle zaczęło bardzo głośno burczeć mi w brzuchu.
-Co się dzieje?!- Wydarł się Lou i spadł z kanapy. Był przerażony. Przetarł oczy i zobaczył, że jestem obok niego.
-A nic takiego, po prostu jestem głodna.- Wzruszyłam ramionami.
-Już robię ci coś do jedzenia!- Szarpnął mnie za rękę i zaciągnął mnie go kuchni.- Nie chcę cię głodzić. Bo pomyślisz, że jestem jakimś sadystą!- Spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się. Dlaczego on jest taki przystojny, zabawny, miły, troszkę troskliwy? Zapomniałam dodać, że i lekko dziecinny jak na swój wiek, ale w jego przypadku była to zaleta nie wada.
-Wiesz, nie przesadzaj. Miska płatków w zupełności mi wystarczy.- Odpowiedziałam to bez cienia uczuć, oschle. Lou spochmurniał trochę. Zapewne przypomniał sobie co dzisiaj się takiego wydarzyło pomiędzy mną a Harry'm. Nie powiedział nic, zaczął robić mi śniadanie. Usiadłam na wysepce na środku pomieszczenia. Jedna myśl nie dawała mi cholernego spokoju.
-Louis?
-Mhm?- Nie odwrócił się do mnie, czekał aż coś powiem.
-Skąd Harry...- Zaczęłam niepewnie. W końcu wybuchnęłam.- Skąd kurwa Harry wiedział o tobie i o mnie?!Powiedziałeś mu coś?! Pytam się o coś! Do jasnej cholery odpowiedz!- Odwrócił się do mnie z przerażeniem w oczach.
-No bo wiesz...- Zaciął się.
-Miałeś nie mówić!
-To było wczoraj. Był nieźle wstawiony na tej imprezie. Zmusił mnie żebym mu to powiedział. Myślałem, że nie będzie tego pamiętał! Przepraszam, ja tak bardzo cię przepraszam!- Powiedział to wszystko na jednym wdechu i padł przede mną na kolana.
-Jesteś świnią wiesz! Przez ciebie, on mnie znienawidził! Wyszłam na szmatę, na dziwkę. Na wielką kretynkę!- Zaczęłam płakać. Louis wstał i chciał mnie przytulić, ja jednak odepchnęłam go od siebie.- Nie dotykaj mnie więcej!- Pobiegłam na górę ubrać się w swoje rzeczy i z powrotem zbiegłam na dół. Lou stał tam gdzie go zostawiłam, był zszokowany.
Otwierałam już drzwi frontowe, by wyjść. Jednak Tommo podbiegł i zamknął mi je przed nosem.
-Jezu, Madzia... Ja naprawdę przepraszam. Byłem głupi mówiąc mu to. Nie proszę o wybaczenie, ale chcę byś wiedziała jedno. Od momentu, kiedy przyjechałem po ciebie tamtego wieczoru, cały czas o tobie myślę. Nie mogę przestać! To jest silniejsze ode mnie. Japoprostusięchybawtobiezakochałem...- Powiedział to tak szybko i cicho, że go nie zrozumiałam.
-Że co?! Mów jak człowiek!
-Ja cię kocham! - Spojrzał mi w oczy, byłam zbyt zszokowana, by cokolwiek powiedzieć.
Czekał, aż coś powiem, ale jednak na marne.
-Rozumiem, ty mnie nie. Z resztą czego ja oczekiwałem...
-Lou...
-Nie, dobra rozumiem. Tylko przyjaźń. Jasne. Teraz możesz iść- Otworzył mi drzwi. Nie wiedziałam co powiedzieć, po prostu wyszłam.
Zostawiłam go tak samego. Zrobiło mi się go strasznie żal. Rozpłakałam się na dobre. Czemu, ja tym ludziom tak strasznie namieszałam w głowie?! Mogłam w ogóle nie pozwolić Harry'emu, żeby się ze mną spotkał! Nie otwierałabym przed nikim serca i nie zostałabym kolejny raz zraniona. Nie zraniłabym innych. Jestem tak cholernie głupia!
Zaczęło lać, jak to już bywało w Londynie. Biegłam tak zapłakana, przed siebie nie mając pojęcia dokąd. Byle jak najdalej od tego wszystkiego!

Wieczór...
Na szczęście była już w swoim domu. Leżałam na łóżku w swoim pokoju, owinięta kocem. Strasznie przemarzłam biegając tak z histerii po Londynie. Na pewno złapie mnie przeziębienie, byłam tego świadoma. Przypomniałam sobie te parę dni spędzonych z chłopakami, z Harry'm... Na samą myśl o nim zaczęłam na nowo rzewnie płakać. zraniłam go strasznie. Nie wybaczy mi tego. Oprócz mojego szlochu wyłapałam, jeszcze inny dźwięk. Co to było? Wsłuchałam się, jeszcze raz .... Hmm... i trzeci... "Ding dong". Jaka ja głupia, to dzwonek do drzwi! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do drzwi. Po drodze doprowadziłam się jako tako do ładu. Przygładziłam włosy, otarłam oczy od łez i wyprostowałam się. Otworzyłam niepewnie drzwi i stanęłam jak wryta. Stali tam... Jako pierwsi: Louis i Niall, tuż za nimi Liam z Zaynem. Natomiast Harry stał daleko pod drzewem, ledwo widoczny. Chyba nie miał w zamiarze dołączyć do chłopaków i skonfrontować się bez pośrednio ze mną. Spojrzałam na nich z smutną miną.
- Przyszliśmy się pożegnać.- Oznajmił Louis.
-Och...- Tylko tyle zdołałam powiedzieć. Powiedzieć ? Nie! Raczej wydyszeć.
- Nie martw się za parę dni wrócimy i wszystko będzie okej- Uśmiechnęli się chłopcy, oczywiście oprócz Harry'ego.
-Jakoś sobie poradzę. -Odpowiedziałam załamanym i słabym głosem. Żaden z nich nie spytał co mi jest. Z pewnością już wiedzieli.
Porozmawialiśmy chwilę. Oni oczywiście próbowali mnie w jakiś sposób rozweseli, żebym się uśmiechnęła. Jednak na marne i odpuścili po prostu.
- To my już musimy jechać. Mamy samolot za niecałą godzinę.- Odezwał się Liam, podszedł do mnie i przytulił mnie. Dodając mi tym trochę otuchy. -Trzymaj się mała.- Na koniec uśmiechnął się do mnie i odszedł do samochodu.
I tak każdy po kolei, jedynie Louis zdobył się na to, by pocałować mnie w policzek.
- Wszystko będzie dobrze.- Dodał pocieszająco.
Czterech z nich już siedziało w samochodzie. Loczek stał jeszcze chwilę pod drzewem i postanowił do mnie podejść. Patrzyliśmy sobie w oczy przez chwilę. W końcu postanowił się odezwać. Oczekiwałam z utęsknieniem, aż coś powie.
-Przepraszam za wszystko...- Zdobył się tylko na te słowa.
Położył nieśmiało rękę na mojej tali i przyciągnął mnie lekko do siebie. Wtulił się we mnie na chwilę.  Po raz ostatni spojrzał mi w oczy. W jego malowało się cierpienie, smutek i coś czego nie mogłam rozszyfrować. Ucałował mnie w czoło i  odszedł. Stałam tam chwilę i postanowiłam wejść z powrotem do domu. Zatrzasnęłam drzwi i załamana osunęłam się na podłogę. Nogi podciągnęłam pod brodę i zaczęłam na nowo płakać. Włożyłam ręce do kieszeni od bluzy i wyczułam w niej jakąś karteczkę. Wyciągnęłam ją i rozwinęłam.
"Najdroższa Madziu,
przepraszam cię za wszystko. Wybaczam ci zdradę z Louisem. Pamiętaj nie zerwałem z tobą i nawet nie mam takiego zamiaru. Chcę, żebyś wiedziała, że kocham cię jak jeszcze nikogo w życiu. Od razu, gdy cię poznałem wiedziałam, że jesteś tą jedyną. Sprawy nieco się skomplikowały. Musimy wyjechać, ale za niedługo się zobaczymy.
Twój Harry ;*
P.S. Cokolwiek by się nie stało, pamiętaj, że cię kocham i nie załamuj się"

Przeczytałam ten list kilka(naście) razy i zastanawiałam się nad ostatnim zdaniem "Cokolwiek by się nie stało". Nie wiedziałam co chciał mi przez to przekazać. Coś miało się wydarzyć. Ale co? Tego co będzie później nie potrafił sobie nawet wyobrazić...

Dość krótki, ale jest. Pewna osoba mnie dręczyła, żebym go wstawiła więc jest. Na pewno nie tego się spodziewaliście, z resztą ja też nie. No ale cóż, proszę o komentarze to dla mnie bardzo ważne. Następny rozdział postaram się dodać za tydzień. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz