Witajcie!
Wiem, że co poniektórzy z Was oczekiwali nowego rozdziału, jednak muszę Was rozczarować. :( Naprawdę przepraszam, ale w ostatnio nie mam czasu i też niestety brak weny. Cóż takie życie. Ale można zdarzy się jeszcze, że dodam 12 jednak nie wiem kiedy to będzie. Jeszcze raz przepraszam.
Druga informacja. W ostatnim czasie wpadłam na pomysł, by założyć nowego bloga, z nowa historyjką. Bo mam akurat plan co mniej więcej miałoby w nim być. Więc jak chcecie nowy blog? A może nie? Piszcie w komentarzach, na asku http://ask.fm/Madzia0Rh lub na twitterze @Madzia0Rh :)
Madzia ♥ :)
P.S. Kocham Was ! ♥♥♥
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
sobota, 20 kwietnia 2013
Rozdział 11
Przepraszam, że czekaliście ta długo, ale miałam dużo nauki i mało czasu a wszystko. Ale macie teraz i proszę was o komentarze. I love you all! ♥ @Madzia0Rh
Zajechaliśmy pod arenę, po drodze zabierając Werę, z opóźnieniem z powodu dużych korków. Przed wejście stało z kilka tysięcy fanek, na szczęście nie musiałam się przepychać. Miejsca vipowskie miały osobne wejście i mogliśmy wejść o wiele wcześniej, niż reszta i bez żadnych problemów. Uśmiechnęłam się do dziewczyn czekających i pomachałam im. Nie, żebym się przechwalała czy coś, po prostu chciałam, żeby mnie polubiły. Nie chciałam być niepotrzebnie hejtowana. Przecież nie chcę zrobić nikomu nic złego. Ale weź im tu coś tłumacz. Uradowałby je fakt o moim zerwaniu z Harry'm, ale ja tego nie chcę i on też, więc po co to wszystko? Też tego nie rozumiem. No cóż takie życie.
- Poproszę bilety.- Z zamyślenia wyrwał mnie dość postawny mężczyzna, który grzecznie się do nas uśmiechał i wyciągną rękę. Szybko wyciągnęłam bilety z torebki i podałam mu je.
- Proszę.
- Dziękuję, na teraz proszę iść za mną.
Zaprowadził nas prawie pod samą scenę z lewej strony. Miałam bardzo dobry widok na cała arenę. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Harry nie odwali czegoś głupiego, czegoś z czego będę się musiała tłumaczyć rodzicom. Nie wiedzą, że z nim jestem i przez jakieś najbliższe dwie godziny nie mają się dowiedzieć.
Poszłam jeszcze po trzy butelki picia i coś do zjedzenia. Ale oczywiście tatuś przed rozpoczęciem koncertu zażyczył sobie piwa i wraz z Weroniką musiałam po nie biegnąć. Na dodatek barman wykłócał się z nami, że nie mamy skończonych lat. W sumie miał rację, bo nie skończyłam 21 roku życia. Ale w końcu się poddał i dał je mojej przyjaciółce. Wpadłyśmy do naszej strefy zdyszane i rozsiadłyśmy się wygodnie na swoich miejscach czekając.
Po niespełna 10 minutach zaczęły rozbrzmiewać pierwsze dźwięki piosenki. Up All Night. Fajnie się zaczyna. Uśmiechnęłam się i wstałam tak jak reszta, oczekując z podnieceniem. W końcu się pojawili. To była mega, super pierwsza piosenka. Wydurniali się, śmiali i machali do fanek. Harry próbował odnaleźć mnie wzrokiem. Jednak na marne.
Jako pierwszy zauważył mnie Niall, uśmiechnął się szeroko, podszedł do Hazzy i pokazał na mnie palcem. Mama spojrzała się na mnie dziwnie.
- Pewnie mu się spodobałam.- Wykrzyczałam to do niej, żeby mnie usłyszała.- Yeah!- Wydarłam się, by pomyślała, że to nie było udawane. Nabrała się i zaśmiała. Wera popatrzyła na mnie zdziwiona i zaśmiała się głośno klaskając w ręce, na co Louis pomachał do niej. Teraz na pewno wyjdzie, że nas faworyzowali. No, ale w końcu jestem dziewczyną jednego z nich.
Styles zauważył mnie i szedł w moją stronę. Co on wyprawia?! Nie obyło się bez śmiesznych ruchów i popisujących solówek, ale cóż cały on. Moja mama zaczęła skakać, gdy podchodził coraz bliżej. Wzrokiem wskazałam mu, żeby spojrzał się na nią i zrobił cokolwiek. Przesłał jej buziaka i ta odwzajemniła go, drąc się w niebo głosy. A ja pacnęłam się z otwartej reki w czoło. A Harry zaśmiał się do mikrofonu. Wszyscy spojrzeli na niego nie wiedząc o co chodzi. On szybko wyszukał wzrokiem jakiegoś transparentu. Spojrzałam w tamtym kierunku.
"Ściągam stanik, ściągam gacie, by zobaczyć cię w mej chacie!"
Fanki to mają wyobraźnie. Chłopacy też się zaśmiali i spojrzeli na mnie. Wzruszyłam ramionami. Sama przecież też niekiedy miałam podobne fantazje, nie jest mi to obce. Harry powyczyniał jeszcze parę rzeczy w stronę mojej osoby.
- Chyba naprawdę mu się spodobałaś. Musisz mieć z nim śliczne zdjęcie. Może się z tobą umówi.- Szturchnęła mnie w ramię. Moja mama mnie czasami przeraża. A co mi tam, trzeba żyć. Zaczęłam skakać jak głupia przy Live While We're Young. Śpiewać, wydzierać się i różne takie. Nawet ochroniarze się na mnie głupio patrzyli (spojrzałam na nich z pogardą i prychnęłam pod nosem ), a co dopiero moi rodzice i fanki blisko mnie. W pewnym momencie jedna podeszła do mnie.
- Hej!- Uśmiechnęła się do mnie zdenerwowana.- Mogłabym sobie zrobić z tobą zdjęcie...- Urwała, bo zakryłam jej buzie.
- Nie mów tego na głos, proszę.- Wyszeptałam jej do ucha i spojrzałam na mamusie. Nie słyszała tego.- I możesz sobie zrobić zdjęcie, chociaż nie wiem po co ci ono.
Ucieszyła się i stanęła koło mnie, a druga zrobiła nam zdjęcie. Podziękowała mi i odeszła. Całe to zajście obserwował Louis i zaśmiał się i pokazał "O.K'. Podniosłam pięść do góry w triumfalnym geście i stanęłam bliżej mamy.
- Czemu ta dziewczyna robiła sobie z tobą zdjęcie?- Spojrzałam na mnie zdziwiona i poprawiła okulary na nosie, które nosiła odkąd pamiętam.
- A no bo wiesz, zauważyła, że Harry.- Wypowiedziałam zadowolona jego imię i zatrzepotałam rzęsami, żeby pomyślała, że jestem wniebowzięta tym faktem.- Patrzy się na mnie i uśmiecha, więc chciała mieć pamiątkę. I nie pomijając faktu, że jestem najpiękniejsza.- Odgarnęłam włosy z dumą i zaśmiałam się głośno.
Po koncercie... Backstage...
Teraz nasza kolej. Mieliśmy tam wejść, stanąć z nimi, zrobić zdjęcie, pogadać trochę. To tylko parę podstawowych rzeczy, ale jednak w moim wypadku bardzo trudnych do wykonania. Ręce mi się trzęsły, czym tak naprawdę się denerwowałam? Chyba tym, by mama nie zrobiła czegoś głupiego, bo później czułaby się niezręcznie na kolacji. Ale cóż, mama to mama i nie da się jej zmienić.
Trzy...
Wydech...
Dwa...
Uspokoiłam dłonie...
Wydech...
Jeden...
Drzwi otwarte...
Wydech...
I wchodzimy...
Chłopcy siedzieli razem na dużej kanapie i o czymś zawzięcie dyskutowali. Nie byłoby to dość miłe, gdybyśmy im przeszkodziły. Zauważyli nas dopiero, gdy Weronika trzasnęła drzwiami i stanęła za mną, trzymając mnie za rękę, by mnie pocieszyć. Szybko zerwali się do pozycji stojącej.
- Witajcie!- Przywitał nas Liam.
-Hey...- Zacięłam się. On podszedł do nas i przytulił każdego po kolei, zaczynając ode mnie.
Szepną mi na ucho:
- Zachowaj spokój, będzie dobrze.- W odpowiedzi pokiwałam tylko głową i zamrugałam nerwowo. Zaraz po nim był Niall, potem Louis, no i Zayn, a teraz... Harry. Zauważył, że nasz "Badboy" wita się właśnie z moimi rodzicami, szybko pocałował mnie w policzek i tak jak pozostali przytulił mnie mocno.
Pora na zdjęcie. Chłopcy zachęcili nas ruchem dłoni, żebyśmy do nich podeszli... Ale oczywiście wszystko byłoby idealne, gdyby nie mniejszy iloraz inteligencji Hazzy. Tak po prostu, bez żadnych przeszkód, szarpną mną i przyciągnął do siebie, obejmując mnie ramieniem, łobuzersko się uśmiechając. Właśnie w tym momencie, w takiej sytuacji miałam ochotę go zabić i to dosłownie! Mamusia jest zbyt spostrzegawcza, nie ma co i nie obyło się bez jakiegokolwiek komentarza z jej strony.
- Miałam dzisiaj rację mówiąc, że spodobałaś się mu.- Zmroziłam ją spojrzeniem, jednak nic to nie dało.- Może umówiłbyś się z moja córką ?
Kolejny raz walnęłam się dłonią w czoło, wszyscy głośno się zaśmiali. Boże, czemu?! Za jakie grzechy ja się pytam?! Ta, za ciężkie, bo za jakie inne. Chyba zacznę się modlić, bo najwidoczniej Bóg mnie opuścił. Wcale się mu nie dziwię, kto by chciał opiekować się takim dziwactwem jakim jestem... Spokój po prostu nie jest mi pisany.
- Pani Whiley, może powinienem to zrobić.- Spojrzał na mnie i puścił mi oczko, uśmiechając się i ukazując dołeczki w policzkach.
- Skąd wiesz jak mam na nazwisko?- Spytała zdziwiona. Spojrzał na nią zdezorientowany i zszokowany. Że też musiał palnąć aż coś tak głupiego. Moja mama lubi się czepiać. I to nawet bardzo.
- Bo...
- Pytał się mnie o to przed chwilą. Widocznie nie zauważyłaś, bo knułaś jakieś swoje niecne plany jakby mnie tu poniżyć. - Wytknęłam jej to specjalnie, z reszta jak zawsze. Za każdym razem mówiłam to w żartach i ona dobrze o tym wiedziała i uśmiechnęła się znacząco.
Ustawiła się grzecznie, bez zbędnych problemów, do zdjęcia.
Jeden z ochroniarzy wparował do pokoju.
- Ileż można?! Inni też czekają. - Speszeni wyszliśmy i chłopcy pomachali nam jeszcze na pożegnanie.
Przepchnęliśmy się przez tłum fanek stojących przed budynkiem. Raz po raz usłyszałam swoje imię i za każdym razem odwracałam się, by się do nich uśmiechnąć i chociażby im pomachać. Fajne to nawet. Można by się przyzwyczaić. Zaśmiałam się. Nikt z moich towarzyszy tego nie widział, gdyż szli parę metrów ode mnie.
30 minut później...
Gdy już odwieźliśmy Werę do domu. Pojechaliśmy jeszcze do nas. Miałam w planie się jeszcze przebrać, by wyglądać elegancko w restauracji nie wiadomo jakiej, bo oczywiście nie powiedział mi żadnych większych szczegółów.
Weszłam szybko do pokoju. Nie chciałam słuchać spekulacji mamy na temat tego koncertu. Znowu wyraziłaby swoje spostrzeżenia, co do niektórych sytuacji, a jeszcze tego mi brakowało. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Ale cóż żyć nie umierać. Nie miałam już zamiaru niczego żałować do końca swojego żywota. Żyć chwilą i się nie przejmować. W końcu zawsze muszą być te dobre i jak i te złe dni. Tak już było, jest i będzie. I pewnie raczej to się nie zmieni.
Otworzyłam szafę i wiedziałam, że szybko to tam niczego nie znajdę, bo jak? Syf totalny, szkoda gadać Uff... Jakoś sobie poradzę. Wytargałam jakąś sukienkę, której jakimś dziwnym trafem nigdy nie widziałam na oczy i kilka dodatków. Szybki makijaż i zbiegłam na dół.
- Wow! Skarbie.- Zagwizdał tata.
- Musi to być bardzo wyjątkowy i ważny przyjaciel.- Moja mam poruszyła znacząco brwiami i poprawiła okulary.
Może i była osobą w wieku 40 lat, ale na modzie to się znała i wiedziała jak się ubrać. Miała na sobie czarną spódnicę i białą koszulę. Wyglądała nieziemsko!
Dostałam sms'a.
Od Harry :* :
Przyjedźcie do restauracji ''Petrus''. Mam nadzieję, że odpowiada ;)
Podałam adres tacie. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na spotkanie, które osądzi czy mogę dalej żyć czy mogę już zacząć zbijać dla siebie skromną trumienkę. Wiem dramatyzuję, ale co ja na to mogę poradzić. Przejmuje się wszystkim, nawet najdrobniejszymi rzeczami. Taka jestem i się nie zmienię... Mimo wszystkich wad, kocham siebie taką jaką jestem...
Kolacja...
Restauracja była bardziej ekskluzywna niż myślałam. Ale musiał się wykosztować. Będę musiała mu to później wynagrodzić, ale na razie muszę się męczyć teraźniejszością. Podeszłam do recepcjonisty.
- Stolik Harry'ego Stylesa.- Powiedziałam to dość cichy, by moja mam tego nie usłyszała.
Wskazała palcem na jego stolik. Czekał już. Szturchnęłam mamę, by ruszyła za mną. Była zapatrzona w jeden z obrazów wiszących na ścianie.
-Patrz!- Pisnęła mi cicho do ucha.- To Harry.
O Boże co to będzie dalej. Wywróciłam oczami.
- I na dodatek się do nas uśmiecha. Najwidoczniej cię zapamiętał. A gdzie ten twój przyjaciel?- Zaczęła się rozglądać.
Doszliśmy do stolika Hazzy.
- Dzień dobry państwu.- Przywitał się grzecznie. Moja mama była zdezorientowana.- Jestem Harry Styles, przyjaciel państwa córki.- Uśmiechnął się do nich i pocałował mnie w policzek.
- Aaa...- Wydobyła z siebie tylko.- To stąd do dziwne zachowanie podczas koncertu. Przepraszam, jeśli powiedziałam wtedy coś nieodpowiedniego.
- Nic nie szkodzi. Miała pani prawo. A więc usiądźmy.
Jak na dżentelmena przystało odsunął mi krzesło i usiadł koło mnie.
- Ślicznie wyglądasz.- Puścił mi oczko.- Pani również.
- Jaka tam pani, mów mi Jenny.- Uśmiechnęła się do niego.
- A więc ... Harry.- Mój tata splótł ręce na stole i spojrzał promiennie na Harry'ego.- Opowiedz mi o was.- Wskazał na nas palcem.
- Cóż by tu opowiadać...- Poprawił swoją czuprynę.
- Mamo, tato... Harry jest moim chłopakiem.- Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na nich przestraszona.
Styles również. Złapał mnie za rękę pod stołem. Uspokoiłam się trochę.
- To super kochanie! - Ucieszyła się moja mama.- W końcu sobie kogoś znalazłaś.- Nie mogła ogarnąć swojej radości. - Nikolas, tez jesteś zadowolony prawda ?
Spojrzała na niego z radością. On jednak na nią nie. Wciąż wpatrywał się w nas. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Ale czułam, że nie podziela tej satysfakcji z matką. Coś nie podobało mu się w Harry'm, tylko co ?
Coś mówiło mi, że w niedługim czasie się o tym przekonam. Ale mam nadzieję, że nie wpłynie to na moje relacje z nimi, a nawet Hazzą. Niektóre scenariusze mnie przerażają. A co jeśli zamkną mnie w moim pokoju przez tydzień, bez jedzenia i powiedzą, że wyjdę stąd dopóki się w nim nie odkocham? I co będę musiała wtedy zrobić? Jasne, że umrę z głodu. Nigdy w życiu z niego nie zrezygnuję. Chyba, że sam jasno da mi do zrozumienia, że mam już na zawsze odejść z jego życia. On wtedy ułoży je sobie szczęśliwie, a ja będę wrakiem człowieka niezdolnym go jakiegokolwiek funkcjonowania. I prędzej czy później umrę z depresji, przygnębienia i braku posiadania go na własność. Nie chciałam dopuszczać do siebie takich myśli. Ale nie mogłam. I znowu ten sam głosik.
Oni to zrobią, powiedział twardo.
Nie! Mama jest zadowolona. Nie widzisz? Podpowiadał drugi.
Chyba jesteś ślepa. Szczęście nie jest ci pisane i znowu będę mieć rację, ostatnie słowa jeszcze długo rozbrzmiewały w mojej głowie. Tak, zawsze było tak jak ten wstrętny głosik mówił. Więc z jakiej racji teraz miało by być inaczej?
- Tak.- Powiedział tylko i przejrzał Menu.
Cały wieczór, ku mojemu zdziwieniu, miną miło. Dużo rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Moja mam bardzo polubiła Harry'ego. Nawet tata rozmawiał z nim normalnie. Na początku strasznie mnie to przerażało, ale teraz ? Nie, nie było, aż tak źle. Może głosik tym razem się myli?
Bardzo dziękuję wam za przeczytanie kolejnego rozdziału. Następny pojawi się w przyszłym tygodniu. Z racji egzaminów gimnazjalnych będę miała trzy dni wolnego, więc na pewno postaram się coś napisać.
Pozdrawiam ♥ @Madzia0Rh
P.S. Zadawajcie pytanie bohaterom i nie tylko na moim asku: http://ask.fm/Madzia0Rh xoxo
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Rozdział 10
I jest rozdział 10! Tak długo wyczekiwany przez niektóre osoby. Więc miłego czytania życzę
Z poważaniem @Madzia0Rh :* ♥
Otworzyłam jedno oko, potem drugie. Przeciągnęłam się i głośno ziewnęłam. Jednak osoba leżąca koło mnie ani drgnęła. Sięgnęłam ręką po telefon, była godzina 7 rano, czas wstawać. Jakimś cudem zdołałam się wydostać z mojego miękkiego i przytulnego łóżka. Ile ja bym dała, żeby poleżeć jeszcze z dwie godzinki. Ale cóż obowiązki wzywają, a dom sam się nie posprząta.
Weszłam do łazienki po drodze zabierając z komody czystą bieliznę. Wzięłam się za czynności, które wykonuję każdego ranka. Skorzystałam z toalety, umyłam zęby, wzięłam prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i ubrałam bieliznę. Teraz pora na szukanie jakiś wygodnych ciuszków do sprzątania. Zaszyłam się w szafie na dobre 10 minut. Nie mogłam nic znaleźć w tym bałaganie. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy czasami nie kupić sobie GPS'a by odnaleźć się w tym chaosie. Jakoś dałam sobie radę i wybrałam niebieskie ubrania. Kocham ten kolor.
Zbiegłam na dół do kuchni. Wolałam zacząć od niej, bo tu było najmniej do sprzątania. W ostatnich dniach spędzałam w niej mało czasu. Zazwyczaj na mieście, u Harry'ego albo u mnie w pokoju. Ale zanim zacznę, muszę coś zjeść. Postawiłam na tosty z dżemem z czarnej porzeczki. Pychota... Zrobiłam jeszcze gorącą cytrynową herbatę i już byłam gotowa do paru godzinnej pracy.
Wyczyściłam każdą szafkę, lodówkę, mikrofalówkę i Bóg jeszcze wie co. Na koniec przyszedł czas na umycie podłogi. Ku mojemu zdziwieniu zajęło mi to 20 minut. Super się zaczyna. Teraz salon i hol. Nie było tutaj zbyt dużo pracy jedynie wystarczył mop i wiadro wody. Pozbierałam jeszcze ciuchy z wszystkich pokoi i zaniosłam do łazienki., którą wcześniej wypucowałam na błysk. Ale praniem później się zajmę. Czas na piętro. Musiałam się tutaj zachowywać troszeczkę ciszej. Weszłam do pokoju, by wziąć telefon z szafki. Spojrzałam jeszcze na Harry'ego. Spał słodko, była godzina 9 nie chciałam go jeszcze budzić. Pocałowałam go w policzek i wyszłam po cichu z pokoju.
O godzinie 10 miałam już wszystko wysprzątane. Pochodziłam jeszcze po wszystkich pokojach, żeby upewnić się, że czegoś nie pominęłam. A tego by jeszcze brakowało, żeby mamusia znalazła jakiś dwuznaczny przedmiot, który być może znalazłby się w którymś z pokoi.
Kolejny raz przyszłam do łazienki. Przykucnęłam koło pralki i włożyłam wszystkie brudne ubrania. Zauważyłam, że znalazła się tam koszulka Stylesa i jedna para bokserek. Ustawiłam program i już wstawałam, gdy jakaś para rąk objęła mnie w pasie. A któż to mógł być ...
- Witaj kotku.- Pocałował mnie w szyję.
- Cześć, kochanie. - Odwróciłam się przodem do niego i pocałowałam namiętnie.
- Mrr...- Zamruczał i mimowolnie zaśmiałam się.
- Ty jeszcze masz mało, prawda?- Uśmiechnęłam się.
-Mhm.- Wywróciłam oczami.
Podniósł mnie i posadził na pralce, ja objęłam g nogami w pasie. Zaczął mnie całować. Nie powiem, podobało mi się to, ale żeby w łazience i to na pralce?! Nie spodziewałam się tego po nim. Jestem ciekawa co jeszcze wymyśli. Zszedł trochę niżej i składał pocałunki na mojej szyi. Spojrzałam w dół.
- Chyba zacznę się przyzwyczajać.- Uśmiechnęłam się do niego.
- Ale o co chodzi?- Odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczu.
- Mówię o tym.- Jeszcze raz spojrzałam w dół, zajarzył o co mi chodzi.
- No masz rację.
- Co nie zmienia faktu, że masz się ubrać.
- Wiem, wiem. Czasami zachowujesz się jak moja mama.
- A co ja na to mogę poradzić? Już taka jestem.- Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
Pocałował mnie i przestał. Przyglądał się mojej szyi, a ja przygryzłam wargę. Tak, tak chcę być seksowna.
- Patrz! Ale cię naznaczyłem.- Zaśmiał się i przejechał palcem po owym miejscu.
Odwróciłam się na pralce w stronę lustra. Odgarnęłam włosy na jedną stronę. Jeszcze tak wielkiej malinki nie widziałam! Będę to musiała jakoś ukryć przed mamą.
- Tak właśnie cię kocham. Ogromnie!
Szybko okręcił mnie w swoją stronę i wpił się w moje usta. Coś mówiło mi, że nie ma zamiaru przestać przez najbliższe 10 minut. I tak właśnie było, albo i nawet jeszcze dłużej. Kiedy jako tako ogarnęłam swój umysł żeby normalnie myśleć. Zauważyłam, że nie mam na sobie bluzy, a Harold dopiera się do moich spodni.
- O nie, nie.
- A dlaczego?- Posmutniał i nie przestał się męczyć z zamkiem od spodni.
- Bo...- Wyciągnęłam telefon z kieszeni.- Jest godzina 11, a moja mama przyjeżdża za godzinę. Ty do tego czasu musisz się wynieść z mojego pokoju i oczywiście ubrać się. A ja muszę posprzątać w swoim pokoju.
- A zrobisz mi chociaż śniadanko?- Poprosił mnie z miną zbitego szczeniaczka.
- No oczywiście.- Zeszłam z pralki i wychodziłam już z pokoju.- Pamiętaj ubierz się!
Zeszłam na dół i zrobiłam mu to samo do jedzenia co sobie, tylko trochę więcej. Nie chciało mi się za bardzo wymyślać czegoś innego. Ułożyłam mu wszystkie tosty na talerzu i postawiłam mu herbatę na stole. Wytarłam jeszcze niepotrzebne okruszki z blatu. Zauważyłam, że Harry już siedział przy stole i zajadał się tostami. Był ubrany inaczej niż wczoraj. Obok niego leżała torba. Najwidoczniej nie zauważyłam jej wczoraj.
- Jeśli chcesz możesz wyjechać ze mną o tej samej godzinie. Więc możesz posiedzieć jeszcze ze mną, a raczej pomożesz mi posprzątać mój pokój.
- Yhym.- Uśmiechnął się do mnie ciepło, wyszłam z kuchni i poszłam do pokoju.
Wczoraj po południu posprzątałam, więc nie było tak źle. Znalazłam jeszcze parę rzeczy Harry'ego i ułożyłam je na łóżku, żeby później mu je dać. Pomyślałam czy nie wziąć się za sprzątanie szafy, ale chyba nie zdążę. Więc wzięłam się za mycie podłogi. Oczywiście Styles przyszedł na sam koniec roboty.
- Przepraszam, że ci nie pomogłem, ale dzwoniłem do Paula. Przypomniało mi się, że idziemy dzisiaj na kolację, więc będziemy potrzebować ochrony.
- Dobrze, że ci się przypomniało. Moja mama nie wytrzymałaby, gdyby ktoś bezczelnie pchałby się na nią.
- Rozumiem, rozumiem.
- Ale miałeś mi pomóc.
- Wiem, wiem. Przepraszam.
- Jakoś sama dałam sobie radę. Dziękuję, że się przejmujesz. Weź swoje rzeczy z łóżka.
- Nie otwierałaś tego pudełka?- Spojrzałam w jego stronę.
- Nie.- I powróciłam do poprzedniej czynności.
- To dobrze.
- A co tam jest ? - Spojrzałam na niego, a on szedł już do mnie z pudełeczkiem w ręce.
- Zobaczysz.- Uśmiechnął się.
Wyciągnął z pudełeczka srebrną bransoletkę. Założył ją sobie na rękę. Jeżeli była jego to po co podchodził do mnie? Zdziwiło mnie to trochę. Ale wyciągną jeszcze jedną. chwycił moją dłoń i zapiął. Podniosłam rękę do oczy, by móc się jej lepiej przyjrzeć. Miała drobną zawieszkę z literką "H". Była prześliczna. Podsunął mi swoją rękę, a na jego była literka "M".
- Dziękuję, jest piękna.- Pocałowałam go. -Oddam ci za nią.
- Weź przestać. To nic takiego, nie kosztowała fortunę.
- No dobrze.- Uśmiechnęłam się.
Poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i odblokowałam kciukiem.
Od: Mama
Przyjedź po nas za 30 minut, bo już prawie jesteśmy na miejscu.
Do: Mama
No dobrze. Buziaczki:*
- Kto to ?
- Mama, musimy się zbierać. Będą za jakieś pół godziny.
- No to dalej, rusz tą dupę.- Zaśmiał się.
- Odszczekaj to!- Zaszczekał jak pies, zaśmialiśmy się i pobiegł na dół.
- Boże, Styles! Jesteś chory!
- Ale i tak mnie kochasz!
- Masz rację!
Musiałam się ubrać. Chcę zrobić na mamie dobre wrażenie, więc muszę się szybko i dobrze wyszykować. Harry wrócił po chwili z torbą i schował do niej swoje rzeczy. Ja natomiast dopadłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać.
- Jaki porządek kochanie.
- Och, zamknij się Harold!
Pobiegłam do łazienki i przyszykowałam się.
Wyszłam po 10 minutach. Byłam ubrana zwyczajnie, ale miałam nadzieję, że dość efektownie.
- Ślicznie wyglądasz kochanie.
- Dziękuję.- Pocałowałam go i wzięłam jego torbę na ramię.- Chodźmy już.
- Nie musisz niej nosić.- Szedł za mną do drzwi.
- Ale chcę i nie możesz mi zabronić.
- No wiem.- Uśmiechnął się i poszliśmy do swoich samochodów.
- Poczekaj kochanie!- Pobiegłam do niego i pocałowałam go namiętnie.- Widzimy się na koncercie.-Podałam mu jeszcze jego torbę.
Zdałam sobie sprawę, że na ulicy poza moją posesją, stało mnóstwo fanek. Zszokowałam się.
- Zachowuj się normalnie.- Uśmiechnął się i wsiadł do samochodu. Pomachał jeszcze na pożegnanie.
Magda, nie ma ich tutaj. To tylko twoja wyobraźnia. Zachowuj się normalnie. Zachowaj spokój.
Niestety z nerwów wyleciały mi kluczyki z ręki.
Po 5 minutach uporałam się z tym wszystkim i wyjechałam na drogę w stronę lotniska...
-Aaaa! Mamo!- Wydarłam się i pobiegłam do mamy wpadając w jej objęcia.
- Witaj córciu!- Nie przestawała się do mnie tulić. Gdy już jako tako emocje opadły. Pora na ojca.
-Tato...- Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam go mocno.
- Witaj kochanie. Miło znowu cię widzieć.- Ucałował mnie w czoło.
Spakowaliśmy ich bagaże do bagażnika i pozwoliłam tacie prowadzić. Dojechaliśmy po 15 minutach do domu.
- Widzę, że nie zmieniłaś go za bardzo. Wygląda tak jak wcześniej, pięknie i skromnie. - Powiedziała do mnie i wniosła walizki do holu.
- Nie było potrzeby go zmieniać. Podoba mi się taki jaki jest.- Wzruszyłam ramionami.
- Rozumiem.- Przytaknęła głową.- Nikolas, przynieś resztę!
- Czemu tylko ja mam polskie imię, hmm ?- Założyłam ręce n piersi i spojrzałam na nią.
- To imię po prababci powinnaś byś dumna.- Wywróciłam oczami, a ona się zaśmiała.
- Mam wam coś ważnego do powiedzenia.
- My tobie też.- Poszła do salonu.
- Ale chcecie może kawy i coś do zjedzenia?
- Przydałoby się.- Uśmiechnęła się, a ja poszłam do kuchni.
Zaparzyłam kawę i ukroiłam czekoladowego cista, które wcześniej kupiłam czekając za nimi na lotnisku.
Gdy wróciłam do salonu z kubkami i ciastem, oni już siedzieli na kanapie i czekali za mną.
- No więc skarbie zacznij pierwsza.- Pospieszył mnie tata. Rozsiadłam się na fotelu. Jedną nogę ułożyłam pod tyłkiem, a druga położyłam na siedzeniu.
- Zabieram was dzisiaj na koncert One Direction.- Uśmiechnęłam się do mamy. Lubiła ich muzykę i to nawet bardzo.
- Naprawdę?!- Ucieszyła się i podskoczyła z wrażenia.- Ale skąd wzięłaś pieniądze?- Zdziwiła się.
- Yyy.... No .... Uff... Dostałam od przyjaciela.- Odwróciłam wzrok.
- Och, to naprawdę miły przyjaciel. Mogę go poznać ?
- I to druga niespodzianka. Pójdziemy dzisiaj z nim na kolację po koncercie. Pasuje wam?- Spojrzałam na nich z zmieszaniem.
- Ależ oczywiście!- Uśmiechnęła się mama.- A będzie na koncercie?
- W pewnym sensie tak. Tylko, że nie będzie w tym samym sektorze co my.- Po pewnym względem nie okłamywałam jej, mówiłam prawdę, więc nie może mi później niczego zarzucić.
- To szkoda.- Posmutniała nieco.- A my w jakim będziemy sektorze?
- W sektorze V.I.P z przepustkami za "kulisy"- Powiedziałam tak żeby rozumiała o co chodzi.
-Ale się wykosztował. Muszę go ucałować.- Zaśmiała się.- Na pewno miły z niego chłopak.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.- Uśmiechnęłam się i przygryzłam wargę.- Więc...
- Więc co?- Spytała mama.
- Co wy chcecie mi powiedzieć?
- Doszliśmy z mamą do wniosku.- Szybko przeniosłam wzrok na ojca.- Że nie chcemy już podróżować, ja chcę znaleźć pracę i żyć tak jak wcześniej. I sprzedaliśmy dom.
- Och, no super...- Zmartwiłam się nieco.- Skoro sprzedaliście dom to gdzie będziecie mieszkać.
- I tu jest ten pro...- Zaczął, ale nie skończył.
- Zamieszkamy z tobą!- Mama rzuciła się na mnie i zaczęła mnie przytulać.
- Fajnie, ciesze się.
W głębi duszy się załamałam. Tego czego najbardziej się obawiałam, jednak się stanie. I znów ten cholerny głos miał rację. Co ja temu Bogu zrobiłam?! Ja się pytam co?! Mam nadzieję, że nie będzie tak źle i pozwolą mi się z nim spotykać. Miejmy nadzieję...
Rozmawiałam jeszcze z nimi przez dobre 3 godziny. Koncert miał zacząć się o 5 po południu, więc trzeba zacząć się szykować.
Przeprosiłam rodziców i pobiegłam do pokoju się wyszykować. Oni za pewno poszli zrobić to samo.
Już trzeci raz w tym dniu będę się przebierać. Chyba zostanę modelką... To wcale niegłupi pomysł. Nadawałabym się, a chwilowo nie mam pracy. A co mi tam jutro spróbuję.
Ubrałam pomarańczową sukienkę i zbiegłam na dół. Rodzice już czekali.
- I jak?- Okręciła się wokół własnej osi.
- Przepięknie. - Mama pocałowała mnie w policzek.
Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy na koncert. Mam zamiar się dobrze bawić.
I jak podoba wam się? Zakończyłam w fajnym momencie, ale następny będzie kontynuacją.
Pamiętajcie możecie zadawać pytania bohaterom na moim asku: http://ask.fm/Madzia0Rh
Na każde pytanie odpowiem.
Miłego dnia
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Rozdział 9
I mamy rozdział 9! Pod ostatnim rozdziałem było parę ciepłych słów, które podniosły mnie nieco na duchu. Dając mi tym do rozumienia, że jednak jest ktoś kto to czyta. Jestem wam wdzięczna za każdy komentarz. Kocham was wszystkich! ♥
Na dole, pod rozdziałem będzie mała niespodzianka...
Z poważaniem @Madzia0Rh. :*
-Pa kochanie. Przyjadę po ciebie na godzinę.- Harry pocałował mnie jeszcze na pożegnanie. Objęłam go wokół szyi.
Na dole, pod rozdziałem będzie mała niespodzianka...
Z poważaniem @Madzia0Rh. :*
-Pa kochanie. Przyjadę po ciebie na godzinę.- Harry pocałował mnie jeszcze na pożegnanie. Objęłam go wokół szyi.
- Nie idź jeszcze, proszę.- Spojrzałam na niego z miną słodkiego szczeniaczka. Uśmiechnął się i pocałowałam go namiętnie.
Weszliśmy do domu i jakimś cudem wylądowałam na kanapie w salonie. Zaśmiałam się.
- Widzę, że nie potrafisz mi odmówić.- Przygryzłam warg, mam nadzieję, że wyglądało to dość seksownie. Przejechałam palcem po jego szyi.
- Widocznie masz rację.- Nachylił się nade mną i pocałował w szyję. Włożył mi rękę pod bluzkę, mimowolnie zadrżałam od jego dotyku.
- Harry...- Wplątałam rękę w jego włosy i przycisnęłam jego usta do moich.
- Dobrze, koniec skarbie. Przyjadę po ciebie za godzinę tak jak mówiłem. Do tego czasu masz się wyszykować i czekać na mnie, ok ? - Spojrzał mi w oczy. Sapnęłam.
- No ugh... Niech ci będzie.- Usiadłam na kanapie, poprawiłam bluzkę i rozpuściłam włosy.- Następnym razem mi ulegniesz kochanie.
- Nie wątpię. Już teraz miałem z tym problem.- Objął mnie ręką w talii.
- O nie, nie. Teraz ja odmawiam.- Wstałam i pocałowałam go.- To widzimy się o 5.- Puściłam mu oczko i poszłam na górę.
- Do zobaczenia!- Krzyknął jeszcze za mną i usłyszałam jak wychodzi, zamykając drzwi.
Otworzyłam drzwi od mojego pokoju, podśpiewując coś pod nosem. Byłam w strasznie dobrym humorze. Za każdym razem, gdy z nim przebywałam nie martwiłam się niczym, nie byłam smutna, ani zła. Za to czułam się swobodnie. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że daje mi od pełnię szczęścia jak tamten.Tamten... Od razu przypomniała mi się moja miłość sprzed trzech lat. Nie, nie, nie... Nie! Nie chcę teraz o tym myśleć, nie kiedy jestem szczęśliwa. No, ale od przeszłości nie ma ucieczki. Prędzej czy później i tak będę musiała o tym znowu pomyśleć, wspomnienia powrócą. Te piękne wspomnienia, jak i nawet te złe. Chociaż tych drugich było o wiele mniej. Nosz cholera! Myślę o tym. Magda uspokój się... Wdech,... wydech,... wdech,... wydech.... Pamiętaj nigdy odwrotnie. No cóż nie będę się sprzeciwiać, pomyślę o tym chwilę, o nim, o naszej nieszczęśliwej miłości, bo przecież szczerze to warto.
Podeszłam do lustra, spojrzałam na siebie. Zmieniłaś się, tak i to bardzo. Przez te trzy lata wiele się zmieniło. Nie postrzegam już mężczyzn, ani wszystkiego innego w taki sam sposób jak wtedy. Kiedy go poznałam. Bałam się, tak bałam się. Obawiałam się wszystkiego. Czy to ten jedyny? Czy to przetrwa? Czy to miłość już na zawsze? Mogę teraz odpowiedzieć, że nie... Lecz nie była to moja wina, ani nawet jego... Tak zdecydowanie nie Davida. Tak właśnie miał na imię. Położyłam dłoń na szyi. Ponownie na siebie spojrzałam. Teraz nie byłam już taka uradowana. Byłam zmartwiona, smutna. Na wspomnienie jego imienia. Pojedyncza łza spłynęłam po moim policzku. Wina leżała po stronie moich rodziców. Nie mogłam im tego wybaczyć. Byli zbyt nadopiekuńczy, nie pozwalali mi na spotykanie z nim, a co już mówić o innych rzeczach. Krzyczeli na mnie, robili mi awantury. Twierdzili, że jestem za młoda na to by mieć chłopaka. Moja mama wypominała mi cały czas, że ona pierwszy raz pocałowała się w wieku 19 lat. To jakieś chore... Na dodatek, nie chciała żebym za dziewięć miesięcy przyszła do niej z wieścią, że zostaje babcią. Byłam na nią zła, wściekła i nawet teraz jestem. Kolejna łza... I następna... Otarłam je i odwróciłam się tyłem do lustra. Spojrzałam na zegarek, już 4. Och... Już koniec tych zawodów. Uspokoiłam się.
- O matko boska!- Teraz dopiero zauważyłam jaki bałagan panował w moim pokoju. A faktycznie zapomniałam posprzątać po naszej... Dobra, dobra idź się ogarnij, później posprzątasz. Wbiegłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gdy już starannie się umyłam i wytarłam się ręcznikiem, wzięłam się za suszenie włosów. Zmarnowałam 10 minut, to teraz trzeba się pospieszyć. Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie i podeszłam do szafy poszukać czegoś odpowiedniego na wypad z Harry'm mi Louisem na miasto. Zdecydowałam się na swobodny zestaw, postanowiłam trochę zaszpanować bluzką. Dzisiaj było wyjątkowo strasznie gorąco, więc nie musiałam się martwić jakimś ciepłym ubraniem. Z resztą w samochodzie Harry'ego jest moja bluza, którą jakiś czas temu tam zostawiłam. Uczesałam się jeszcze w luźnego koczka i umalowałam jedynie rzęsy, jak to zawsze miałam w zwyczaju. Kolejny raz spojrzałam na zegarek, była godzina 4.30, więc jeszcze pół godziny. Zdążę tu jeszcze ogarnąć. Pozbierałam moje ubrania, zaścieliłam łóżko i wyczyściłam jeszcze trochę łazienkę. Gdy upewniłam się, że wszystko w porządku, wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To już ta godzina? Nie wydaje mi się, ale cóż. Podeszłam do drzwi. To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie.
- Witaj słonko. Co ty tu robisz?- Ucałowałam Weronikę w policzek i spojrzałam na nią z dezorientacją.
- Um... Hej.- Płakała. Tylko dlaczego?- Pokłóciłam się z mamą. Mogę wejść?
- No pewnie.- Wpuściłam ją do środka.- Idź do salonu, zrobię nam herbaty i powiesz mi co się stało.
- Dziękuję ci za wszystko.
- Nie ma za co!- Przyszykowałam herbatę. Już po chwili byłam w pokoju.
- No więc o co się pokłóciłyście?- Podałam jej kubek.
- Bo wczoraj poszłam na imprezę, upiłam się i w ogóle. Z resztą jak zawsze. Na dodatek wróciłam o 4 nad ranem. Pech chciał, że ona nie spała. Zaczęła na mnie krzyczeć. Wyzywać od nieudaczników, idiotek i tak kończąc na dziwkach. Więc wiesz nie była to dość przyjemna rozmowa. I jeszcze uziemiła mnie na miesiąc. Postanowiłam, że ucieknę na parę godzin do ciebie. Nie przeszkadzam ci prawda?- Spojrzała na mnie smutno.
- Nie no coś ty.- Przytuliłam ją i ucałowałam w czoło.- Nie martw się mamą za parę dni jej przejdzie i będzie tak jak zawsze. Może powinnaś ograniczyć się w imprezowaniu?
- Niby masz rację, ale potrzebowałam tego. To była moja pierwsza impreza od... od czasu, gdy wpadłyśmy tamtego wieczoru na chłopaków.
- Jeju, zapomniałam!- Wstałam szybko z kanapy i spojrzałam na zegarek. Było już 5.- Wiesz nie będzie ci to przeszkadzało, jeśli wyskoczymy na miasto...
- Oczywiście, że nie!
- Ale ze mną, Harry'm i Lou.- Spojrzałam na nią z zmartwioną miną.
- To... to... Dobrze. Nie przeszkadza mi to. Może Louis zmieni zdanie na mój temat i na nowo mnie polubi. Bardzo mi na tym zależy. Bardzo go lubię.- Spuściła głowę.
-Wiem, wiem kochanie. Już ja się o to postaram, żeby był miły.
- Dziękuję ci skarbie.- Przytuliłam mnie.- A mogłabyś mi pożyczyć jakieś ciuchy, bo raczej w tym to nie pokażę się na mieście.- Miała na sobie dresy i luźną bluzkę.
- Jasne chodź!- Zaciągnęłam ja na górę do pokoju. Na szczęście posprzątałam...
Dzwonek do drzwi.
- Wera, idę otworzyć!- Krzyknęłam do niej tak, by usłyszała mnie w łazience. Zbiegłam na dół po schodach i zdyszana otworzyłam drzwi. Wiedziałam kogo się spodziewać, więc uśmiechnęłam się do nich.
- Hej, kotku.- Podszedł do mnie i ucałował.- Poczekajcie trochę jeszcze ok?
- No dobrze.- Wszedł do środka.
- Hej Lou!- Rzuciłam mu się na szyję i mocno uściskałam.
- Witaj Loczku. Miło się widzieć, znowu.- Zaśmiał się i wyplątałam się z jego objęć.
Chwilę potem ze schodów zeszła Wera, była ubrana podobnie do mnie. Sama kazałem się jej to założyć, bo wyglądała w tym cudnie. Spojrzała na mnie zaniepokojona. Kiwnęłam głowa, więc przeniosła wzrok na Louisa.
- Witaj Louis.- Powiedziała to dość cicho, ale tak by usłyszał.
Na początku patrzył na nią i nie wiedział co zrobić. Ostatecznie uśmiechnął się szeroko. Podbiegł do niej i przytulił ją mocno. Zaskoczyło ją to.
- Co ty taka sztywna?- Zdziwił się Boo, a ja zaśmiałam się.
Podeszłam do Hary'ego, złapałam za rękę i pociągnęłam go do drzwi.
- Dalej idziemy.- Uśmiechnęłam się i wyszłam przed dom.
- Idziesz?- Louis spytał Wery, ona uśmiechnęła się i złapała go pod rękę.
- No oczywiście.- Uf... Czyli nie przestał jej lubić, to dobrze. Szli w naszą stronę. Lou zdążył jeszcze powiedzieć:
- Dzięki tobie nie będę musiał na nich patrzeć jak się miziają.- Źle dla niego, że usłyszałam go.
- Ej!- Uderzyłam go w rękę.
- No co taka prawda...- Puścił mi oczko.- A tak w ogóle fajna bluzka.
- Wiem. Też ją kocham, zresztą tak jak was.- Pocałowałam czule Harry'ego i poszliśmy do samochodu.
- Zabieramy was do kina, a później do knajpki na kolację.- Harry jak zawsze otworzył mi drzwi wpuszczając do wnętrza auta. Zauważyłam, że Louis postąpił podobnie.
Gdy Hazza odpalił silnik, odwróciłam się do tyłu, by móc porozmawiać z naszymi dwoma "gołąbeczkami".
- No więc....- Zatoczyłam kółko w powietrzu.
- Co ?- Wera dziwnie się na mnie spojrzała.
- Cii! Nie rozmawiam z tobą tylko z Boo.- Spojrzałam na Lou.- Więc co nadal ja lubisz, prawda?- Poruszyłam znacząco brwiami.
- No ten...-Speszył się trochę.- Tak, lubię ją.- Uśmiechnął się i rzucił się na Weronikę całując w policzek.
- Matko boska! Nie strasz mnie idioto.- Szturchnęła go palcem w brzuch, jęknął.
- Jesteście niemożliwi!- Zaśmiałam się i odwróciłam do przodu. Harry też się śmiał. Pocałowałam go w policzek.
Godzina 8...
Podjechaliśmy pod mój dom. To był bardzo wyczerpujący wieczór.
Może opowiem wam go w skrócie.
Byliśmy w kinie na jakiejś komedii. Chłopacy oczywiście musieli nakupić zapasy popcornu. Louis z Werą siedzieli za nami, więc Tommo cały czas się we mnie zaczynał. Jak nie rzucał we mnie jedzeniem, to albo kopał albo pukał w moje siedzenie. Było to troszkę irytujące, ale to cały Tomlinson! W połowie filmu wszyscy razem zaczęliśmy głośno dyskutować na temat tego co lubimy a czego nie. Pani, która sprzedawała bilety, wpadła na salę i powiedziała, że jeśli się nie uspokoimy to nas wyrzuci. Harry użył swojego uroku osobistego i onieśmielił ją paroma komplementami. W końcu odeszła dając nam spokój, a my ogarnęliśmy się i dalej oglądaliśmy film w spokoju.
Później pojechaliśmy do knajpki, zjedliśmy kolację i dużo rozmawialiśmy. Później Harry odwiózł mnie do domu. No to teraz jestem tutaj ...
- Dziękuję, za naprawdę miły wieczór. Mam nadzieję, że to powtórzymy.- Uśmiechnęłam się do nich ciepło.
- Na pewno o to się nie martw.- Moje słonko uśmiechnęło się do mnie. Wera wysiadła wraz ze mną z samochodu.- Odwiozę Lou do domu i przyjadę do ciebie.
- Dobrze, będę czekać.- Już miałam zamknąć drzwi od samochodu, kiedy coś mi się przypomniało.- Weź jeszcze ze sobą trzy bilety na wasz jutrzejszy koncert, tak? Albo wiesz weź cztery.-Uśmiechnęłam się i skierowałam wzrok na Werę i Louisa. Wiedział o co chodzi.
- Ok, no dobrze. To zaraz będę kochanie.- Pocałował mnie i odpalił ponownie silnik.
- A ze mną to już się nie pożegnasz?!- Tommo spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Przepraszam...- Jakimś cudem zdołałam go przytulić, przez szybę w drzwiach. Odkaszlnął znacząco spoglądając na Werę.
- No co?- Szturchnęłam ją.- Aaa... - Podeszła do Lou i pocałowała go w policzek.- Pa, Lou.
- Pa Nisia.- Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i odjechali.
- No to fajnie, że się pogodziliście.- Weszłyśmy do domu i skierowałyśmy się od razu do mojego pokoju po to, by Wera przebrała się w swoje ciuchy i wyszła z mojego mieszkania.
Po 10 minutach byłam już sama. Dostałam jeszcze sms'a od Stylesa, że będzie u mnie za pół godziny, bo musi załatwić sprawę z biletami.
No cóż postanowiłam, że zrobię mu małą niespodziankę, ale najpierw zadzwonię do mamy i dowiem się o której jutro przyjadą. Muszę jeszcze zdążyć wysprzątać cały dom.
Wybrałam numer.
Wybrałam numer.
Jeden sygnał.... Drugi... Trzeci...
- Tak słucham?- Usłyszałam jej głos po drugiej stronie.
- Cześć mamo.
- Witaj kochanie. Co się stało?
- Chciałam się dowiedzieć, o której jutro przyjedziecie no wiecie, żeby być przygotowaną.
- No więc samolot mamy o 10 rano, a obecnie jesteśmy w Paryżu, więc gdzieś tak o 12 albo 1. Nie wiem, jeszcze dokładnie, ale zadzwonię jeszcze do ciebie.
- No dobrze, będę czekać. I zabieram was na koncert.- Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Jaki koncert?
- One Direction...
- Od kiedy to stać cię na takie coś?
- A bo to jest prezent, dostałam je od ... przyjaciela.-Zająkałam się.
- No to dobry z niego przyjaciel. Muszę go poznać.
- O tak z pewnością go poznasz. A teraz kończę, bo mam parę spraw do załatwienia. Do zobaczenia mamo.
- Pa, pa kochanie.- Rozłączyłam się.
Nie było tak źle, myślałam, że będzie się dopytywać kto to jest i w ogóle. Szczerze mówiąc mile mnie to zaskoczyło, że tego nie zrobiła. Ok, teraz muszę się przebrać. Drugi raz tego dnia, zbyt często to robię. Zaśmiałam się i wparowałam do pokoju. Dopadłam szafę, w której był okropny bałagan. Tutaj też muszę posprzątać.
Zdecydowałam się na sukienkę i poszłam jeszcze poprawić fryzurę. Wyglądałam dość ładnie. Zeszłam na dół. W jeden z szafek wyszukałam kilka świeczek i poustawiałam na stoliku w salonie. Chciałam spędzić z Harry'm romantyczny wieczór, bo przez następny tydzień nie będę miała raczej takiej okazji. Chyba, że zabierze mnie do siebie, albo moi rodzice wyjdą z domu. Ale szczerze w to wątpię. Miałam tylko nadzieję, że to nie będzie wydarzenie przed burzą.
Po prostu postanowili cie odwiedzić, głos w mojej głowie podpowiadał mi, dodając otuchy.
Nie miej nadziei. To dopiero początek, podpowiadał drugi, ten gorszy, który jakimś trafem zawsze ma rację. Ale może tym razem się myli. Oby.
Spojrzałam na zegarek była 8.30. Zaraz przyjdzie Harry. Zapaliłam świeczki i usiadłam na kanapie oczekując jego przyjścia.
Nie musiałam długo czekać.
- Witaj kotku. -Pocałowałam go namiętnie i wprowadziłam do środka.
- Ślicznie wyglądasz kochanie.
- Naprawdę ci się podoba?- Spojrzałam na niego z uśmieszkiem na twarzy.
- Mhmm....- Zauważył nastrój panujący w salonie.- O jak pięknie. Ale wiesz szczerze oczekiwałem, że będzie mroczniej. Że zamkniesz mnie w jakimś ciemnym pomieszczeniu i niecnie wykorzystasz.- Wymruczał mi to do ucha.
- Oj, to się pomyliłeś. Nie jestem typem takiej dziewczyny. Jestem grzeczna, wrażliwa...- Zaczęłam wyliczać na palcach przysiadając na kanapie.
Uciszył mnie pocałunkiem.- No wiem, żartowałem tylko. Więc co masz w planie ze mną zrobić?-Uśmiechnął się łobuzersko.
- No wiesz...- Przejechałam palcem po jego policzku.- Posiedzimy sobie w tym romantycznym nastroju, będziemy się całować.- Przejechałam kciukiem po jego ustach.- Może zrobimy coś więcej,ale to tylko zależy o ciebie.- Odgarnęła loczek, który zawieruszył mu się i opadał niesfornie na twarz.
- Brzmi zachęcająco, ale może tak pominiemy parę rzeczy to i zaczniemy od ostatniej ...- Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować mnie po szyi. Przyssał się, robiąc kolejną, tak zwaną malinkę, do kolekcji.
- Och, Harry... - Pocałowałam go namiętnie i usiadłam na nim okrakiem. Odgarnęłam włosy na jedną stronę.
- Dwie sprawy...- Przerwałam pocałunek, a on jęknął z niezadowoleniem.- Nie przesadzaj, wytrzymasz chwilę. Po pierwsze dawaj bilety.- Wyciągnęłam swoja drobną dłoń i podstawiłam mu pod nos.- No dalej, bo jeszcze zgubisz.
- Proszę.- Wyciągnął je z kieszeni od spodni. Uśmiechnął się i zaczął mnie na nowo całować.
- Hola, hola... Jeszcze jedna sprawa.
- Co znowu?- Był już poirytowany, bo nie mógł dostać tego co chciał.
- Bo przyjeżdżając moi rodzice i chciałabym, żebyś ich poznał. Ale zrobimy to po mojemu, ok?- Przytaknął kiwnięciem głowy i przygryzł wargę. Boże, jaki on seksowny! - No więc, zaprowadzę ich na koncert, nie będą nic o tobie wiedzieć. Później tak jak mówiłeś weźmiemy ich na kolację...
- Ale macie jeszcze wejściówki za scenę.
- A czy ja o to prosiłam? Jeju, popsułeś moje plany.
- Przepraszam.- Zaśmiał się.
- No to w takim razie pogadacie z moimi rodzicami, ale nie będziecie nic o mnie wspominać. O tym, że mnie znacie. A ty nie za bardzo okazuj swoich uczuć do mnie, dobrze? - Znowu przytaknął.
- W takim razie będę też musiał o tym powiedzieć też chłopakom.
- Jesteś błyskotliwy, doprawdy Haroldzie.- Pocałowałam go.- Więc weźmiemy ich na kolację, będą przekonani, że jesteś moim przyjacielem.- Nie za bardzo mu się to spodobało, ale nie sprzeciwiał się.- Później jakoś delikatnie postaram się przekazać im informację, że jesteś moim chłopakiem. Bo wiesz moja mama jest co do tego strasznie uprzedzona.
- A dlaczego?- Posmutniałam nieco.
- Przy innej okazji ci opowiem, ok?- Uśmiechnął się do mnie i jak miałam nie odwzajemnić uśmiechu?
- No dobrze, nie chcesz to nie musisz mówić.
- Dziękuję, za zrozumienie.
- To wszystko?
- Tak, to chyba na tyle...
Zaśmiał się i dopadł mnie. Tak, dopadł mnie, dosłownie. Rzucił się na mnie, więc leżałam pod nim. Całował mnie namiętnie, jedną ręką jeżdżąc po mojej talii, a drugą wczepił w moje włosy. Zjechał niżej na moją nogę. Wzdrygnęłam się, a on zaśmiał się uroczo. Powoli zaczęłam odpinać jego koszulę. Tym razem szło mi o wiele lepiej niż ostatnio, nie potrzebowałam jego pomocy. On tak jak wtedy zręcznie zdjął mi sukienkę, nie naruszając jej stanu. Leżałam teraz w samej bieliźnie. Wziął mnie na ręce posadził na swoich kolanach, nie przerywając pocałunku. Uśmiechnął się i przestał. Przestał! Teraz kiedy ja mam ochotę?!
- Podroczę się trochę z tobą. Za bardzo się podnieciłaś kochanie.- Pokręcił głową. A on to co święty?
- Niedobre z ciebie dziecko Haroldzie.- Oburzyłam się.
- Wiem, wiem.- Pocałował mnie w szyję.
- I jak ja mam się na ciebie gniewać, skoro ty robisz takie rzeczy?- Zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Kocham cię, wiesz o tym.
- Tak, wiem i też cię kocham.
Siedzieliśmy tak dłuższy czas i rozmawialiśmy praktycznie o niczym ważnym. Bawiłam się jego loczkami, a on łaskotał mnie po plecach. Co jakiś czas "przypadkowo" zahaczał o moje zapięcie od stanika.
Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.
- Widzę, że posprzątałaś.- Uśmiechnął się.
- Ta...- Nie dokończyłam, bo rzucił mnie na łóżko, a później na mnie. Złączył nasze usta w kolejnym namiętnym i zachłannym pocałunku. I powtórka z rozrywki, bardzo fajnej i przyjemnej rozrywki.
Po dość długim czasie, ułożyłam się na jego torsie zmęczona. Nie miałam nawet siły, by się ubrać. A poleżę sobie dzisiaj swobodnie jak Ewa w raju. A co mi tam.
- Kocham cię.- Pocałowałam go i z powrotem ułożyłam się na nim wygodnie przykrywając pościelą
- Ja ciebie też kochanie.
Usnęłam praktycznie od razu.
Nie chciałam żeby kiedykolwiek przestał mnie kochać. Czułam się szczęśliwa, spełniona, że wreszcie ktoś mnie pokochał, bez żadnych przeszkód, by być razem. Ale jak na razie... Zobaczymy co będzie dalej. Nie chcę, żeby kiedykolwiek mnie zostawiał, już nigdy. Chcę, by był mój na zawsze, albo i jeszcze dłużej...
No i jest niespodzianka obiecana.
Miła, niemiła. Zapewne większość osób ominie ją nie zwracając na nią większej uwagi. Ale jest ona dla tych zainteresowanych.
Więc od teraz macie możliwość zadawania pytań bohaterom na moim Asku: http://ask.fm/Madzia0Rh
Każde pytanie do postaci oznaczajcie słowem MilKa ( wpisujcie tak, jak napisałam w oryginale ).
Na każde pytanie z pewnością odpowiem.
Nastepny rozdział będzie pewnie za tydzień, mam na myśli niedzielę. Pozdrawiam skarby :)
Miła, niemiła. Zapewne większość osób ominie ją nie zwracając na nią większej uwagi. Ale jest ona dla tych zainteresowanych.
Więc od teraz macie możliwość zadawania pytań bohaterom na moim Asku: http://ask.fm/Madzia0Rh
Każde pytanie do postaci oznaczajcie słowem MilKa ( wpisujcie tak, jak napisałam w oryginale ).
Na każde pytanie z pewnością odpowiem.
Nastepny rozdział będzie pewnie za tydzień, mam na myśli niedzielę. Pozdrawiam skarby :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)