niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 3


Obudził mnie hałas dochodzący z dołu. Ktoś z kimś rozmawiał. Ciekawe kto to był ... Wstałam z łóżka i niechętnie zaczęłam schodzić po schodach. Spojrzałam na zegarek, była już 9.00 rano. 9 ?! O Boże spóźnię się do pracy! Pobiegłam do kuchni, by powiedzieć Harry'emu, że muszę już iść. Wpadłam zdyszana do kuchni i zastałam go w towarzystwie Louisa.
- Co ty tu robisz ?- spytałam zdziwiona. Teraz do mnie dopiero dotarło, że jestem w koszulce Stylesa, która ledwo zakrywa moje pośladki. Poczerwieniałam na twarzy. Podeszłam do Harry'ego i stanęłam za nim, żeby nieco mnie zasłonił.
- Pomyślałem, że wpadnę i zobaczę co u was. Przy okazji poratowałem Hazzę i pomogłem mu zrobić dla ciebie śniadanie.- Puścił mi oczko.- A tak po za tym ślicznie wyglądasz!- Zaśmiał się dość dziwnie, nie była to radość, więc co z nim było?
-Dzięku...- Chciałam mu podziękować, no ale ktoś mi przeszkodził.
- Odczep się, ona jest moja ! - odparł Harry.
- A nieprawda, bo moja! -Zaczęli się kłócić.
- Ciekawe kto ci powiedział, że jest twoja!
- Ja sobie tak powiedziałam. Magda ?! Jesteś moja prawda ?- Spytał zasmucony Louis.
- No wiesz...- Zaczęłam się wykręcać, ale padł przede mną na kolana.
- Błagam cię! Nie olewaj mnie chociaż ty! Wera mnie zostawiła, wyszła w nocy, nie wiem dlaczego. Co ja robię nie tak?!- Łzy zaczęły spływać mu po policzkach.
- Shh... Lou, spokojnie- Przykucnęłam przy nim i przytuliłam go do siebie. Nie stawiał oporu, wręcz rzucił się na mnie. Na szczęście miałam za sobą szafkę i oparłam się plecami.
- Ale dlaczego odeszła ? - Spytał się mnie załamany i spojrzał mi w oczy.- El też mnie porzuciła, już nikt mnie nie kocha!- Rozryczał się na dobre, i jak miałam go teraz pocieszyć.
- Dobrze, będę twoja, słyszysz? Będę twoja!- spojrzałam błagalnie na Harry'ego, nie zerwałabym z nim przecież niespełna po jednym dniu chodzenia. Powiedziałam tak tylko, by uspokoić Lou.
- Naprawdę? Mogłabyś do dla mnie zrobić?- Patrzył się na mnie słodkimi oczkami.
- Tak... Harry, dałbyś nam parę godzin? Bo chciałabym z nim o czymś porozmawiać.
- No dobrze nie ma sprawy. Przyjdę po południu.- Podszedł do mnie i pocałował.- To pa kochanie.
- Pa, mój drogi. - Uśmiechnęłam się do niego.
- No ej co to ma być! Przecież ona jest moja!- Wydarł się Tommo.
- Spokojnie, nie denerwuj się stary- uspokoił go Styles i wyszedł.
Zaprowadziłam Louisa na kanapę do salonu, zajęło mi to trochę czasu, bo nie chciał mnie puścić, cały czas się do mnie przytulał. W końcu wydusił przez płacz parę słów.
- To... o czym ważnym ... chciałaś mi powiedzieć?- Pociągnął nosem.
- Po pierwsze, będę twoja ja tylko na dzisiejsze popołudnie, bo... No wiesz, jestem z Harry'm a to byłoby dość nie w porządku w stosunku do niego- Spojrzałam na niego czy zrozumiał co do niego mówię. Pokiwał głową.- Po drugie, nie przejmuj się tym, że Wera cię zostawiła. Ona już taka jest. Nigdy nie miała nikogo na stałe. Zazwyczaj jej "związki" trwały parę dni. Nie potrafiła się ustatkować. Jakby to powiedzieć... Wykorzystywała chłopaków na noc i nic poza tym... Miałam zamiar ci to powiedzieć, ale nie chciałam psuć ci humoru. Nie wiedziałam, że będzie zdolna do tego, żeby zrobić to z tobą.
- Hola, hola. Niczego z nią nie zrobiłem. Gadaliśmy do późnego wieczora, dużo się śmialiśmy i w ogóle. Na początku wydawała się skromna, spokojna i taka naturalna. Ale okazało się, że jest taka jak wszystkie inne. Sztuczna, liczą się tylko zakupy, makijaż, chłopacy i seks. No właśnie nie przespałem się z nią! Nie myśl o mnie w zły sposób. Spałem z nią tylko po prostu, Normalnie w ubraniach dla ścisłości.- Podkreślił dla przekonania.- I dziękuję, że powiedziałaś mi dopiero teraz!
- Myślałam, że się zmieniła. Od miesiąca nie zrobiła takiego numeru. Więc nie przyszło mi do głowy, że mogłaby tak z tobą zrobić! Jak ją spotkam, to nie zostawię na niej suchej nitki. Już ja sobie z nią porozmawiam!
- Nie... Nie będziesz jej nic o tym wspominać, rozumiesz ? Może tak właśnie miało być ? Nasze drogi rozeszły się tak szybko jak się złączyły. Szczerze to teraz się ciesze, że zniknęła. Uciekła zanim doszło by między nami do czegokolwiek.- Spojrzał na mnie, już nie ze smutkiem, tylko z ulgą. Uśmiechnął się do mnie i ucałował w policzek.- Dziękuję, że jesteś. Nikt inny nie porozmawiałby ze mną, ja nikomu innemu nie zmierzyłbym się z tego co czuję.Poznałem cię kilka dni temu, a już pragnę się z tobą zaprzyjaźnić.- Puścił mi oczko.- Daj mi marchewkę! Chcę marchewkę!- Wydarł się na cały dom, a ja podskoczyłam przerażona.
- Matko boska! Już ci przyniosę, tylko nie krzycz, bo się zamknę w sobie! - Zaśmiałam się i pobiegłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam trzy marchewki. Zamykając spojrzałam na zegarek. była 10.30. Miałam iść do pracy! Pobiegłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Wręczając Lou marchewki.
- Szef mnie wyrzuci! Jak ja teraz utrzymam dom? - załamałam się.
- Nie denerwuj się idź się ubrać, bo tak raczej nie pójdziesz. - Pokazał na mnie palcem.
- Faktycznie!- Pobiegłam na górę i krzyczałam jeszcze do Lou.- Zawieziesz mnie! Nie będzie to dla cienie żaden problem?!
- Nie no coś ty, pewnie, że cię podwiozę- Usłyszałam tylko.
Wparowałam na górę do pokoju Harry'ego i ubrałam się w te ciuchy, które miałam wczoraj.
Po 20 minutach...
- Poczekaj jeszcze tu chwilę za mną dobrze?! W razie jakbym jednak została wywalona.- Pobiegłam do kafejki, a Louis posłusznie czekał. Zastałam Alice.
- Hej! Szef jest zły, że mnie nie ma? A co ty tu robisz ? - Spytałam ją.
- Jakiś chłopak Harry chyba miała na imię, mniejsza z tym. Zadzwonił do mnie, żebym cię zastąpiła, bo nie możesz dzisiaj przyjść, czy coś.
- Czemu on mi nic nie powiedziała?!- Spytałam sama siebie.
- Dobra jak już jestem, to będę pracować do końca. A ty idź, żeby szef cię nie zauważył, nie pisnę ani słowa, że cię nie było w pracy. Bo jeszcze dzisiaj go nie widziałam, więc przyjedzie wieczorem.
- Dziękuję ci ,jesteś kochana. - Pocałowałam ją w policzek i wyszłam z kafejki. Lou stał przed samochodem, wokół którego stało pełno dziewczyn. Zapomniałam... To Louis Tomlinson. Członek One Direction. Jaka ja głupia! Kazałam mu tu zostać. Naraziłam go na wścibskich paparazzi i fanki. Pewnie jest teraz na mnie zły. Przecisnęłam się z trudem przez tłum i stanęłam obok niego trącając go w łokieć.
- Lou!- Wydarłam się, żeby mnie usłyszał. Jednak nie usłyszał.- Louis!- On tylko odkrzyknął do mnie.
- Poczekaj chwileczkę kochanie, zaraz dostaniesz autograf.- Dość grzecznie odpowiedział, jednak na mnie nie patrzył.
-Ta no jasne, bo ja niby chce twój autograf. - Powiedziałam sama do siebie. Wpadłam na pomysł, żeby narobić mu trochę siary przed mediami.- Och, Louis! Oczywiście, że możesz podpisać się na moim tyłku! Jak mogłabym odmówić, kochanie!- Wydarłam się najgłośniej jak mogła. Wszyscy zamilkli i spojrzeli na mnie. Dopiero wtedy Louis zareagował i odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie i zrobił minę typu WTF?! Zaczęliśmy się śmiać, przytulił mnie i pocałowała w policzek.
- Masz zamiar ciągle robić mi takie numery? - Pokręcił głową na prawo i na lewo.
 Jedna z fanek spytała Lou.
- To twoja dziewczyna?- Brunetka patrzyła to na mnie to na niego. Była zdziwiona.
- Tak!- Odkrzyknął Louis.- To moja dziewczyna. Poznajcie Magdę. Kocham ją nad życie!- Pocałował mnie w czoło i wyszeptał mi na ucho.- Oczywiście tylko dzisiaj...- Postał mi jeden z tych swoich uroczych uśmiechów.
Od razu rzucili się na nas paparazzi i zaczęli pstrykać zdjęcia i zadawać głupie pytania typu: "Jak długo jesteście już razem?"., " Lou co z Eleanor? Zostawiłeś ją dla niej?!". Popatrzyliśmy na siebie ze zdziwieniem i dezorientacją. Zapomnieliśmy, że byli też ludzie z prasy i telewizji oprócz fanek. Chciałam zapaść się pod ziemię. Co teraz będzie? Co z Harry'm?! Jestem najgorsza istotą na ziemi! Nienawidzę się! Byłam załamana. Louis złapał mnie za rękę, zaprowadził mnie do samochodu i odjechaliśmy.
- Magda, nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze...- Próbował mnie pocieszyć, ale na marne, wyciągnął telefon i wykręcił do kogoś numer.
- Właśnie, że nie będzie dobrze- Powiedziałam to tak cicho, że chyba mnie nie usłyszał.
- Harry! Przyjedź jak najszybciej do mojego domu i to zaraz! -Louis rozmawiał z Harry'm.
- Ale co się stało?!
- Nie pytaj teraz tylko przyjeżdżaj i to prędko!
- No dobrze, zaraz będę.- I rozłączyli się.
- Lou co teraz będzie ? - Spytałam go zdziwiona.- Co oni sobie teraz o mnie pomyślą?- Byłam na skraju załamania nerwowego.
- Nie wiem... Do jasnej cholery nie wiem! To moja wina! Co mnie podkusiło, żeby to powiedzieć! Harry mnie chyba zabije. Nie wybaczę sobie tego. - Było po nim widać, że też to przeżywa.
Podjechaliśmy pod dom i szybko wbiegliśmy do jego domu. Styles czekał już przy drzwiach.
- Co się stało?! - Spytał zdenerwowany.
- Jestem idiotą, skończonym idiotą!- Tommo rzucił się na kanapę w salonie.- Powiedziałem przy mediach, że Magda jest moją dziewczyną i ją kocham! Co mnie podkusiło... Nie wiem co mamy teraz z tym zrobić.
Ja usiadłam i skuliłam się na fotelu, żeby nie zwracali na mnie najmniejszej  uwagi. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Nie potrafiłam obronić Lou i powiedzieć, że to tak naprawdę moja wina. Jakby ktoś odciął mi język. A może własnie tak było?
- Dlaczego tak powiedziałeś?!- Huknął na niego Harry.- Jak mogłeś! Wiesz, że ona jest moja.
- To był żart! Nie chciałem tego, ale akurat musieli być przy tym paparazzi i robili nam zdjęcia, Zadawali głupie pytania.
- To nie jego wina!- Wydarłam się, na co oni podskoczyli z wrażenia. Jakimś cudem udało mi się przemówić.- Ja to zaczęłam! Nie reagował na mnie jak do niego mówiłam to wypaliłam z tekstem, że "oczywiście może podpisać się na moim tyłku". Nie wiem dlaczego na to wpadłam! Zaczęliśmy się śmiać i Lou... Lou mnie przytulił i pocałował w policzek. Fanka spytała czy ja jestem jego dziewczyną, na co on odpowiedział ... Z resztą już ci to mówił.
Harry chciał uderzyć Lou, ale ja podbiegłam do niego i chwyciłam go za rękę.
- To nie jego wina! Jak już do mnie uderz! No dalej śmiało.- Powiedziałam przez łzy, spojrzał na mnie i mnie przytulił.
- To nic takiego. Jakoś się to odkręci. Lou kochanie, jeśli ktoś cię o nią zapyta powiesz, że to nie było na serio. Ja natomiast, zacznę się pokazywać z tobą publicznie. Jesteś w końcu moją dziewczyną.
- Ale czy to na pewno się uda ? - Spytałam załamana.
- Powinno ...- Harry usiadł, ja spojrzałam na Louis. Był przerażony, podeszłam do niego i go przytuliłam.
- Nie zamartwiaj się tak. Ten plan na pewno się powiedzie. Nie jesteś idiotą.- Pocałowałam go w policzek na pocieszenie. Oczywiście Harry spojrzał na mnie wilkiem. Zignorowałam to.- Mam pomysł!  Zaczniemy od dzisiaj! Idziemy na imprezkę! - Wykrzyknęłam z radością. Chłopacy też się uśmiechnęli. Najwidoczniej też im się to spodobało.
Wieczór...
Pozostała mi jeszcze godzina czasu zanim pójdziemy do klubu, więc postanowiłam trochę posprzątać w domu, bo ostatnio go zaniedbałam. Mój pokój wyglądał okropnie, wszędzie walały się ubrania i wiele innych rzeczy. Kiedy go już ogarnęłam wyciągnęłam z szafy sukienkę, "małą czarną" i wzięłam jeszcze szpilki. Pobiegłam na dół i położyłam ją na kanapie w salonie. Teraz pora w nim, i oczywiście w kuchni, posprzątać i tak zleciało mi pół godziny.
Chciałam iść wziąć prysznic, ale zadzwonił dzwonek  i podeszłam do drzwi. Okazało się, że to Lou.
- Witaj Madziu.- Pocałował mnie w czoło.- Przepraszam, że tak wcześnie, ale chciałem cię zabrać trochę wcześniej, bo wszyscy spotkamy się u Liama. A Harry już coś wypił u przyjaciół po południu.
- Nie no dobrze, nic się nie stało tylko muszę jeszcze wziąć prysznic i się ubrać poczekasz parę minutek?
- No pewnie, że poczekam, za tobą zawsze.- Uśmiechnął się i wszedł do środka.
Pobiegłam na górę do łazienki. Szybko się umyłam i wysuszyłam włosy. Ubrałam bieliznę i... No właśnie, i...?! Zostawiłam sukienkę w salonie, gdzie był Lou! Matko boska muszę tam jakoś po nią iść. Założyłam na siebie ręcznik. I zeszłam na dół. Lou na mnie spojrzał.
- Idę po sukienkę, bo ją tu zostawiłam- Wytłumaczyłam się i spuściłam wzrok. Niestety, nie obyło się bez małej wpadki. Zahaczyłam się ręcznikiem o kant stołu ten ze mnie spadł, a ja z wrażenia się potknęłam i wpadałam na Louisa. Zamurowało mnie, patrzyłam prosto w oczy Lou i nie wiedziałam co zrobić.
- Wiesz ślicznie wyglądasz.- Uśmiechnął się do mnie.
- Oj dziękuję.- Odzyskałam zdolność ruszania ciałem i chciałam z niego zejść. Jednak Tommo miał inne plany, złapała mnie za ręce i przytrzymał mnie, żebym mu nie uciekła. Przybliżył swoją twarz do mojej i pocałował mnie. Na początku się opierałam, ale później spodobało mi się to. Całowaliśmy się tak z dobre 5 minut. Znaleźliśmy się w dość krępującej pozycji. Dopiero teraz mnie puścił, wstałam i wzięłam sukienkę. Od razu się w nią ubrałam i założyłam buty. Louis wstał i już wychodził z domu.
- Lou!- krzyknęłam za nim.
- O co chodzi?- Spytał słodko i odwrócił się w moją stronę.
- To co tu ... zaszło, ma pozostać między nami, dobrze ? - Spojrzałam na niego błagalnie.
- Nikomu nie powiem. - Uśmiechnął się szeroko, podszedł do mnie i znów mnie pocałował. Chciał przedłużyć pocałunek, ale się odsunęłam.- Przyrzekam to był nasz ostatni pocałunek.- Lou mówił prawdę, było widać to w jego oczach.
- No dobra to czas na imprezkę !- Uradowana pobiegłam do samochodu. Podjechaliśmy pod dom Liama, reszta już za nami czekała.
- Lekkie spóźnienie, co wy tam robiliście?- Niall poruszał brwiami w znaczący sposób. Spojrzałam na Lou on na mnie.
- Nic...- Odpowiedzieliśmy równocześnie, wszyscy zaczęli się śmiać, a ja poczerwieniałam na twarzy.
- Oj kochanie ślicznie się rumienisz.- Harry podszedł do mnie i pocałował mnie namiętnie. Kątem oka dostrzegłam, że Louis się na nas patrzy z tęgą miną.
- Poczekaj do nocy.- Powiedziałam do Harry'ego.
- Już się nie mogę doczekać!- klepnął mnie w tyłek.
- Ty zboczuchu! - Zaśmiałam się i zorientowałam, że wszyscy się nam przyglądają. - No co ?!- spytałam zdziwiona.
- Nic, nic.- Odpowiedział Zayn i uśmiechnął się łobuzersko.
- Gdzie macie swoje dziewczyny ?- spojrzałam na niego i Liama.
- Myśleliśmy, że to męski wieczór, ale Harry nas przed chwilą- podkreślił te słowa.- Powiedział nam, że ty będziesz, więc no cóż trudno wytrzymamy bez nich. - Uśmiechnął się.
- Czyli, że będę sama z wami ? - Zapytałam zdziwiona.
- Oj tak, tak, bój się kochana.- Niall potarł ręce.
- Wara od niej ona jest moja! - Wtrącił się Harry.
- Znowu chcesz się kłócić, tak jak dzisiaj rano z Lou ? No błagam.- Zaśmiałam się.- To dalej jedziemy czy nie?
Wszyscy rzucili się do samochodu, oczywiście chłopaki zajęli wszystkie miejsca w samochodzie Tommo. Tak, więc nie miałam miejsca.
- A ja to co pies ?!- spytałam sarkastycznie.
- Tak, dla ciebie jest bagażnik. - Zażartował Zayn.
- Chodź do mnie na kolana. - Harry pociągnął mnie za rękę i usiadłam mu na kolanach. Ruszyliśmy do klubu.
Przez całą drogę Harry miział mnie po szyi i w pewnym momencie zaczęliśmy się całować. Na co wszyscy zareagowali "Dajcie spokój ludzie! Nie przy nas". Śmiałam się jak głupia. Ale to nie była jedyna osoba, która postanowiła mnie "dotykać". Niall, obok którego siedzieliśmy, kreślił palcem kółka na moich plecach, nikt tego nie widział. Raz na niego spojrzałam i uśmiechnął się do mnie słodko. Ma szczęście, że Harold tego nie zauważył.
Dwie godziny później...
Liam, Zayn, Niall i Harry bawili się w najlepsze. Ja z Louisem siedzieliśmy razem na jakiejś kanapie z stolikiem  i dużo rozmawialiśmy oraz oczywiście śmiechu było nie mało. Styles zagadywał to jakiś lasek i z nimi tańczył, nie przeszkadzało mi to. Nic takiego przecież z nimi nie robił, więc po co się denerwować? Z reszta miałam Louis i jak mu już powiedziałam, dzisiaj byłam "jego", więc obiecanego słowa trzeba dotrzymać. W pewnym momencie pojawili się paparazzi, ktoś z obecnych musiał ich powiadomić, że są tu One Direction i "dziewczyna" Lou. Harry od razu gdy ich zauważył, pobiegł po mnie wziął mnie do tańca, przytulał się do mnie. Gdy fotoreporterzy nas zauważyli i podeszli robiąc zdjęcia. Harry zaczął mnie namiętnie całować. Zestresowałam się, on jednak wyszeptał mi do ucha.
- Nie martw się, pomyśl, że ich tu nie ma. Przyzwyczaisz się i powrócił do całowania.
I tak minęła prawie cała nasza impreza. Jutro cały świat miał się dowiedzieć, że "lasa" Lou zdradza go całując się z Harry w klubie, w którym sam nawet był. Miałam nadzieję, że wszyscy się skapnął, że mój związek z Louisem to ściema i było to dla żartu. Oby tak było ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz