poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 9

I mamy rozdział 9! Pod ostatnim rozdziałem było parę ciepłych słów, które podniosły mnie nieco na duchu. Dając mi tym do rozumienia, że jednak jest ktoś kto to czyta. Jestem wam wdzięczna za każdy komentarz. Kocham was wszystkich! ♥
Na dole, pod rozdziałem będzie mała niespodzianka...
Z poważaniem @Madzia0Rh. :*

                -Pa kochanie. Przyjadę po ciebie na godzinę.- Harry pocałował mnie jeszcze na pożegnanie. Objęłam go wokół szyi. 
- Nie idź jeszcze, proszę.- Spojrzałam na niego z miną słodkiego szczeniaczka. Uśmiechnął się i pocałowałam go namiętnie. 
Weszliśmy do domu i jakimś cudem wylądowałam na kanapie w salonie. Zaśmiałam się. 
- Widzę, że nie potrafisz mi odmówić.- Przygryzłam warg, mam nadzieję, że wyglądało to dość seksownie. Przejechałam palcem po jego szyi. 
- Widocznie masz rację.- Nachylił się nade mną i pocałował w szyję. Włożył mi rękę pod bluzkę, mimowolnie zadrżałam od jego dotyku. 
- Harry...- Wplątałam rękę w jego włosy i przycisnęłam jego usta do moich. 
- Dobrze, koniec skarbie. Przyjadę po ciebie za godzinę tak jak mówiłem. Do tego czasu masz się wyszykować i czekać na mnie, ok ? - Spojrzał mi w oczy. Sapnęłam. 
- No ugh... Niech ci będzie.- Usiadłam na kanapie, poprawiłam bluzkę i rozpuściłam włosy.- Następnym razem mi ulegniesz kochanie. 
- Nie wątpię. Już teraz miałem z tym problem.- Objął mnie ręką w talii. 
- O nie, nie. Teraz ja odmawiam.- Wstałam i pocałowałam go.- To widzimy się o 5.- Puściłam mu oczko i poszłam na górę. 
- Do zobaczenia!- Krzyknął jeszcze za mną i usłyszałam jak wychodzi, zamykając drzwi. 
Otworzyłam drzwi od mojego pokoju, podśpiewując coś pod nosem. Byłam w strasznie dobrym humorze. Za każdym razem, gdy z nim przebywałam nie martwiłam się niczym, nie byłam smutna, ani zła. Za to czułam się swobodnie. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że daje mi od pełnię szczęścia jak tamten.Tamten... Od razu przypomniała mi się moja miłość sprzed trzech lat. Nie, nie, nie... Nie! Nie chcę teraz o tym myśleć, nie kiedy jestem szczęśliwa. No, ale od przeszłości nie ma ucieczki. Prędzej czy później i tak będę musiała o tym znowu pomyśleć, wspomnienia powrócą. Te piękne wspomnienia, jak i nawet te złe. Chociaż tych drugich było o wiele mniej. Nosz cholera! Myślę o tym. Magda uspokój się... Wdech,... wydech,... wdech,... wydech.... Pamiętaj nigdy odwrotnie. No cóż nie będę się sprzeciwiać, pomyślę o tym chwilę, o nim, o naszej nieszczęśliwej miłości, bo przecież szczerze to warto. 
Podeszłam do lustra, spojrzałam na siebie. Zmieniłaś się, tak i to bardzo.  Przez te trzy lata wiele się zmieniło. Nie postrzegam już mężczyzn, ani wszystkiego innego w taki sam sposób jak wtedy. Kiedy go poznałam. Bałam się, tak bałam się. Obawiałam się wszystkiego. Czy to ten jedyny? Czy to przetrwa? Czy to miłość już na zawsze? Mogę teraz odpowiedzieć, że nie... Lecz nie była to moja wina, ani nawet jego... Tak zdecydowanie nie Davida. Tak właśnie miał na imię. Położyłam dłoń na szyi. Ponownie na siebie spojrzałam. Teraz nie byłam już taka uradowana. Byłam zmartwiona, smutna. Na wspomnienie jego imienia. Pojedyncza łza spłynęłam po moim policzku. Wina leżała po stronie moich rodziców. Nie mogłam im tego wybaczyć. Byli zbyt nadopiekuńczy, nie pozwalali mi na spotykanie z nim, a co już mówić o innych rzeczach. Krzyczeli na mnie, robili mi awantury. Twierdzili, że jestem za młoda na to by  mieć chłopaka. Moja mama wypominała mi cały czas, że ona pierwszy raz pocałowała się w wieku 19 lat. To jakieś chore... Na dodatek, nie chciała żebym za dziewięć miesięcy przyszła do niej z wieścią, że zostaje babcią. Byłam na nią zła, wściekła i nawet teraz jestem. Kolejna łza... I następna... Otarłam je i odwróciłam się tyłem do lustra. Spojrzałam na zegarek, już 4. Och... Już koniec tych zawodów. Uspokoiłam się. 
- O matko boska!- Teraz dopiero zauważyłam jaki bałagan panował w moim pokoju. A faktycznie zapomniałam posprzątać po naszej... Dobra, dobra idź się ogarnij, później posprzątasz. Wbiegłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Gdy już starannie się umyłam i wytarłam się ręcznikiem, wzięłam się za suszenie włosów. Zmarnowałam 10 minut, to teraz trzeba się pospieszyć. Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie i podeszłam do szafy poszukać czegoś odpowiedniego na wypad z Harry'm mi Louisem na miasto. Zdecydowałam się na swobodny zestaw, postanowiłam trochę zaszpanować bluzką. Dzisiaj było wyjątkowo strasznie gorąco, więc nie musiałam się martwić jakimś ciepłym ubraniem. Z resztą w samochodzie Harry'ego jest moja bluza, którą jakiś czas temu tam zostawiłam. Uczesałam się jeszcze w luźnego koczka i umalowałam jedynie rzęsy, jak to zawsze miałam w zwyczaju. Kolejny raz spojrzałam na zegarek, była godzina 4.30, więc jeszcze pół godziny. Zdążę tu jeszcze ogarnąć. Pozbierałam moje ubrania, zaścieliłam łóżko i wyczyściłam jeszcze trochę łazienkę. Gdy upewniłam się, że wszystko w porządku, wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Usłyszałam dzwonek do drzwi. To już ta godzina? Nie wydaje mi się, ale cóż. Podeszłam do drzwi. To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie. 
- Witaj słonko. Co ty tu robisz?- Ucałowałam Weronikę w policzek i spojrzałam na nią z dezorientacją. 
- Um... Hej.- Płakała. Tylko dlaczego?- Pokłóciłam się z mamą. Mogę wejść? 
- No pewnie.- Wpuściłam ją do środka.- Idź do salonu, zrobię nam herbaty i powiesz mi co się stało.
- Dziękuję ci za wszystko.
- Nie ma za co!- Przyszykowałam herbatę. Już po chwili byłam w pokoju. 
- No więc o co się pokłóciłyście?- Podałam jej kubek. 
- Bo wczoraj poszłam na imprezę, upiłam się i w ogóle. Z resztą jak zawsze. Na dodatek wróciłam o 4 nad ranem. Pech chciał, że ona nie spała. Zaczęła na mnie krzyczeć. Wyzywać od nieudaczników, idiotek i tak kończąc na dziwkach. Więc wiesz nie była to dość przyjemna rozmowa. I jeszcze uziemiła mnie na miesiąc. Postanowiłam, że ucieknę na parę godzin do ciebie. Nie przeszkadzam ci prawda?- Spojrzała na mnie smutno. 
- Nie no coś ty.- Przytuliłam ją i ucałowałam w czoło.- Nie martw się mamą za parę dni jej przejdzie i będzie tak jak zawsze. Może powinnaś ograniczyć się w imprezowaniu?
- Niby masz rację, ale potrzebowałam tego. To była moja pierwsza impreza od... od czasu, gdy wpadłyśmy tamtego wieczoru na chłopaków. 
- Jeju, zapomniałam!- Wstałam szybko z kanapy i spojrzałam na zegarek. Było już 5.- Wiesz nie będzie ci to przeszkadzało, jeśli wyskoczymy na miasto... 
- Oczywiście, że nie! 
- Ale ze mną, Harry'm i Lou.- Spojrzałam na nią z zmartwioną miną. 
- To... to... Dobrze. Nie przeszkadza mi to.  Może Louis zmieni zdanie na mój temat i na nowo mnie polubi. Bardzo mi na tym zależy. Bardzo go lubię.- Spuściła głowę. 
-Wiem, wiem kochanie. Już ja się o to postaram, żeby był miły. 
- Dziękuję ci skarbie.- Przytuliłam mnie.- A mogłabyś mi pożyczyć jakieś ciuchy, bo raczej w tym to nie pokażę się na mieście.- Miała na sobie dresy i luźną bluzkę. 
- Jasne chodź!- Zaciągnęłam ja na górę do pokoju. Na szczęście posprzątałam...

Dzwonek do drzwi. 
- Wera, idę otworzyć!- Krzyknęłam do niej tak, by usłyszała mnie w łazience. Zbiegłam na dół po schodach i zdyszana otworzyłam drzwi. Wiedziałam kogo się spodziewać, więc uśmiechnęłam się do nich. 
- Hej, kotku.- Podszedł do mnie i ucałował.- Poczekajcie trochę jeszcze ok?
- No dobrze.- Wszedł do środka. 
- Hej Lou!- Rzuciłam mu się na szyję i mocno uściskałam. 
- Witaj Loczku. Miło się widzieć, znowu.- Zaśmiał się i wyplątałam się z jego objęć. 
Chwilę potem ze schodów zeszła Wera, była ubrana podobnie do mnie. Sama kazałem się jej to założyć, bo wyglądała w tym cudnie. Spojrzała na mnie zaniepokojona. Kiwnęłam głowa, więc przeniosła wzrok na Louisa. 
- Witaj Louis.- Powiedziała to dość cicho, ale tak by usłyszał. 
Na początku patrzył na nią i nie wiedział co zrobić. Ostatecznie uśmiechnął się szeroko. Podbiegł do niej i przytulił ją mocno. Zaskoczyło ją to. 
- Co ty taka sztywna?- Zdziwił się Boo, a ja zaśmiałam się. 
Podeszłam do Hary'ego, złapałam za rękę i pociągnęłam go do drzwi. 
- Dalej idziemy.- Uśmiechnęłam się i wyszłam przed dom. 
- Idziesz?- Louis spytał Wery, ona uśmiechnęła się i złapała go pod rękę. 
- No oczywiście.- Uf... Czyli nie przestał jej lubić, to dobrze. Szli w naszą stronę.  Lou zdążył jeszcze powiedzieć: 
- Dzięki tobie nie będę musiał na nich patrzeć jak się miziają.- Źle dla niego, że usłyszałam go. 
- Ej!- Uderzyłam go w rękę.
- No co taka prawda...- Puścił mi oczko.- A tak w ogóle fajna bluzka.
- Wiem. Też ją kocham, zresztą tak jak was.- Pocałowałam czule Harry'ego i poszliśmy do samochodu. 
- Zabieramy was do kina, a później do knajpki na kolację.- Harry jak zawsze otworzył mi drzwi wpuszczając do wnętrza auta. Zauważyłam, że Louis postąpił podobnie. 
Gdy Hazza odpalił silnik, odwróciłam się do tyłu, by móc porozmawiać z naszymi dwoma "gołąbeczkami". 
- No więc....- Zatoczyłam kółko w powietrzu. 
- Co ?- Wera dziwnie się na mnie spojrzała. 
- Cii! Nie rozmawiam z tobą tylko z Boo.- Spojrzałam na Lou.- Więc co nadal ja lubisz, prawda?- Poruszyłam znacząco brwiami. 
- No ten...-Speszył się trochę.- Tak, lubię ją.- Uśmiechnął się i rzucił się na Weronikę całując w policzek. 
- Matko boska! Nie strasz mnie idioto.- Szturchnęła go palcem w brzuch, jęknął. 
- Jesteście niemożliwi!- Zaśmiałam się i odwróciłam do przodu. Harry też się śmiał. Pocałowałam go w policzek. 
Godzina 8... 
Podjechaliśmy pod mój dom. To był bardzo wyczerpujący wieczór. 
Może opowiem wam go w skrócie. 
Byliśmy w kinie na jakiejś komedii. Chłopacy oczywiście musieli nakupić zapasy popcornu. Louis z Werą siedzieli za nami, więc Tommo cały czas się we mnie zaczynał. Jak nie rzucał we mnie jedzeniem, to albo kopał albo pukał w moje siedzenie. Było to troszkę irytujące, ale to cały Tomlinson! W połowie filmu wszyscy razem zaczęliśmy głośno dyskutować na temat tego co lubimy a czego nie. Pani, która sprzedawała bilety, wpadła na salę i powiedziała, że jeśli się nie uspokoimy to nas wyrzuci. Harry użył swojego uroku osobistego i onieśmielił ją paroma komplementami. W końcu odeszła dając nam spokój, a my ogarnęliśmy się i dalej oglądaliśmy film w spokoju. 
Później pojechaliśmy do knajpki, zjedliśmy kolację i dużo rozmawialiśmy. Później Harry odwiózł mnie do domu. No to teraz jestem tutaj ... 
- Dziękuję, za naprawdę miły wieczór. Mam nadzieję, że to powtórzymy.- Uśmiechnęłam się do nich ciepło. 
- Na pewno o to się nie martw.- Moje słonko uśmiechnęło się do mnie. Wera wysiadła wraz ze mną z samochodu.- Odwiozę Lou do domu i przyjadę do ciebie. 
- Dobrze, będę czekać.- Już miałam zamknąć drzwi od samochodu, kiedy coś mi się przypomniało.- Weź jeszcze ze sobą trzy bilety na wasz jutrzejszy koncert, tak? Albo wiesz weź cztery.-Uśmiechnęłam się i skierowałam wzrok na Werę i Louisa. Wiedział o co chodzi. 
- Ok, no dobrze. To zaraz będę kochanie.- Pocałował mnie i odpalił ponownie silnik. 
- A ze mną to już się nie pożegnasz?!- Tommo spojrzał na mnie z wyrzutem. 
- Przepraszam...- Jakimś cudem zdołałam go przytulić, przez szybę w drzwiach. Odkaszlnął znacząco spoglądając na Werę. 
- No co?- Szturchnęłam ją.- Aaa... - Podeszła do Lou i pocałowała go w policzek.- Pa, Lou. 
- Pa Nisia.- Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i odjechali. 
- No to fajnie, że się pogodziliście.- Weszłyśmy do domu i skierowałyśmy się od razu do mojego pokoju po to, by Wera przebrała się w swoje ciuchy i wyszła z mojego mieszkania. 
Po 10 minutach byłam już sama. Dostałam jeszcze sms'a od Stylesa, że będzie u mnie za pół godziny, bo musi załatwić sprawę z biletami. 
No cóż postanowiłam, że zrobię mu małą niespodziankę, ale najpierw zadzwonię do mamy i dowiem się o której jutro przyjadą. Muszę jeszcze zdążyć wysprzątać cały dom.
Wybrałam numer. 
Jeden sygnał.... Drugi... Trzeci...
- Tak słucham?- Usłyszałam jej głos po drugiej stronie. 
- Cześć mamo.
- Witaj kochanie. Co się stało?
- Chciałam się dowiedzieć, o której jutro przyjedziecie no wiecie, żeby być przygotowaną. 
- No więc samolot mamy o 10 rano, a obecnie jesteśmy w Paryżu, więc gdzieś tak o 12 albo 1. Nie wiem, jeszcze dokładnie, ale zadzwonię jeszcze do ciebie. 
- No dobrze, będę czekać. I zabieram was na koncert.- Uśmiechnęłam się sama do siebie. 
- Jaki koncert? 
- One Direction... 
- Od kiedy to stać cię na takie coś? 
- A bo to jest prezent, dostałam je od ... przyjaciela.-Zająkałam się. 
- No to dobry z niego przyjaciel. Muszę go poznać. 
- O tak z pewnością go poznasz. A teraz kończę, bo mam parę spraw do załatwienia. Do zobaczenia mamo.
- Pa, pa kochanie.- Rozłączyłam się.
Nie było tak źle, myślałam, że będzie się dopytywać kto to jest i w ogóle. Szczerze mówiąc mile mnie to zaskoczyło, że tego nie zrobiła. Ok, teraz muszę się przebrać. Drugi raz tego dnia, zbyt często to robię. Zaśmiałam się i wparowałam do pokoju. Dopadłam szafę, w której był okropny bałagan. Tutaj też muszę posprzątać. 
Zdecydowałam się na sukienkę i poszłam jeszcze poprawić fryzurę. Wyglądałam dość ładnie. Zeszłam na dół. W jeden z szafek wyszukałam kilka świeczek i poustawiałam na stoliku w salonie. Chciałam spędzić z Harry'm romantyczny wieczór, bo przez następny tydzień nie będę miała raczej takiej okazji. Chyba, że zabierze mnie do siebie, albo moi rodzice wyjdą z domu. Ale szczerze w to wątpię. Miałam tylko nadzieję, że to nie będzie wydarzenie przed burzą. 
Po prostu postanowili cie odwiedzić, głos w mojej głowie podpowiadał mi, dodając otuchy. 
Nie miej nadziei. To dopiero początek, podpowiadał drugi, ten gorszy, który jakimś trafem zawsze ma rację. Ale może tym  razem się myli. Oby. 
Spojrzałam na zegarek była 8.30. Zaraz przyjdzie Harry. Zapaliłam świeczki i usiadłam na kanapie oczekując jego przyjścia. 
Nie musiałam długo czekać. 
- Witaj kotku. -Pocałowałam go namiętnie i wprowadziłam do środka. 
- Ślicznie wyglądasz kochanie. 
- Naprawdę ci się podoba?- Spojrzałam na niego z uśmieszkiem na twarzy. 
- Mhmm....- Zauważył nastrój panujący w salonie.- O jak pięknie. Ale wiesz szczerze oczekiwałem, że będzie mroczniej. Że zamkniesz mnie w jakimś ciemnym pomieszczeniu i niecnie wykorzystasz.- Wymruczał mi to do ucha. 
- Oj, to się pomyliłeś. Nie jestem typem takiej dziewczyny. Jestem grzeczna, wrażliwa...- Zaczęłam wyliczać na palcach przysiadając na kanapie. 
Uciszył mnie pocałunkiem.- No wiem, żartowałem tylko. Więc co masz w planie ze mną zrobić?-Uśmiechnął się łobuzersko. 
- No wiesz...- Przejechałam palcem po jego policzku.- Posiedzimy sobie w tym romantycznym nastroju, będziemy się całować.- Przejechałam kciukiem po jego ustach.- Może zrobimy coś więcej,ale to tylko zależy o ciebie.- Odgarnęła loczek, który zawieruszył mu się i opadał niesfornie na twarz. 
- Brzmi zachęcająco, ale może tak pominiemy parę rzeczy to i zaczniemy od ostatniej ...- Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować mnie po szyi. Przyssał się, robiąc kolejną, tak zwaną malinkę, do kolekcji. 
- Och, Harry... - Pocałowałam go namiętnie i usiadłam na nim okrakiem. Odgarnęłam włosy na jedną stronę. 
- Dwie sprawy...- Przerwałam pocałunek, a on jęknął z niezadowoleniem.- Nie przesadzaj, wytrzymasz chwilę. Po pierwsze dawaj bilety.- Wyciągnęłam swoja drobną dłoń i podstawiłam mu pod nos.- No dalej, bo jeszcze zgubisz.
- Proszę.- Wyciągnął je z kieszeni od spodni. Uśmiechnął się i zaczął mnie na nowo całować. 
- Hola, hola... Jeszcze jedna sprawa. 
- Co znowu?- Był już poirytowany, bo nie mógł dostać tego co chciał. 
- Bo przyjeżdżając moi rodzice i chciałabym, żebyś ich poznał. Ale zrobimy to po mojemu, ok?- Przytaknął kiwnięciem głowy i przygryzł wargę. Boże, jaki on seksowny! - No więc, zaprowadzę ich na koncert, nie będą nic o tobie wiedzieć. Później tak jak mówiłeś weźmiemy ich na kolację...
- Ale macie jeszcze wejściówki za scenę.
- A czy ja o to prosiłam? Jeju, popsułeś moje plany. 
- Przepraszam.- Zaśmiał się. 
- No to w takim razie pogadacie z moimi rodzicami, ale nie będziecie nic o mnie wspominać. O tym, że mnie znacie. A ty nie za bardzo okazuj swoich uczuć do mnie, dobrze? - Znowu przytaknął.
- W takim razie będę też musiał o tym powiedzieć też chłopakom.
- Jesteś błyskotliwy, doprawdy Haroldzie.- Pocałowałam go.- Więc weźmiemy ich na kolację, będą przekonani, że jesteś moim przyjacielem.- Nie za bardzo mu się to spodobało, ale nie sprzeciwiał się.- Później jakoś delikatnie postaram się przekazać im informację, że jesteś moim chłopakiem. Bo wiesz moja mama jest co do tego strasznie uprzedzona. 
- A dlaczego?- Posmutniałam nieco. 
- Przy innej okazji ci opowiem, ok?- Uśmiechnął się do mnie i jak miałam nie odwzajemnić uśmiechu? 
- No dobrze, nie chcesz to nie musisz mówić. 
- Dziękuję, za zrozumienie.
- To wszystko?
- Tak, to chyba na tyle... 
Zaśmiał się i dopadł mnie. Tak, dopadł mnie, dosłownie. Rzucił się na mnie, więc leżałam pod nim. Całował mnie namiętnie, jedną ręką jeżdżąc po mojej talii, a drugą wczepił w moje włosy. Zjechał niżej na moją nogę. Wzdrygnęłam się, a on zaśmiał się uroczo. Powoli zaczęłam odpinać jego koszulę. Tym razem szło mi o wiele lepiej niż ostatnio, nie potrzebowałam jego pomocy. On tak jak wtedy zręcznie zdjął mi sukienkę, nie naruszając jej stanu. Leżałam teraz w samej bieliźnie. Wziął mnie na ręce posadził na swoich kolanach, nie przerywając pocałunku. Uśmiechnął się i przestał. Przestał! Teraz kiedy ja mam ochotę?!
- Podroczę się trochę z tobą. Za bardzo się podnieciłaś kochanie.- Pokręcił głową. A on to co święty? 
- Niedobre z ciebie dziecko Haroldzie.- Oburzyłam się.
- Wiem, wiem.- Pocałował mnie w szyję.
- I jak ja mam się na ciebie gniewać, skoro ty robisz takie rzeczy?- Zaśmiał się, a ja razem z nim. 
- Kocham cię, wiesz o tym. 
- Tak, wiem i też cię kocham.
Siedzieliśmy tak dłuższy czas i rozmawialiśmy praktycznie o niczym ważnym. Bawiłam się jego loczkami, a on łaskotał mnie po plecach. Co jakiś czas "przypadkowo" zahaczał o moje zapięcie od stanika. 
Wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. 
- Widzę, że posprzątałaś.- Uśmiechnął się.
- Ta...- Nie dokończyłam, bo rzucił mnie na łóżko, a później na mnie. Złączył nasze usta w kolejnym namiętnym i zachłannym pocałunku. I powtórka z rozrywki, bardzo fajnej i przyjemnej rozrywki.

Po dość długim czasie, ułożyłam się na jego torsie zmęczona. Nie miałam nawet siły, by się ubrać. A poleżę sobie dzisiaj swobodnie jak Ewa w raju. A co mi tam. 
- Kocham cię.- Pocałowałam go i z powrotem ułożyłam się na nim wygodnie przykrywając pościelą
- Ja ciebie też kochanie.
Usnęłam praktycznie od razu. 
Nie chciałam żeby kiedykolwiek przestał mnie kochać. Czułam się szczęśliwa, spełniona, że wreszcie ktoś mnie pokochał, bez żadnych przeszkód, by być razem. Ale jak na razie... Zobaczymy co będzie dalej. Nie chcę, żeby kiedykolwiek mnie zostawiał, już nigdy. Chcę, by był mój na zawsze, albo i jeszcze dłużej... 

No i jest niespodzianka obiecana. 
Miła, niemiła. Zapewne większość osób ominie ją nie zwracając na nią większej uwagi. Ale jest ona dla tych zainteresowanych. 
Więc od teraz macie możliwość zadawania pytań bohaterom na moim Asku:  http://ask.fm/Madzia0Rh
Każde pytanie do postaci oznaczajcie słowem MilKa ( wpisujcie tak, jak napisałam w oryginale ). 
Na każde pytanie z pewnością odpowiem. 
Nastepny rozdział będzie pewnie za tydzień, mam na myśli niedzielę. Pozdrawiam skarby :) 

9 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział, ale nie mogę się doczekać kolejnego, no.. :c Piszesz świetnie, ale to już ode mnie wiesz. c: ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję♥ Zobaczę jeszcze kiedy dodam, jak będę miecz czas, to obiecuję, że dodam :)

      Usuń
  2. Loczku, rozkręca się ta twoja historia, świetnie :D /Lena ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne!! Już nie mogę się doczekać nastepnego rozdziału :) xxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Magda napisz juz dzisiaj bo doczekać sie juz nie mogę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam :) Madziu, skarbie ty moje, plissss napisz juz dzisiaj ;) xxx

      Usuń
  5. Nie martwcie się. Może dodam dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń