poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozdział 5
*Muzyczka*
Obudziłam się wcześnie rano. Promień słońca wpadający przez nie do końca zasłonięte okno, nie dawał mi spokoju. Westchnęłam i usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i powitał nowy dzień z uśmiechem, chociaż w głębi duszy nie byłam tak pełna entuzjazmu. Dziś mijał właśnie tydzień od momentu, kiedy chłopcy przyszli się ze mną pożegnać przed wyjazdem. Mimo, że Lou wysłał mi sms'a kilka dni temu, z wiadomością, że już wrócili, żaden z nich dotąd się jeszcze nie pojawił. Najwidoczniej postanowili nie mieć już ze mną żadnego kontaktu, z resztą wcale się im nie dziwię. Zasłużyłam sobie na to. Wzruszyłam tylko ramionami, wstałam i podeszłam do okna, by odsłonić zasłonkę. Ku mojemu zdziwieniu dzień był bardzo słoneczny, co rzadko się zdarzało. Pobiegłam do łazienki, wzięłam prysznic i ubrałam się w jeansy, niebieską bluzkę na krótki rękaw, trampki i narzuciłam jeszcze bluzę.
Zjadłam dość szybkie śniadanie, bo postanowiłam że od samego rana zrobię sobie spacerek po mieście i kupię gazetę. Wzięłam tylko torebkę i już nie było mnie w domu. Odgarnęłam moje niesforne włosy na plecy, wyprostowałam się i kroczyłam w stronę pobliskiego kiosku. Mijałam wielu ludzi, większość z nich spieszyła się do pracy lub szkoły. Chodziły też starsze babcie z koszykami na zakupy. Jakiś chłopak zawzięcie męczył się ze swoim psem, by ruszył swój tyłek i wrócił do domu. Patrząc tak na to wszystko uśmiechnęłam się. Tylko mi nigdzie się nie spieszy. Jestem inna niż wszyscy. Od zawsze to wiedziałam, myślałam tak, aż doszłam do mojego celu. Poprosiłam grzecznie panią o jedna gazetę. Podała mi ją i od razu spojrzałam na okładkę. O mój Boże! Na okładce była dziewczyna, blondynka dość szczupła. Przytulała się z chłopakiem... Moim chłopakiem! Nerwowo przewróciłam kartki na odpowiednią stronę, na której był artykuł na temat nowej "pary". Zdjęcie przytulającego się Harry'ego do Taylor, tak była to Taylor Swift, było jednym z najmniej okropnych zdjęć. Najgorszym było to, na którym Styles całował ją! Rozpłakałam się. Nie mogłam zapanować nad łzami.
- Co się stało, skarbie ? - Zapytała się mnie zatroskana kobieta z kiosku.
Nie odpowiedziałam nic, tylko mocno trzymałam gazetę w ręce i biegłam przed siebie. Miałam tego dość, kolejne zdarzenie, które mnie zraniło. Nie mogę tak dłużej! Wpadłam na kogoś, jednak on mnie przytrzymał. Dzięki niemu nie upadłam na ziemię. Był to Lou.
-Em? Madzia?- Spytał zdziwiony, złapał mnie za podbródek i podciągnął go wyżej, by móc spojrzeć mi w oczy. Zauważył, że płaczę.- Madzia... Co się stało?- Patrzył na mnie ze smutkiem.
- Nie wrócił z wami prawda?- Nie za bardzo wiedział o czym mówiłam. Podniosłam wyżej gazetę, aby mógł zobaczyć okładkę. To co zobaczył na pewno też go zszokowało.
- Yyy...- Nie wiedział co powiedzieć.- Nie, nie wrócił z nami.- Spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję.
- Wiedziałam...- Odpowiedziałam załamana.- Louis pozwól mi odejść, proszę. Nie wracajcie nigdy do mnie, do mojego domu. Zostawcie mnie wszyscy w spokoju!
Wyminęłam go i na nowo zaczęłam biec przed siebie. Niestety, nie dobiegłam zbyt daleko, bo jak już to u mnie bywa, potknęłam się o coś na chodniku. Przewróciłam się, nie miałam sił, by się podnieść. Zalałam się gorzkimi łzami. Siedziałam tak tam, aż ktoś mnie nie podniósł, wziął i niósł w stronę mojego domu.
- Nie mogę cię tak zostawić. - Powoli zaczęłam się przyzwyczajać, że tym "kimś" zawsze był Louis.- Jesteś moją przyjaciółką i to w dodatku rozsypaną na milion kawałeczków. Zaopiekuję się tobą.- Pocałował mnie w czoło i zaniósł mnie do domu.
Otworzył drzwi i wygodnie położył mnie na kanapie, przykrywając kocem. Przez całą drogę ani razu się nie odezwał. Nie wspomniał o Harry'm. Doskonale wiedział jak się czułam. Kolejny raz tak bardzo go potrzebowałam. Nie musiał nic mówić, sama jego obecność dodawał mi ogromnej otuchy. Z dnia na dzień stawał się dla mnie coraz bliższym przyjacielem. I kochałam go za to mocno.
- Lou, powiedz mi, jak to możliwe? Czemu on mi to zrobił?
-Szczerze to nie wiem, nie wiedziałem, że jest z nią, aż w tak bliskich stosunkach.
- Jak to? Czyli oni się już umawiali?- Spytałam go załamana. Czyli będąc ze mną kręcił z nią? Jak to w ogóle możliwe. Moje serce znowu pękło, na nowo. Być oszukanym przez osobę, którą się kocha...
- Nie, znaczy się tak. Ale było to parę miesięcy temu. Byli razem przez krótki okres czasu, ale zerwali i zostali "przyjaciółmi". Ładne mi to. Teraz już wiadomo, że to nie przyjaźń.
- Nadal nic z tego nie rozumiem. Czemu mi nie powiedział, że jedzie do U.S.A po to, by ślinić się z jakąś laską?! Tylko "Przepraszam za wszystko..." Marne słowa.- Nie płakałam już, byłam po prostu załamana i wściekła, gdybym teraz go spotkała z pewnością potrzebowałby pomocy dobrego chirurga.
- Jeju!- Wydarłam się i zerwałam się z kanapy. Pobiegłam do kuchni i wyciągnęłam pogniecioną kartkę z jednej z szuflad. Gdy wracałam do Louisa, patrzył na mnie nie wiedząc o co mi chodzi. Podałam mu kartę i by ją przeczytał.
-"Cokolwiek by się nie stało..."- Głębię się nad tym zastanawiał. Mnie natomiast olśniło.
- On o tym wtedy wiedział! Wiedział co się wydarzy, co zrobi! Ale jak to możliwe? Tamtego dnia rano wszystko było w porządku, ale mój telefon popsuł mu humor i nakrzyczał na mnie...- I kolejny przebłysk inteligencji.- A może to nie przez telefon! Powiedział to wszystko, żeby wyszło, że to przeze mnie wszystko się pieprzy, a nie przez niego! Wieczorem dopadły go wyrzuty sumienia i napisał ten list. Myślał, że uwierzę mu w te jego durne słowa. Musiałabym być nie wiadomo jak głupia, żeby wybaczyć mu zdradę. Ta jasne, bo on mnie kocha. Co za ściema.
Louis najwyraźniej rozumiał to co mówiłam, uśmiechnął się.
- Ty to potrafisz myśleć.
- Wiem, jestem inteligentną osobą.
- No czyli wynika z tego, że ktoś to zaplanował, tylko kto?- Zadał to pytanie i zaczął znów myśleć. Z powrotem usiadłam na kanapie obok Louisa. I też zaczęłam główkować. Po paru minutach zapytałam:
-Em.. Harry ?
- Nie, nie. To nie on. Nie wpadł by na takie coś.
-To na pewno ta blond farbowana ladacznica to wymyśliła i go zmusiła.
- Bardzo prawdopodobne. Nigdy jej nie lubiłem, a jest strasznie przebiegła. Ma głowę do takich rzeczy.- Pokiwał głową.- Ale nie mogę uwierzyć, że Harry jest zdolny do takich rzeczy.
-Chyba nikt się tego nie spodziewał.- Nagle zaczął dzwonić telefon Louisa, odebrał go.
- Tak, Li. Co się stało?- Liam coś powiedział, ale nie usłyszałam.
- Okey, za chwilę będę. Jeśli Magda da sobie radę sama.- Znowu odpowiedź.
- Później ci to wyjaśnię. Zaraz będę.- Rozłączył się.
Spojrzałam na niego, ciekawa o co chodziło.
- Co chciał Liam?
- Ma mi coś ważnego do powiedzenia i muszę do niego przyjechać.
- Ach... No dobrze jedź.- Uśmiechnęłam się smutno do niego.
- Na pewno możesz być sama? Nie zrobisz sobie nic?- Spytał zatroskany.
- Jak jeszcze teraz sobie niczego nie zrobiła, to już nie zrobię. -Dodałam z otuchą i poklepałam go po ramieniu.
- No dobrze słońce. - Pocałował mnie w czoło.- Później wpadniemy wszyscy.- Wybiegł szybko, by nie móc się tłumaczyć i tak już chyba za dużo powiedział. Mówiąc wszyscy, miał na myśli wszystkich, czy tylko ich czwórkę.
*Muzyczka*
Nie dane mi było dłużej się nad tym zastanawiać. Bo nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Doczłapałam się do nich i otworzyłam.
- Witaj debilu!- Wydarły się cztery dziewczyny. Moje cztery przyjaciółki, z którymi nie widziałam się od dość dawna.
- Jej, kochane!- Rzuciłam się na nie i zaczęłam piszczeć jak głupia z radości.
- Czemu się do nas nie odzywałaś?- Spytała blondynka, Asia.
- Przepraszam skarbie miałam wiele innych spraw na głowie.- Mówiąc to spojrzałam znacząco na Werę. Kiwnęła tylko przecząco głową, na znak, że nie powiedziała im nic na temat chłopaków z 1D. Całe szczęście, bo zaczęłyby wariować jak głupie! Ulżyło mi.
- To jak babski wieczór?- Zapytała entuzjastycznie Carolina.
- No a czemu, by nie. - Uśmiechnęłam się do niej i ucałowałam jeszcze raz w policzek.
- Wchodźcie, no dalej!
- Mamy tyle spraw do obgadania.- Przytuliła mnie jeszcze Camila i weszła do środka. Na zewnątrz pozostała tylko Wera. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Przepraszam za Louisa, nie chciałam go skrzywdzić. Jeśli będę miała okazję to go przeproszę.- Wyszeptała mi to na ucho.
- Trzymam cię za słowo! Wiesz jak on cierpiał!
- Kto cierpiał?!- wydarła się Asia, zawsze była ciekawska.
- A to tylko mój palec! Bo ostatnio Wera mi go przytrzasnęła!- Odkrzyknęłam jej. Nie lubiłam kłamać, ale niekiedy trzeba było. No cóż, takie życie. Puściłam oczko Werze i weszłyśmy do środka.
Dziewczyny już na dobre się rozgościły, z reszta jak już to u nich bywało. Zawsze czuły się u mnie jak u siebie w domu. Dużo się śmiałyśmy, rozmawiałyśmy a w szczególności wspominałyśmy dawne czasy i nasze wygłupy. Oglądałyśmy chyba z dwa filmy i Camila wyleciała z pomysłem, żeby urządzić karaoke.
- No dalej, nie wymiękajcie. Madzia przecież ślicznie śpiewasz co ci szkodzi?- Spojrzała na mnie błagalnie.
- Ja tam mogę...- Powiedziałam.- Ale żadnych nudnych piosenek!- Postawiłam jej warunek i się zaśmiałam.
- Skoro Magda to ja też.- Aśka uśmiechnęła się do mnie i poszła wybierać nam jakąś piosenkę.
- Ja też jednak.- Carolina się zdecydowała i dołączyła do Asi.
- A ty co to ? Będziesz jedyna? Mięczak z ciebie.- Camila rzuciła poduszką w Werę.
- Nie, nie jestem mięczak i zaśpiewam!- Odrzuciła jej poduszkę.
- Już wybrałam...- Oznajmiła Asia i podała każdej z nas mikrofon.
- Jaką? - Spytałam z ciekawością. Nie odpowiedziała tylko włączyła i zaczęła lecieć melodia. Little Things. Dlaczego ta ? Stałam tak z mikrofonem w ręce nie wiedząc co robić. Dziewczyny przecież nie wiedziały, nawet Wera. Na pewno myślała, że wszystko jest w porządku, ale tak nie było. Każda z nas miała solówkę każdego z chłopaków. I oczywiście kogo ja musiałam mieć? Może nie tyle co musiałam, ale zawsze chciałam? Harry'ego. Wera Zayna. Camila Louisa. Carolina Nialla. No a Asia Liama. Tak już było od zawsze. Ale teraz było inaczej. Wszystko się zmieniło, chciałam uciec i już nie wrócić. Ale właśnie była moja kolej i nie chciałam pokazać dziewczyną, że coś jest nie tak. Zaczęłam śpiewać. Tępo wpatrywałam się w ścianę. Skończyłam Uff... Jakoś dałam rade i opadłam na kanapę.
2 minuty później ...
- Całkiem nieźle to wypadło.- Zadowolona Camila rozwaliła się na fotelu- Za chwile jeszcze raz to samo. Kocham tych chłopców!- Zaklaskała w dłonie.
- Teraz pogadamy.- Powiedziała poważnie Asia.- Wiem, że już, Madziu...- Tu zwróciła się do mnie, nie wiedziałam o co jej chodziło.- Masz jakiegoś chłopaka albo w jakimś się zakochałaś. Widać to po twoim zachowaniu, zbyt często się zamyślasz. Więc kto to ?- Spytała mnie i wszystkie dziewczyny spojrzały na mnie. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Co ja im miałam do jasnej cholery powiedzieć.
- Wiecie...- Zaczęłam, ale nie wiedziałam co powiedzieć dalej. Spojrzałam na Werę, by przyszła mi z pomocą. Jednak wiedziałam, że muszę sama sobie z tym poradzić. Ale zresztą ona też była w to zamieszana.
Na moje szczęście lub nieszczęście, zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie musiałam im się teraz tłumaczyć. Miałam chwilę by to przemyśleć.
- Włączcie piosenkę jeszcze raz i śpiewamy! Tylko zobaczę kto to. Później wam wszystko opowiem, dobrze ?- Zgodziły się i włączyły piosenkę. Wiedziałam, że nie mogę ich jżz okłamywać. Teraz pora powiedzieć prawdę. Podeszłam do drwi, by je otworzyć, nie byłam świadoma tego co tam zobaczyłam...
- Tak jak powiedziałem, przyszliśmy oficjalnie się z tobą przywitać po przyjeździe.- Powiedział radośnie Lou.
Harry był z nimi, czyli dzisiaj wrócił? To chyba była ta ważna sprawa, w sprawie której dzwonił Liam. Spojrzałam na niego, ona na mnie i spuścił wzrok.
- A co wy tam robicie? Czy to nasza piosenka?- Spytał zdziwiony Niall.
- No tak. Urządziłyśmy małe karaoke. No oczywiście jakie piosenki my mogłyśmy śpiewać...- Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się sztucznie, mam nadzieję, że wyglądało to dość naturalnie.
- To dalej my posłuchamy!-Louis chciał wbiec do pokoju, ale mu przeszkodziłam.
- Momencik! Mam plan. Poczekamy, aż skończą śpiewać i wtedy wyjdę zza roku pokoju i coś im powiem i później was zawołam ok ?- Powiedziałam to dość niezrozumiale, ale miałam nadzieję, że zaczaili.
- Tak, tak ja rozumiem. - Powiedział to Harry. Zdziwiłam się trochę.
- Jak on rozumie, to my też.- Oznajmił Liam.
- Możemy chociaż wejść do środka, bo tu jest zimno.- Zayn popatrzył na mnie z miną zbitego szczeniaczka.
- No pewnie.- Uśmiechnęłam się.
Wpuściłam ich do środka. Czekałam chwilę, aż dziewczyny skończą śpiewać i podeszłam do nich.
- Kto to był?- Spytała zaciekawiona Carolina.
- A nikt ważny.- Spojrzałam na Werę i się uśmiechnęłam.
- No kto...- Cama już nie mogła wytrzymać.
- Ale czy wy przypadkiem nie chciałyście się dowiedzieć, w kim się zakochałam?- Spojrzałam znacząco na Aśka.
- Mnie zżera ciekawość.- Uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko.
- No więc...- Odkaszlnęłam. Spojrzały na mnie dziwnie.- Poznajcie moich "chłopaków". Chodźcie tu!- Wydarłam się. i weszli...
Dziewczyny, gdy ich zobaczyły, oprócz Wery, wydarły się i wszystkie równocześnie opadły z wrażenia na kanapę. Wyglądało to przekomicznie. Jakby ktoś je zdmuchnął i straciły równowagę. Zaczęliśmy się śmiać, one jednak oblały się rumieńcem.
-Witamy piękne!- Uśmiechnął się do nich Lou i pocałował każdą po kolei w policzek. Reszta poszła w moje ślady. Jednak Harry, nie przywitał się ze mną, dziewczyny to zauważyły i nie wiedziały o co chodzi.
- To teraz jak nam Madzia obiecała zaśpiewacie nam piosenkę.- Liam chciał tym zwrócić na siebie uwagę i udało mu się.
- Magda!- Wydarły się na mnie wszystkie.
- No co... Śpiewamy. - Zaśmiałam się.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Madzia!Piszesz bosko,pisz dalej,czekam :)
OdpowiedzUsuń